DRUGI DOM.

z Brak komentarzy

Dwa łóżka. Dwie takie same poduszki. Dwa komplety zabawek, na szczęście różnych, dzięki czemu stają się bardziej atrakcyjne gdy przyjeżdżamy. 

Brakuje tylko drugiego biurka. 

Czułam, że go potrzebuję. Mamy tu zostać kolejne dwa tygodnie. Ale dopiero co spędziliśmy tu ponad tydzień… I Nowy Rok też. Niby nie jest mi tak bardzo potrzebne. Jest przecież stół w jadalni i duże biurko w pokoju, który na dobre stał się bawialnią Buły. No właśnie, te wszędobylskie zabawki… Nie, nie da się przy nich pracować! Ale nie zostaniemy tu zbyt długo… W domu mam swoje biurko do pracy i swój harmonogram. Tu i tak nie potrafię się skupić. Ale szkoda tego czasu, żeby tak nie pisać przez dwa tygodnie… Po długim milczeniu zawsze boli mnie gardło, siada humor, więcej jem, opona na brzuchu mi się powiększa. Sama nie wiem? Może przesadzam z tym biurkiem? Może wytrzymam? Przydałoby się kupić łóżko dla Buły w naszym niemieckim domu. Wyrasta już z dziecięcego łóżeczka… Łóżko jest ważniejsze, niż biurko w drugim domu… Przecież to tam spędzamy większość czasu. Ale jakoś jeszcze daje radę w łóżeczku, a bez biurka chyba jednak nie wytrzymam… Może poczekam? Sama nie wiem… 

Ok, to może pojedziemy do Ikei? Zobaczymy i biurko i łóżko. I na miejscu zadecydujemy. 

Pojechaliśmy ochoczo. 

Kupiliśmy biurko. Najprostsze, najtańsze, najmniejsze. Łóżko też kupimy, ale jak wrócimy do drugiego domu… To znaczy do tego pierwszego. 

I tak w kółko… 

Zastanawiam się…

Który dom jest ważniejszy?

Który jest tym drugim domem, a który jest tym pierwszym? 

W którym żyję pełnią życia, a w którym jestem na wakacjach? 

Życie w rozkroku. Czyli EMIGRACJA. 

Myślałam, że to będzie taki romantyczny tekst, pełen mgły i okrągłych zdań, z których na pierwszy plan wysunie się nostalgia za domem nie do końca utraconym. 

Niestety tak nie jest. 

To tekst pełen nerwowości i niezdecydowania. Czyli adekwatny do sytuacji, w której żyje się w rozkroku między jednym, a drugim miejscem. Powiedziało się a, potem b, potem c i właściwie bez końca deklamuje się się cały alfabet. Można mieszkać trochę tu, potem trochę tam… Można liznąć trochę świata i obcej kultury… Można żyć ciągle na walizkach i udawać, że wcale nie przeszkadzają. Można kupować najtańsze meble w nowych domach, wracać do biurka po teściu. Można nieświadomie szukać domu, opowiadając na głos historie, z których jasno wynika, że „cygańskie” życie to jest to…

 

drugi dom

Próbowałam napisać tekst o EMIGRACJI.

Kilkukrotnie. Niektóre pojawiły się na blogu. Niektóre pozostały nieopublikowane i czekają w folderze pod tytułem „teksty robocze – całe”. Wróciłam do nich dziś, aby zobaczyć, czy są tam jakieś aktualne wątki. Chciałam napisać coś nie tyle o drugim domu, co o tym, że gdy raz się wyjedzie z tego pierwszego, to na zawsze będzie się miało przynajmniej dwa domy. 

Tak jest w moim przypadku. I w przypadku moich koleżanek, nie tylko Polek, które poznałam na emigracji i które czuły tak mocno jak ja, że to jest jednak temat do przegadania. Nic więcej nie da się z nim zrobić, ale można choć przez chwilę poczuć dziwną ulgę dowiedziawszy się, że są jeszcze na tej planecie inni tułający się po krajach i miastach ludzie, którzy odczuwają czasem tę dziwną, niewymówioną tęsknotę za korzeniami… Choć na zdrowy rozum to uczucie nie ma prawa się pojawiać, bo przecież jest zawsze coś nowego przed nami, a my świadomie opuszczaliśmy nasze kraje. 

Pisząc to mam świadomość, że to może być jednak temat niszowy. 

Bardzo możliwe, że większość emigrantów nie miewa takich dylematów i na co dzień nie dzieli włosa na czworo… Może większość emigrantów osiedla się w nowym kraju na dobre? Żegnając się z tym co musieli zostawić w kraju ojczystym? Zamykają pewien rozdział, tak jak zamyka się drzwi do sprzedanego mieszkania? I jednocześnie otwierają kolejny rozdział, który wypełniony jest całą gamą niekoniecznie euforycznych uczuć…

Długo miałam poczucie, że to jedyny dobry scenariusz, że tak wypada i że życie w rozkroku, to pewna niedojrzałość i rysa na charakterze. 

Myślałam, że z czasem zapuszczę nowe korzenie, przestanę rozmyślać, wgryzę się w chleb powszedni. W końcu mam dziecko, które musi mieć swój dom i swoją przestrzeń, normalne życie jak wszyscy inni… Nie jesteśmy w końcu dyplomatami. 

Mija czwarty rok, a ja wracam do tych dawnych niepublikowanych tekstów, w których pojawiają się te same pytania, które dziś sobie zadaję. Jest w nich ten sam niepewny rozkrok. I dziwię się dlaczego nie opublikowałam ich zaraz po napisaniu? Przecież to fajne teksty. Co stanęło na przeszkodzie? Moje watpliwości? Wstyd, że nie potrafię się zdecydować? Poczucie, że powinnam się cieszyć, bo przecież dokonałam wyboru, a ja jednak drążę temat? 

I w końcu poczułam z ulgą, że to jedyne co mogę TERAZ napisać o EMIGRACJI. 

Bo tylko taką emigrację znam. W rozkroku. Pełną różnych odcieni i odczuć. Taką, z którą się mierzę. W której widzę wielkie szanse, w której pokładam nadzieje i której zarzucam, że wyrwała mnie z korzeniami z tamtej ziemi. Ale przecież mam świadomość, że nie jestem drzewem i po coś mam dwie nogi, które mogą mnie nieść tam gdzie głowa wymyśli. I które mogą mnie zabrać na chwilę do miejsc, za którymi moje serce ciągle tęskni. 

Myślę dziś, że jedyne co mi pozostaje to AKCEPTACJA stanu, w którym jestem TU I TERAZ. I tak napisałam nowy tekst o emigracji, wypełniony starymi wątkami. Bez konkretnej tezy. Dopuszczam życie w rozkroku, z całą jego niepewnością, lekkim rozedrganiem i dwoma biurkami. I to nasiono akceptacji niestygnącego zwątpienia staje się jedyną tezą tego tekstu.

Może ukoi osobę, która też żyje w takim rozkroku? Może będzie stanowił przestrogę dla osoby, którą kusi nowa kraina i która beztrosko chce rzucić się w nieznane? Może kiwają teraz ze współczuciem głowami Ci, którzy w pełni zaakceptowali nowe życie i mają w sobie tę dojrzałość, która pomaga im żyć ze świadomością, że nie da się mieć wszystkiego naraz? 

Carl Rogers powiedział kiedyś, że: „Rzeczy najbardziej wstydliwe są jednocześnie najbardziej powszechne.” Te słowa dają mi odwagę, aby opublikować ten tekst. 

Emigrantko, daj znać, czy miał rację? :*

Chcesz otrzymać powiadomienie o nowym tekście?

Oraz link do niepublikowanych tekstów, które są dostępne tylko dla Czytelniczek LISTÓW?

ZAPISZ SIĘ NA LISTĘ (tu). 

Czujesz, że ten tekst poruszył coś w Tobie?

Śmiało, podziel się nim. Skorzystaj z poniższych przycisków lub wyślij link do tekstu komuś, kogo znasz. :*

Jeśli chcesz o tym porozmawiać, napisz komentarz lub email do mnie .

Lubisz czytać listy?