Książka „Modoterapia” Antoniny Sameckiej.

z 4 komentarze

Zakochałam się w tej książce na zabój. Trafiła do mnie przez rozum do serca.

Przeczytałam w dwa dni, postawiłam na półce i wiem, że będę do niej wracać bardzo często. Tak bardzo ją lubię, że zaczęłam polecać ją wszystkim koleżankom, choć swojego egzemplarz nigdy nikomu nie pożyczę.

Antonina Samecka w prosty, mądry i piękny sposób opowiada o tym, co zrobić by ubrania dodawały pewności siebie. I przekonuje, że o to tak naprawdę w modzie chodzi.

Dlaczego kupiłam książkę „Modoterapia” Antoniny Sameckiej?

Na „Modoterapię” trafiłam przez przypadek. E-mail promocyjny jednej z księgarni internetowych zbiegł się w czasie z wyjazdem Dicka do Polski. Jednym słowem mogłam zamówić kilka książek i mieć je w Monachium tydzień później.
Zazwyczaj „poradniki modowe” nie zwracają mojej uwagi. Książek o stylu pojawia się wiele. Mam wrażenie, że każda z nich zawiera wiedzę objawioną tysiące razy na blogach modowych (których zresztą za często nie odwiedzam) czy w kolorowych pismach (których ciągle jestem wierną czytelniczką).
Jednak „Modoterapia” przyciągnęła moją uwagę. Może ze względu na podtytuł – „Po co ci tyle ubrań”? To pytanie od jakiegoś czasu rozbrzmiewa w mojej głowie. Zwłaszcza, gdy otwieram szafę, w której ubrań jest bez liku, a ja ciągle nie mam się w co ubrać… Jak to możliwe? Często kupuję ubrania. Równie często oglądam kolorowe gazety aby wiedzieć, co z czym zestawić. Jednak gdy mam wyjść z domu zawsze włącza się tryb awaryjny w mojej głowie. Totalnie tracę grunt pod nogami. Nic mi się nie podoba. Nic do siebie nie pasuje. Kończę więc spocona (co nie sprzyja dobremu samopoczuciu) i ubrana w ten sam „bezpieczny” zestaw co zawsze. I obiecuję sobie, że w końcu przemyślę temat. Przysięgam sobie, że w końcu zrobię bardziej przemyślanie zakupy aby nie mieć tego problemu przed kolejnym wyjściem. Przy kolejnych zakupach ponownie impuls wygrywa z przemyślaną strategią. Kończę ze stertą ubrań, które są: prawie dobre, odjazdowe (ale do niczego nie pasują), podkreślają moje niedoskonałości albo będą dobre jak tylko schudnę… I tak, przed kolejnym wyjściem historia znowu się powtarza.

Dlatego od jakiegoś czasu szukałam dobrego „podręcznika stylu”. Książki, a może nawet osoby, która w jasny sposób powiedziałaby mi o co w tej modzie chodzi? Wyłożyła w prosty i mądry sposób jaką logiką powinnam się kierować przy wyborze ubrań.
Dlatego, jeśli wierzyć w „prawo przyciągania” „Modoterapia” musiała trafić w moje ręce. Jest idealną odpowiedzią na te wszystkie pytania.

Kim jest Antonina Samecka?

Autorka „Modoterapii” jest współtwórczynią marki Risk made in Warsaw. Nazwa obiła mi się kiedyś o uszy, ale nie potrafiłabym o niej powiedzieć nic konkretnego. Dlatego jak tylko skończyłam czytać książkę, zajrzałam na stronę marki aby obejrzeć ubrania. Wyszłam z założenia, że osoba, która w tak piękny i świadomy sposób pisze o ubieraniu się po prostu musi tworzyć wspaniałe rzeczy. Zanim na dobre zaczęłam oglądać ubrania, zdążyłam sfrustrować się przez rozmiarówkę, która kończy się na rozmiarze L. Z pokorą opuściłam stronę. Przez chwilę pomyślałam, że powinnam się jednak odchudzić. Po kilku chwilach przypomniałam sobie swój poprzedni tekst („Szczęście plus size?”). Zjadłam na pocieszenie śliwkę w czekoladzie z wielkiej puszki, którą Dick przywiózł również z delegacji. I znów zaczęłam rozmyślać o „Modoterapii”.

O czym jest „Modoterapia”?

Zanim krótko napiszę o czym jest „Modoterpia”, chciałabym opowiedzieć Ci, jak fantastycznym doznaniem jest samo czytanie tej książki.
O co chodzi? O piękną okładkę. Wspaniałe zdjęcia. Subtelne rysunki. Trafiony w punkt dobór tematów. Prostotę i lekkość wyczerpującą temat.
Tę książkę czyta się z podwójną przyjemnością. Treść pobudza intelekt, a pięknie wydana książka rozbudza zmysły.

Podczas czytania udało mi się przenieść do świata, w którym ludzie są świadomi siebie, a na około króluje estetyczny eklektyzm i piękno formy. Jednym słowem ta książka „smakuje”. Mam wrażenie, że budzi jakiś szósty zmysł, który odpowiada za odbieranie fizycznej przyjemności z lektury.

Książka jest nie tylko piękna, ale i mądra. Tak jak napisałam na samym początku – jestem w niej absolutnie zakochana (tak serio, nikt nie płaci mi za ten zachwyt, żeby było jasne 😉 ).

Dzięki tej książce, w końcu udało mi się tak naprawdę zrozumieć, po co mi w życiu ta cała moda.

Wiem już, że nie muszę wybierać między tym, co mi się podoba, a tym, w czym wyglądam dobrze. Ubranie mogę dobierać do celu jaki chcę osiągnąć i traktować jak kostium, który pomoże mi wejść w daną rolę. Po przeczytaniu tej książki jest to dla mnie oczywiste. Przez chwilę wahałam się, czy wypada mi pisać o tych odkryciach. Przecież dla innej kobiety mogą to być banały. Jeśli tak jest w Twoim przypadku, to mogę Ci szczerze pogratulować samoświadomości.

Antonina Samecka przedstawia w „Modoterapi” krótkie lekcje (może lepszym słowem byłoby wskazówki), które część kobiet dostała w rodzinnym domu od swojej mamy lub babci. Ja takich wykładów wcześniej nie wysłuchałam, ponieważ w mojej rodzinie moda traktowana była jak próżny zbytek. Mama często powtarzała, że najważniejsze jest to co ma się w głowie. Mając przez lata takie przekonanie, ciągle borykałam się z ubiorem. Chciałam kupować ubrania (zwłaszcza, gdy na takie zakupy zaczęło mnie być stać) i dobrze wyglądać. Jednak nie wiedziałam jak się do tego zabrać. Wydaje mi się, że dodatkowo podświadomie sabotowałam swoje starania, żyjąc w przekonaniu, że to zajęcie dla głupich i próżnych bab (a ja chciałam być mądrą kobietą). Z drugiej strony, im większą mam świadomość własnych celów, tym bardziej wiem, że wygląd ma znaczenie.

W tym momencie po prostu zacytuję autorkę „Modoterapii”:

„Ubrania opowiadają twoją historię, nawet kiedy milczysz. Decydują o tym, jak odbierają cię inni, ale przede wszystkim jak ty odbierasz samą siebie.”

To zdanie, to wg mnie klucz do całej książki.

Książka jest podzielona na dwie części. Pierwsza z nich to krótkie wskazówki – lekcje stylu (mody) i świadomości. Druga część to wywiady z ważnymi dla autorki osobami. Każda z tych osób ubiera się świadomie i o modzie opowiada w ciekawy i mądry sposób.
Bardzo spodobała mi się taka forma książki. Dała mi możliwość poznałam ciekawych, często rożnych, punktów widzenia. Co bardzo uwalnia od myślenia o modzie w kategoriach „powinno się”. Osobiście czerpię z tych wypowiedzi uwalniające poczucie, że jesteśmy różni, mamy różne punkty widzenia i cele. I w taki sposób też powinniśmy traktować modę i ubrania. Dobierając ją jako formę wyrazu nas samych.

 

Książka Modoterapia Antoniny Sameckiej

Komu polecam „Modoterapię”?

Wydaje mi się, że jest to lektura obowiązkowo, jeśli nie wiesz, jak się ubrać. I nie wiesz po co Ci to wiedzieć. Jeśli myślisz, że moda jest dla głupich, a ty chcesz być mądra. I dlatego uważasz, że nie wypada Ci tracić czasu na ten temat.
To także książka dla Ciebie jeśli ciągle kupujesz coś, w czym źle się czujesz. I jeśli czujesz, że ludzie Cię niewłaściwie odbierają. I przede wszystkim, jeśli lubisz rozumieć po co coś robisz. A jeszcze nie rozumiesz po co się ubierasz.
Jeśli moda jest dla Ciebie chlebem powszednim, to możesz uznać tę książkę za oczywistą. Choć uważam, że jest tak piękna, że warto ją mieć. I warto przeczytać choćby dla samych wywiadów. Zwłaszcza jeśli lubisz poszerzać perspektywę własnego myślenia. Oczywiście, jeśli uważasz inaczej, to ta książka nie jest dla Ciebie (ale chyba nie dobrnęłabyś do tej części artykułu).

Dzięki lekturze tej książki mam ogromną ochotę na modę. Na świadome ubieranie siebie. Na wybór kostiumów i kreowanie własnej postaci w oczach innych.W końcu mam wrażenie, że wiem po co mi te całe zakupy i trendy.

Polecam Ci ją szczerze.

Jeśli znasz podobnie dobrą książkę o modzie, to napisz o tym, proszę (w komentarzu lub w emailu). „Modoterapia” rozbudziła mój apetyt na dobre i piękne książki 🙂 .

Jeśli już czytałaś „Modoterapię” to napisz w komentarzu jak odebrałaś tę książkę.

Lubisz czytać listy?