DLACZEGO PISZĘ HOROSKOPY?

z Brak komentarzy

Kilka dni temu spotkałam się z Bliską Znajomą, która czyta mój blog. Rozmawiałyśmy przez chwilę, po czym niespodziewanie spojrzała na mnie podekscytowana i powiedziała z lekkim wyrzutem: 

„Nie wiedziałam, że piszesz horoskopy!? Muszę częściej zaglądać na Twoją stronę! Wchodzę tylko na nowe teksty z LISTÓW, które przychodzą emailem i nie zaglądam dalej… I przez to NIC NIE WIEM!”

Odpowiedziałam jej, że nie musi wchodzić na stronę, bo choć horosKOPY to coś nowego (choć tak naprawdę starego) to na pewno będę o tym pisać w LISTACH, w swoim czasie. Także nic jej nie ominie…

I WYTŁUMACZYŁAM, ŻE TO NIE JEST TAKI „NORMALNY” HOROSKOP…

Bo jak dobrze wiadomo nie jestem wróżką i nie zamierzam być.

Nie wróżę z kart (choć posiadam sekretną talię kart Soul Coachingu w szufladzie ;) ). I nie znam się na wpływie planet na znaki zodiaku (choć z lekkim przymróżeniem oka co tydzień czytam listy od Astro Bliźniaczek). 

Więc skąd ten dziwny pomysł, aby pisać horosKOPy? 

Jest to stary pomysł. Pojawił się w 2016 roku po kilku miesiącach tworzenia bloga. Uczestniczyłam wtedy w pierwszym (ale nie ostatnim, jak się po latach okazało) kursie online na temat „profesjonalnego” blogowania. Jednym z głównych zaleceń było regularne pisanie NEWSLETTERA, czyli listów email. 

Było to dla mnie oczywiste, że newsletter mieć trzeba. Przez kilka lat pracowałam dla dużych firm i jednym z moich obowiązków było pisanie i wysyłanie „mailingów” do klientów. Dlatego doskonale wiedziałam, że jest to jeden z ważniejszych i bardziej skutecznych kanałów dotarcia do odbiorców. 

Dlatego, gdy tylko powstał blog stworzyłam „newsletter”, który nie wyróżniał się niczym szczególnym… Jako blogerka nie traktowałam tego newslettera jak „kanału sprzedaży”, bo jedyne co miałam (i do dziś mam) do zaoferowania moim Czytelniczkom była nowa treść na blogu. Traktowałam to przede wszystkim jako możliwość informowania o nowych wpisach. 

Była to dla mnie naturalna kolej rzeczy, bo jako czytelniczka jestem osobą, która na prawdę lubi zapisywać się na newslettery.  Gdy trafiam na nową, interesującą stronę zawsze podaję swój email, tylko po to, aby być na bieżąco. Sprawdza się to w moim przypadku doskonale, bo sprawdzam pocztę email od czasu do czasu w telefonie. Odkąd przestałam korzystać z social mediów i wchodzić na duże portale internetowe, jest to praktycznie jedyna forma „dotarcia do mnie” z nową treścią. I wbrew pozorom krąg stron, które odwiedzam nie jest zamknięty. Czasem ktoś znajomy, a czasem ktoś, kogo „subskrybuję” coś mi poleci i w ten sposób naturalnie poszerzam krąg zainteresowania. Wtedy kiedy chcę i jak chcę. Więc jeśli ktoś nie ma lub nie wysyła newslettera, to zwyczajnie o nim zapominam (choć jest kilka wyjątków, ale pamiętam o nich pewnie dlatego, że są wyjątkami). Nie mam też problemu z wypisywaniem się z newsletterów, które na dłuższą metę nic mi nie dają. Jeśli czegoś nie czytam, po prostu klikam – wypisz się.

Czytelniczki tej strony traktuję jak osoby podobne do mnie. 

Dlatego  naturalne jest dla mnie też to, że wysyłam  LISTy od serca, w którym dodaję informację o nowym wpisie. Czujesz się na blogu dobrze – zostawiasz email, żebyśmy były w kontakcie. I tak to działa. Teraz jest to dla mnie oczywiste i nie mam potrzeby „kuszenia” czymś specjalnym potencjalnych subskrybentów… 

Jednak trzy lata temu czułam, że „eksperci” wiedzą lepiej… 

Na wspomnianym przeze mnie kursie dowiedziałam się, że zwykły newsletter to za mało i większość ludzi nie myśli tak jak ja (a wtedy jeszcze miałam poczucie, że pisanie do większości ludzi to jest właśnie to, czego każdy bloger musi chcieć…). Recepta na „odpowiedni” newsletter była prosta… Za pozostawienie adresu email należało coś czytelnikowi dać, albo przynajmniej czymś go zachęcić lub zaskoczyć. Przyznam szczerze, że sama kilka razy zapisałam się, aby coś od blogera dostać i zazwyczaj było to coś, czego tak naprawdę nie potrzebowałam ( a po czasie, gdy newsletter mnie nie interesował i tak się wypisywałam). Dlatego ten pomysł do mnie nie do końca przemawiał. Jednak skoro była to „jedyna” słuszna metoda (która faktycznie w przypadku firm retailowych sprawdza się doskonale i klienci z radością na powitanie dostają rabat za zapis) to czułam, że powinnam coś wymyślić i uatrakcyjnić mój „zwykły” newsletter. 

Pojawił się jeden problem… Nie bardzo wiedziałam co mogłabym moim Czytelniczkom dać. :/ Pisałam blog o życiu i nie miałam nic konkretnego do zaoferowania… A nie chciałam wymyślać czegoś na siłę. Dlatego postanowiłam je „zwabić” czymś zaskakującym… 

I w ten sposób w 2016 r. powstał HOROSKOP! :) 

Pomyślałam, że wiele osób nawet jeśli nie do końca wierzy, to lubi czytać horoskopy (sama do nich należę ;) ). Dlatego zamiast zwykłych listów miała, wysyłać horoskopy… Jednak, tak jak wspomniałam, nigdy nie byłam wróżką i nie dysponowałam wiedzą magiczną (albo przynajmniej magicznym tupetem, aby pod tę wiedzę się podszywać ;) ). Dlatego postanowiłam wykorzystać subtelną grę słów i pisać horosKOPy, czyli krótkie listy mające formułę horoskopu, których głównym celem było dawanie KOPa do działania!

Pomysł niezwykle mi się podobał. :) 

W 2016 roku napisałam i wysłałam kilka horoskopów. Moja baza adresów powoli rosła (głównie dzięki uczestniczkom kursu, w którym brałam udział, a które ochoczo zdecydowały się mi pomóc, zapisując się na horoskop :) ). 

Wszystko grało… 

Do czasu gdy moja Znajoma (która po tych trzech latach stała się moją Przyjaciółką i wie doskonale, że nie mam jej za złe tamtych wydarzeń ;* ) powiedziała, że czytała mój blog i… „Wszystko fajnie, ale ten horoskop to przesada… Masz tak odjechaną grafikę i nazwę, że to naprawdę wygląda jak strona jakiejś wróżki”.  

Słysząc to przestraszyłam się nie na żarty (zwłaszcza, że ta Znajoma profesjonalnie zajmuje się grafiką). Natychmiast usunęłam horoskop ze strony! Ostatnią rzeczą, jakiej wtedy chciałam, to być mylona z wróżką! 

Z lekkim poczuciem rezygnacji postanowiłam zostać przy zwykłym newsletterze (na który jak się okazało Czytelniczki zapisują się po prostu i mówią / piszą mi po tych trzech latach, że lubią czytać te moje listy od serca, w które są takie prawdziwe… :) ). 

 

Horoskop by Arabella o'Baker zapisz się

Dlaczego teraz wróciłam do horosKOPu? 

Jakiś czas temu, pisząc tekst urodzinowy Skąd się wzięła Arabella uporządkowałam sobie w głowie pewne tematy dotyczące blogowania. Poczułam z ulgą, że niezależnie od końcowych wyników mojej pracy pisanie i tworzenie bloga daje mi ogromną radość i energię. I na tym chcę się teraz skupić, aby działać, a nie stać w miejscu i szukać idealnej koncepcji… Poczułam też, że zamiast szukać jednego „eksperckiego” tematu chcę po prostu pisać w myśl zasady, wypowiedzianej przez Maya Angelou: „Try to be a rainbow in someone’s cloud”*. I niezależnie od tego co mówią „specjaliści” od online’u (którzy nota bene często zajmują się marketingiem online krócej niż ja…), to przede wszystkim ufam własnej wiedzy i doświadczeniu oraz wybieram te metody, które są zgodne ze mną. Poza tym muszę przyznać, że przez ostatnie trzy lata nauczyłam się obsługi kilku narzędzi, dzięki którym mój blog nie jest już tak „odjechany” graficznie. ;) 

Nagle, robiąc podsumowanie tych trzech lat, przypomniałam sobie o horosKOPie. I poczułam, że to był naprawdę fajny i zabawny pomysł. :)  Spontanicznie postanowiłam do niego wrócić. Bo w gruncie rzeczy, u samych źródeł tego pomysłu leżała wtedy idea, która do dziś ze mną jest… 

aby wysyłać zabawne i lekkie listy, które dadzą delikatnego KOPa do myślenia o sobie w taki sposób, aby działać z radością (czyli dla siebie, a nie wbrew sobie). :) 

Jeśli masz ochotę na taki list raz w tygodniu ZAPISZ SIĘ TU. 

Jest to projekt, który nie ma nic wspólnego z wtorkowym newsletterem, który pozostaje w niezmienionej formule. Jednym słowem jeśli masz ochotę, możesz otrzymywać ode mnie dwa maile tygodniowo. :) 

Chcesz wiedzieć coś więcej na temat horosKOPu?

SPRAWDŹ TU czy to coś dla Ciebie... 


Chcesz otrzymać powiadomienie o nowym tekście?

Oraz link do niepublikowanych tekstów, które są dostępne tylko dla Czytelniczek LISTÓW?

ZAPISZ SIĘ NA LISTĘ (tu). 


WYPEŁNIŁAŚ JUŻ ANKIETĘ? 

Opowiedź mi o sobie, umieram z ciekawości… :*

TAK, WYPEŁNIAM ANKIETĘ

Spodobał Ci się ten tekst?

Podziel się nim! Skorzystaj z poniższych przycisków lub wyślij link do tekstu komuś, kogo znasz. :*

Jeśli chcesz o tym porozmawiać, napisz komentarz lub email do mnie .

Spodobało Ci się? Podziel się choć z jedną osobą... Zajmie Ci to tylko kilka sekund. :*

Lubisz czytać listy?