Co zrobisz, gdy się DOWIESZ?

z Brak komentarzy

W sobotę wracałam ze spotkania z Bliską Znajomą. Miało być lekko, łatwo i przyjemnie czyli kawa plus inspirująca rozmowa. I w gruncie rzeczy było. Tylko rozmowa zamiast zakończyć się, jak większość rozmów, otwartym pytaniem skończyła się dużą kropką. Podsumowaniem pewnych faktów, stwierdzeniem, że czas coś zamknąć, a coś rozpocząć. I że zawsze można po kropce postawić kolejne dwie kropki… Czyli drążyć, szukać, kręcić się w miejscu. Tylko teraz, aby to zrobić będę musiała zakopać głęboko to, co właśnie odkryłam, czyli ten KONKRET (którego tak długo szukałam).

Spotkałyśmy się nieopodal mojego mieszkania. 

Duże centrum handlowe. Obok ogromna stacja naziemnej kolejki miejskiej. Dotarcie tam zajmuje mi kilka minut. To dosłownie jeden przystanek kolejką. Lecz z okazji weekendu stację zamknięto. Remont. Pozostała komunikacja zastępcza czyli autobus. 

Wracając ze spotkania, poszłam za wyznaczonymi strzałkami w kierunku odpowiedniego przystanku. Zobaczyłam stojący autobus – taki coach z kanapami po dwóch stronach, jak na wycieczkę szkolną. Wsiadłam niepewnie. Niby miał odpowiednią tabliczkę i wiedziałam, że jadę tylko przystanek. Ale gdy zajęłam swoje miejsce poczułam w głębi ten dziwny stan. Coś pomiędzy niepokojem, a ekscytacją. Szczerze mówiąc bliżej było temu do niepokoju… Takiego, który towarzyszy mi zawsze gdy wiem, że czas iść w nieznane. Rozpocząć nowy rozdział. Przez kilka minut jechałam tym autobusem czując, jakby miał zabrać mnie w długą podróż… Oczywiście tylko tak metaforycznie. Wysiadłam na swoim przystanku, ruszyłam do domu, zjadłam sernik, aby na chwilę ukoić te niespokojne myśli (ciągle ćwiczę o poranku, więc jeden kawałek sernika mi się należy 😉 ). 

Nowe pomysły zazwyczaj wprowadzają mnie w stan euforii. 

Do momentu, gdy są jak gwiazdy na niebie. Mrugają do mnie z daleka… To szczyty poza zasięgiem ręki. Spoglądając na nie czuję się bezpieczna. Wspiera mnie to ukryte głęboko przekonanie, że to za daleko. Mogę co najwyżej zacząć projektować rakietę kosmiczną, którą mogłabym kiedyś polecieć do gwiazd, ale umówmy się, to bezpieczne fantazje. Projekty giganty, które zasilają głównie moją wybujałą wyobraźnię. Ekscytują chwilowo i w gruncie rzeczy na tym kończy się ich rola. Lecz gdy skupiam się na nich za długo frustrują niesamowicie. Za daleko… To nie dla mnie… Gdybym tylko wiedziała dokładnie co… Coś takiego na moją skalę. 

Dlatego od dłuższego czasu szukałam tego czegoś, co mogłabym w końcu zrealizować. Konkretnego projektu do wykonania od a do z. Czegoś, co można konkretnie nazwać, zaplanować, wykonać. Coś, pod czym można podpisać się swoim imieniem i nazwiskiem i na czym można zarabiać. 

 

A Ty co zrobisz, gdy się dowiesz?

Tak, szukałam swojej ŚCIEŻKI KARIERY. 

Lecz nie takiej, która mi się przydarzy, jak kariera w korporacji, tylko takiej która mi się wymarzy, jak… 

No właśnie, jak co? 

W poszukiwaniu konkretów wyruszyłam na spotkania z coachami, kursami online, testami… 

Inspirowali, dodawali skrzydeł, opowiadali swoje historie… Zadawali pytania. Ja sama zadawałam sobie pytania. Od czasu do czasu radzili, żeby tyle nie myśleć, tylko działać. Próbowałam działać, lecz bez myślenia nie potrafię… Próbowałam się zmienić, choć chciałam być autentyczna… Robiłam co mi kazali, aż w końcu nie wytrzymywałam i buntowałam się… Znów znajdowałam tych, którym można było zaufać. Uczyłam się marketingu, bo chciałam coś sprzedać, lecz nie wiedziałam co. Pytałam swoją duszę – po co jestem na tym świecie… Zrobiłam test Gallupa aby poznać swoje talenty. Testowałam małe pomysły. Zakładałam blogi, na których nie pojawiały się wpisy. Robiłam i robię podcast. Piszę tu do Ciebie. Tak, to część tego długiego maratonu, na którego mecie miało okazać się JAKA JEST MOJA MISJA ŻYCIOWA. Na której mieli dać mi medal z konkretnym szyldem. 

I w końcu poznałam siebie oraz swoje możliwości. I zrozumiałam, że odwaga do działania wykształci się podczas przełamywania własnych lęków. 

I stanęłam twarzą w twarz z tym czego chcę. I to bardzo wyraźnie teraz pyta – to co, podejmiesz się? Zrobisz to? Czy znów znajdziesz jakąś wymówkę? Ile jeszcze razy będziesz koło mnie przychodzić z głową w chmurach?  

Widzę wyraźnie, że ten moment, który wszyscy nazywają momentem przełomu niekoniecznie jest skazany na sukces. To moment wyboru i decyzji. I ta decyzja może być na tak albo na nie. I jak na ironię, nie odkryłam nic nowego. Poza tym, że to, co potrzebuję zrobić to podjąć decyzje i zacząć je realizować. 

Piszę o tym, bo do tej pory pisałam o tych poszukiwaniach. Więc myślę sobie, że Ty też może szukasz uparcie. Swojej ścieżki i swoich konkretów.

Czy wiesz już co zrobisz, gdy się DOWIESZ?


Chcesz otrzymać powiadomienie o nowym tekście?

Oraz link do niepublikowanych tekstów, które są dostępne tylko dla Czytelniczek LISTÓW?

ZAPISZ SIĘ NA LISTĘ (tu). 


Spodobał Ci się ten tekst?

Podziel się nim! Skorzystaj z poniższych przycisków lub wyślij link do tekstu komuś, kogo znasz. :*

Lubisz czytać listy?