Jak czytać więcej książek?

z Brak komentarzy

Lubię książki. Mogłabym nawet napisać dosadniej, że kocham książki. Od dziecka. Pewnie dlatego, że moja mam lubiła książki i od kiedy pamiętam naszą główną wspólną rozrywką było czytanie książek. To znaczy przez pierwsze kilka lat to ona czytała, a ja słuchałam. Dlatego udało jej się zakotwiczyć w moim umyśle taką konotację książki z przyjemnością i relaksem. I jestem jej za to wdzięczna.

Nie zawsze czytałam tyle książek ile chciałam.

Ale mimo tej miłości bywały w moim życiu okresy, kiedy nie czytałam za dużo. Owszem, myślałam wtedy o książkach, otaczałam się nimi, chodziłam do biblioteki w miarę regularnie, ale nie czytałam. Odkładałam stos książek na biurko, stół, albo jeszcze gdzieś indziej i nie czytałam. Dlaczego? Po prostu nie miałam nawyku regularnego czytania. Brzmi banalnie, ale taka jest prawda.

Dopóki chodziłam do szkoły, czytałam dużo i regularnie. Wiadomo, sama lista lektur obowiązkowych i uzupełniających wystarczy, aby zapełnić czas wolny. I przyznam, że zdarzały się czasem pozycje mało wciągające. Jak na przykład „Pan Tadeusz” hmm… no wiem, że dzieło wiekopomne, ale może jednak dla nastoletniego odbiorcy historia trochę czerstwa, aby wciągnąć? Jednak generalnie to moje doświadczenia z listą lektur szkolnych wspominam całkiem dobrze. Dzięki niej poznałam wiele fascynujących książek, które rozszerzyły mój sposób myślenia i moją wrażliwość. I pewnie część z nich przyczyniła się do powstania marzeń, które dziś realizuję. Później były studia humanistyczne, których podstawę stanowiło czytanie książek (historycznych, filozoficznych, ekonomicznych, teoretycznych, literatury rosyjskiej). Dużo tego było muszę przyznać.

Ale zawsze przy okazji czytałam to, co mnie interesowało. Co więcej, już od lat nastoletnich zaczęłam traktować książki głównie jako źródło wiedzy, a mniej jako źródło rozrywki. I tak pozostało mi do dziś.

Kiedy patrzę na swoją dorosłą bibliotekę, to widzę tam dużo „poradników” (mam tu na myśli książki eksperckie, z których po prostu można czerpać ciekawą i strawnie podaną wiedzę). Zdarzają się jakieś czysto rozrywkowe powieści, ale jest ich zdecydowanie mniej. Mam kilku autorów, których uwielbiam czytać, głównie ze względu na podejmowane tematy i niesamowity język. Obecnie na szczycie znajduje się francuski pisarz Michel Houellebecq, którego każdą nową książkę kupuję obowiązkowo i czytam w kilka dni. Tak, przy jego książkach nie mam problemu – jak czytać szybciej i więcej. Mam wręcz odwrotny problem – jak czytać, żeby tej przyjemności zostawić sobie na jak najdłuższy czas. Jednym słowem jest mi przykro, że książka zbyt szybko się kończy.

Szybkie czytanie książek

Chciałabym czytać więcej i szybciej.

Ale prawda jest taka, że chciałabym czytać więcej. Z prostej przyczyny. Miejsc, które nęcą mnie nowymi pozycjami wartymi uwagi jest sporo. Mam pod domem bibliotekę, do której regularnie chodzę. Mam też ulubioną stronę z ebookami, gdzie często zaglądam w poszukiwaniu nowości lub rabatów na książki, które od dawna miałam na oku. No i jest niezliczona liczba artykułów, które co chwilę podsuwają nowe lektury obowiązkowe. W związku z tym zawsze kończę z liczbą książek przewyższającą moje możliwości czytelnicze.

I tu pojawia się pytanie – czy da się czytać szybciej? Jak czytać więcej książek? Od kiedy urodziłam Bułę i nie pracuję to pytanie zaczęło mnie na nowo dręczyć. Bo niby mam tyle czasu (siedzę w końcu w domu i nic nie robię, no nie ;). Mam tyle książek, które chcę przeczytać. A ciągle czytam stosunkowo mało. Więc o co  k**** chodzi?

Nawyk codziennego czytania książek.

Jakieś półtorej roku temu odkryłam jedno rozwiązanie, dzięki któremu skutecznie zwiększyłam liczbę przeczytanych książek. To ów nawyk regularnego czytania, o którym wspomniałam już wcześniej. Taka podstawa. Jeśli chcesz więcej czytać – zarezerwuj sobie czas na czytanie. Codziennie. Tak, wiem co myślisz, że łatwo powiedzieć, ale jak się ma milion obowiązków na głowie, to nie lada wyzwanie. A mimo wszystko śmiem twierdzić, że Ty masz codziennie czas na czytanie książek. Tylko pod jednym warunkiem. Jeśli czytanie książek jest dla Ciebie naprawdę ważne. Jeśli tak, to zastanów się, z czego możesz zrezygnować w ciągu dnia? I zacznij wtedy czytać. Ja zrezygnowałam z facebooka. Tak, wydawało mi się niemożliwe, a teraz zastanawiam się po jaką cho**** ja tyle czasu siedziałam w tej wirtualnej sieci powiązań? Ale dla Ciebie to może być coś innego. Serial? No wiem, seriale są przyjemne i relaksujące, ale może zamienisz je tylko co drugi dzień na książkę? Zresztą, nie mam tu na celu przekonywać się do czegokolwiek. Podsuwam Ci tylko pomysł. Bardzo spodobało mi się na przykład to, co kiedyś przeczytałam u Pani Swojego Czasu. Ona czyta dużo (tak przynajmniej twierdzi, ale nie mam powodów aby jej nie wierzyć ;). Ola Budzyńska ma swój określony rytm dnia. I codziennie ma zaplanowany czas na czytanie książek. Podczas kąpieli w wannie. Brzmi jak bajka, prawda? Ale myślę, że to nie jest żaden luksus. Po prostu kobieta ma pół godziny dziennie dla siebie. I spędza ten czas dokładnie tak, jak lubi. Dlaczego by nie podążyć tym tropem?

Czy kurs szybkiego czytania jest skuteczny?

Nawyk to jedno. Ale nie ma się co oszukiwać. Czytając pół godziny dziennie wszystkiego się nie przeczyta. I nie kwestionuję tutaj metody małych kroków. Bo jestem jej wielką zwolenniczką i już nieraz przekonałam się jak bardzo jest to skuteczny sposób. Ale teraz pojawia się pytanie, czy są jakieś metody aby wycisnąć z tych trzydziestu minut dziennie jeszcze więcej?

Rok temu zastanawiałam się nad uczestnictwem w kursie szybkiego czytania. „Milion” słów przeczytanych na minutę, jak zapewniają reklamy to była bardzo kusząca opcja. Więc zasięgnęłam porady u osoby, która była kiedyś trenerem szybkiego czytania. Zapytałam ją, czy podejmie się przeprowadzenia ze mną takiego kursu, albo poleci mi jakieś sprawdzone źródło. Spojrzała na mnie z niepokojem (przez skype) i zapytała tylko:

– A po co Ci ten kurs?

– No jak to po co. – Odpowiedziałam trochę zbita z tropu. – Chcę szybciej i więcej czytać. Nakupowałam ebooków i chcę je wszystkie przeczytać już teraz.

– No ok, ale co chcesz czytać? Beletrystykę? Czy coś poważniejszego? – odpowiedziała.

W dalszej części konwersacji wytłumaczyła mi o co chodzi z kursem szybkiego czytania. Otóż jest skuteczny, ale głównie jeśli chce się czytać więcej książek dla przyjemności. Można nauczyć się technik, które pomagają czytać selektywnie. I jest to możliwe, jeśli mamy do czynienia z tekstami, które opierają się na wiedzy czy słownictwie już nam znanym. Ale jeśli chce czytać się więcej książek, które zawierają nową wiedzę, wtedy nie da się zastosować magicznej sztuczki „miliona” słów na minutę. Konkluzja tej rozmowy zawiera się w jednym zdaniu:

– Właśnie dlatego nie jestem już trenerem szybkiego czytania. Bo to tak nie działa jakbym chciała. – Odpowiedziała mi moja rozmówczyni.

– Aha. – Wyrzekłam ze smutkiem w głosie.

No ale przecież musi być jakiś skuteczny sposób aby czytać więcej. Taki Bill Gates, albo Warren Buffet to osoby niezwykle zajęte, a czytają dużo (można by rzecz, że dużo ponad przeciętną). Jak oni to robią?

Techniki szybkiego czytania

Jak czytać jedną książkę tygodniowo?

I tu pojawia się kolejny trop, na który trafiłam czytając pewien artykuł. Odnośnik znajdziesz na samym końcu notki. To już niedługo 😉

Dlatego nie chcę streszczać tego artykułu w detalach. Zachęcam Cię do przeczytania. Główna idea jest ciekawa. Jeśli chcesz czytać więcej to czytaj według pewnego klucza. Zadaj sobie konkretne pytania i poszukuj odpowiedzi na nie podczas lektury. „Rozbierz” książkę na części pierwsze. Zacznij od poznania autora książki, jego poglądów i tematyki, w której się specjalizuje. Wtedy łatwiej będzie Ci filtrować materiał i zrozumieć argumenty zawarte w książce. Poświęć chwilę na zapoznanie się ze schematem książki, z jej rozdziałami. Poszukaj głównej myśli. A później przejdź do selektywnego czytania. Wtedy w krótkim czasie zrozumiesz główną ideę książki i wyciśniesz esencję. Możliwe, że nie przeczytasz wszystkiego od a do z. Ale nie to jest celem takiego czytania.

Od siebie mogę dodać jeszcze jedną uwagę. Wydaje mi się, że kluczem do wyciśnięcia maksimum z tych codziennych trzydziestu (czy ile sobie założysz) minut czytania, to przede wszystkim stuprocentowa koncentracja na treści. Wiem, że w teorii to podstawa, ale ja bardzo często łapię się na nawyku dryfowania myślami podczas lektury. Dlatego od pewnego czasu staram się eliminować ten nawyk. Kluczem do koncentracji jest ciągłe poszukiwanie odpowiedzi na konkretne pytanie. Jednym słowem czytaj z celem. Nie bój się selekcjonować wiadomości, które czytasz. Prawda jest taka, że większość dobrze napisanych materiałów jest oparta na konkretnej strukturze. W każdym paragrafie (lub rozdziale) jest jakaś idea główna. Konkretna myśl. Którą rozszerzają idee pomocnicze. Do których podane są przykłady. I w taki sposób najważniejsze to znaleźć te główne idee. Wtedy można wycisnąć z książki maksimum przy minimalnym czasie. Oczywiście mam tu na myśli książki eksperckie i wszelkiego rodzaju poradniki. Literatura piękna czytana dla rozrywki to zupełnie inna para kaloszy…

Czy zawsze warto czytać szybciej?

Taka teoria. Mało romantyczna. Odarta z tych wszystkich sentymentów, którymi darzę książki. Dlatego mam ją gdzieś z tyłu głowy i czasem korzystam. A czasem oddaję się powolnej kontemplacji słowa. Przeżuwam mentalnie każde zdanie. Rozwlekam lekturę w czasie. I myślę sobie, że z nikim się przecież nie ścigam. I zaczynam akceptować, że moja biblioteka pewnie zawsze będzie zawierała jakieś książki nieprzeczytane.

A Ty jak czytasz? Jestem ciekawa, czy masz jakieś patenty na szybkie i efektywne czytanie książek?

A na koniec odnośniki do dwóch inspirujących i przydatnych artykułów (w języku angielskim):

„Jak czytać jedną książkę tygodniowo”  – tu znajdziecie konkretne wskazówki jak czytać więcej.

„Jak znajdując czas na czytanie książek stałem się mniej zajęty” – Można się zainspirować i znaleźć kilka wskazówek dotyczących tego, jak znaleźć czas na codzienne czytanie książek.