Dzień dziecka.

z Brak komentarzy

Pamiętam dzień, kiedy wybrałam się z mamą do poznańskiego Zamku na wystawę klocków Lego. Towarzyszyła mi moja najlepsza przyjaciółka Asia. Nie mam zdjęcia z tamtego dnia, także mogę tylko domniemywać, że miałam wtedy 6 lat. W Polsce był rok 1991 i na świeżo mogliśmy rozkoszować się tym co „zachodnie”. Oczywiście, jeśli tylko mieliśmy na to wszystko pieniądze. 

Oglądanie budowli z Lego zakończyło się zakupem pudełka z klockami.

Pamiętam to pudełko. Było wielkości słownika ortograficznego (a może nawet dwóch słowników). Wypełnione klockami typu „basic”, czyli sama podstawa. Na kartonie kilka rysunków przykładowych budowli, którymi inspirowałam się tworząc swoje konstrukcje. W środku kolorowa instrukcja. Do tego zielona plansza, na której budowałam niezliczone warianty pięknych, przestronnych, kolorowych domków. W pudełku był niestety tylko jeden ludzik, też klasyczny, ale za to jaki cenny!

Pamiętam co czułam, gdy mama kupiła mi te klocki. Radość i dumę. Jakby ktoś dał mi do ręki dużo więcej niż pudełko z klockami. Bo to nie były zwykłe klocki. To było LEGO. I to nie były tylko klocki. To był zestaw kolorowych, plastikowych części, z których mogłam budować piękne światy. To było moje małe pudełko wielkich twórczych możliwości. Jednak przy okazji tych wzniosłych emocji pojawiło się też małe ukłucie. Smutek. I zazdrość. Moja przyjaciółka dostała dużo większe pudło, w którym było zdecydowanie więcej klocków (i pewnie więcej ludzików).

Tamta wystawa wzbudziła we mnie apetyt na więcej. 

Więcej klocków. Więcej budowli. Więcej tego, co z „zachodu”. Więcej możliwości. Ten apetyt przez wiele lat podsycał moje ambicje. Czekałam niecierpliwie na czas, gdy dorosnę i w końcu będę mogła decydować o tym ile „klocków” mogę kupić. Pewnie dlatego do dziś mam lekką rękę do wydawania pięniędzy. Nie lubię czekać na wielkie inwestycje. Ja chcę mieć klocki TU I TERAZ. Chcę mieć z czego budować, zamiast odkładać po to aby kiedyś kupić to, co ktoś inny wybudował. Ale to wątek, na zupełnie inny tekst… ;) 

Dziś chciałam opowiedzieć o DNIU DZIECKA, który spędziliśmy w Legolandzie. 

I nie jest to reklama ani klocków Lego, ani Legolandu. Bo Lego chyba nie trzeba reklamować. ;) Kto miał klocki w dzieciństwie (oraz ten, kto odczuwał ich brak), ten bez wahania kupi niejeden karton swojemu dziecku. Jak pięknie ujęła to moja znajoma, opowiadając o tym, że kupiła swojej córce sukienkę z logo Ralph Lauren: „Człowiek pragnie dać dziecku to, czego sam nie miał w dzieciństwie.” I miała rację. :) 

W gruncie rzeczy chcę napisać o sile marzeń. 

Do Legolandu pojechaliśmy dość spontanicznie. Zbliżał się weekend, dzień dziecka oraz piękna słoneczna pogoda. Siedziałam w fotelu i żaliłam się Dickowi, że zasiedzieliśmy się w domu (bo od miesiąca siedzimy w Monachium, co oznacza, że odpoczęłam już chyba od walizek ;). Chciałam, abyśmy wybrali się gdzieś indziej niż do parku czy ZOO. Dick chętnie podchwycił temat. I zaproponował wycieczkę do Legolandu. Z jednej strony poczułam radość, że nagle może spełnić się moje wielkie dziecięce marzenie. Legoland, o którym nie miałam za dużego pojęcia, brzmiał jak świątynia klocków Lego. Tych małych, plastikowych, kolorowych klocków, które były dla mnie kiedyś przedmiotem pożądania. :) Z drugiej strony rok temu robiłam krótkie rozeznanie na ten temat i z przerażeniem odkryłam, że w Legolandzie klocki są tylko dodatkiem… Wyglądało to na wielkie, zatłoczone miejsce z karuzelami. Prawdziwy koszmar. Zawahałam się chwilę przed podjęciem decyzji, lecz nie chcąc wyjść na gołosłowną marudę powiedziała ochoczo – jedziemy! 

dzień dziecka wycieczka do Legolandu

Następnego dnia pojechaliśmy do Legolandu. 

Godzinę zajęło nam dotarcie na wielkim parking, na którym poczułam się trochę jak na Jasnej Górze. ;) Ekscytacja mieszała się z przerażeniem. Obawiałam się piekącego słońca i niekończących się kolejek do toalet. Na szczęście z ulgą zobaczyłam krótką kolejkę do wejścia dla posiadaczy biletów online. Wchodząc na teren Legolandu powitała nas głośna muzyka płynąca z głośników. Zamiast klocków Lego zobaczyłam jedną, potem drugą karuzelę. I tak na każdym kroku. W głowie pojawiła się myśl – to chyba był błąd. Przeszliśmy koło stawu, po którym pływały dwuosobowe łódki. Nagle spokojna woda zamieniła się w tryskający wulkan. Przestraszyłam się. „Czy na każdym kroku muszę tu na siebie uważać?” – pomyślałam.

Za to Buła była w siódmy niebie. 

Na początku onieśmielona, kilka chwil później doskonale wiedziała z czego chce skorzystać. Stała cierpliwie w każdej kolejce (a Legoland kolejkami stoi!). Cieszyła się oglądając rybki w akwarium. Podskakiwała z radością obserwując wszystkie atrakcje z pociągu „zbudowanego” z klocków Lego. Na karuzelę z samolotami (na którą na szczęście wszedł z nią Dick) wybrała się więcej niż raz. Mimo, że spędziliśmy tam ponad sześć godzin nie chciała wracać do domu. Musieliśmy obiecać jej, że wrócimy. 

My z Dickiem spoglądaliśmy na siebie z niedowierzaniem. Bo kto nas zna ten wie, że wielkie parki rozrywki to nie jest nasza bajka… Lecz z każdą godziną bawiliśmy się coraz lepiej. Oswajaliśmy teren i odkrywaliśmy atrakcje dostosowane do naszych potrzeb. Najbardziej zadziwiły nas całe miasta zbudowane z klocków Lego. Małe cuda… W Berlinie można nawet wypatrzyć ludzika Lego wyglądającego jak Angela Merkel. :) 

Wróciłam z Legolandu szczęśliwa. 

Choć to, co przez lata wydawało się być niespełnionym dziecięcym marzeniem okazało się produktem dla innych ludzi. Nie lubię tłumnych miejsc i do szczęścia nie potrzeba mi szybkich karuzel. Jednak czułam się lekko wracając do domu. Bo to, co dla mnie było niedostępnym marzeniem stało się tak po prostu częścią życia mojego dziecka, które bawiło się wspaniale. I ta świadomość, że marzenia można spełniać. Niekoniecznie dziś, niekoniecznie jutro, lecz z biegiem lat zmieniają się okoliczności i nagle to, co było niemożliwe staje się tak przyziemnie dostępne. I tylko ode mnie zależy, czy po to sięgnę i spróbuję. Bo tylko w ten sposób mogę się przekonać, czy było to moje marzenie, czy tylko cudze oczarowanie. 

Jestem ciekawa, czy Ty też masz swój „Legoland”? I czy byłaś już tam? 

Napisz, proszę. :* 


Chcesz otrzymać powiadomienie o nowym tekście?

Oraz link do niepublikowanych tekstów, które są dostępne tylko dla Czytelniczek LISTÓW?

ZAPISZ SIĘ NA LISTĘ (tu). 


Spodobał Ci się ten tekst?

Podziel się nim! Skorzystaj z poniższych przycisków lub wyślij link do tekstu komuś, kogo znasz. :*

Spodobało Ci się? Podziel się choć z jedną osobą... Zajmie Ci to tylko kilka sekund. :*

Lubisz czytać listy?