Jesienna Melancholia.

z Brak komentarzy

Odwiedziła mnie dziś Melancholia.

Przyszła wcześnie rano, budząc mnie niespodziewanie namolnym bzyczeniem wibrującego telefonu, pozostawionego wieczorem nieopatrznie na komodzie.

Nie chciałam go odbierać. Jakbym coś przeczuwała. Ale nie dawał się zbyć moją biernością. Telefon dzwonił i dzwonił niczym policjant wezwany na interwencję pukający cierpliwie do drzwi, za którymi rozlega się głośna muzyka.

Nie pozostało mi nic innego jak wstać i odebrać. Widząc imię i nazwisko wyświetlane na czarnym ekranie telefonu wiedziałam, że będzie to smutna rozmowa.

Po moim zdawkowym – „Halo”, usłyszałam głos kuzynki, która bez większych emocji obwieściła mi, że jej mama, a moja ciocia zmarła nad ranem.

Tym krótkim small takim powitałam w mych progach Melancholię. Widząc przez okno pożółkłe liście moknące na deszczu czułam, jak bezwiednie mówię jej: „Rozgość się w moim domu, proszę”. Gdy tylko obudziłam się na dobre, dotarło do mnie, że to jeden z ostatnich dni października. Szybko uzmysłowiłam sobie, że mimo najszczerszych chęci negowania wielkiej listopadowej kampanii smutku i zadumy z okazji dnia wszystkich świętych, nie umknę przed tym nastrojem. Okoliczności nie dały mi wyjścia. I mimo, że obiecałam sobie poprzedniego wieczora, że wykorzystam nadchodzący weekend super produktywnie, musiałam spasować wobec okoliczności.

Jesienna melancholia

Chcąc nie chcąc musiałam spędzić trochę czasu z moim gościem – Melancholią. Zaparzyć gorącą kawę. Podać lekko czerstwe ciastko, które najwidoczniej nie przypadkiem zostało sprzed wczoraj. I wysłuchać jej łagodnej rozprawy o życiu i śmierci.

Boję się takich momentów gdy ktoś umiera. Boję się tego smutku, płaczu, wielkiej wyrwy w życiu i sercu. Boję się pustki, bo zawsze trzeba z nią coś w końcu zrobić. A to wymaga podjęcie wysiłku. Boję się myśleć, że kiedyś i po mnie zostanie gdzieś dla kogoś może puste miejsce w życiu.

Ale dziś uzmysłowiłam sobie, że przecież to nie Smutek mnie odwiedził. Że do mnie przyszła Melancholia. Jest ona dla mnie kobiecą wersją Smutku. Trochę łagodniejszą. Może przez swoją subtelność? A może przez swój lekki urok i wdzięk, który można by w innych okolicznościach nazwać pewnego rodzaju czarem, którym próbuje uwodzić w swoim niepowtarzalnym stylu.

I tak oto siedziałyśmy w moim nowym salonie. Odczuwałam ją całą sobą. Patrzyłam przez jej pryzmat na otaczające mnie przedmioty. Na nową sofę, z której odpadła noga zaledwie dwa tygodnie po dostarczeniu przez kuriera. Na krzesła, które przyjechały z Irlandii. I na których jeszcze przed rokiem siedziałam w towarzystwie zmarłej Cioci. Pamiętam dobrze, jak mimo jesieni, spędzałyśmy czas na moim irlandzkim tarasie, patrząc z lekką zadumą na morze. Może Melancholia już wtedy nam towarzyszyła? Pewnie była dużo młodsza i dlatego nie rzucała się tak bardzo w oczy. Może ja nie chciałam jej widzieć? Może byłam oślepiona nadmiernym optymizmem lub dobrymi życzeniami skierowanymi w stronę śmiertelnie chorej Cioci, która odwiedziła nas wtedy w przerwie między jedną, a drugą chemioterapią?

Dziś siedzę w nowych okolicznościach i nowym miejscu. Siedzę sama, choć z Melancholią.

Melancholia przekazuje mi wieści od swojej przyjaciółki Nadziei, że tamta zamknęła tę sprawę raz na zawsze. Nadzieja prosi, aby już więcej nie wspominać jej imienia przy okazji tego tematu. Nie będzie już ani cudownego wyzdrowienia, ani rozmów na skypie ani spotkań. Wszystko skończone. Śmierć wkroczyła do akcji z impetem z samego rana odbierając ten temat Nadziei. Do kontaktu ze mną wyznaczono na szybko Melancholię.

Wspominam moją ciocię z Melancholią. Nie jest mi dobrze. Ale nie jest mi też źle. Wiem, że Melancholia jest tylko moim gościem. Nie zostanie tu na stałe. Mówię jej łagodnym głosem, żeby pozdrowiła ode mnie swoją przyjaciółkę Akceptację i przekazała jej, że będę czekać cierpliwie na jej przybycie niebawem.

 

Spodobało Ci się? Podziel się choć z jedną osobą... Zajmie Ci to tylko kilka sekund. :*

Lubisz czytać listy?