Właściwie recenzja tego kursu mogłaby by brzmieć: podoba Ci się ten blog? Zrobiłam go w 100% dzięki kursowi Eweliny Muc. To wszystko co widzisz na stronie to tylko i wyłącznie moja robota. I tyle :)  Ale, że cierpię na długozdanicę (to taki stan umysłu, w którym mam tyle myśli, że napisanie tylko jednego zdania groziłoby wybuchem głowy). Także pozwól, że opowiem Ci dłuższą historię.

Dlaczego zapisałam się na kurs WordPress dla zielonych?

To proste – chciałam zrobić blog. Ale nie ten, który właśnie czytasz. Od dłuższego czasu chodziłam z myślą „fajnie byłoby mieć blog”… Taki specjalistyczny, zarabiający pieniądze i w ogóle stronę instytucję. Naczytałam się wszystkich mądrości w internecie i miałam apetyt na przychód pasywny. I w końcu któregoś wieczora mnie olśniło. Wpadłam na genialny pomysł na blog. Tylko, że ekspertem miała być moja koleżanka. Była chętna do współpracy. W związku z tym zabrałam się do działania. Zrobiłam plan, wymyśliłam profil idealnego klienta. Choć wcześniej pracowałam w marketingu internetowym, to dodatkowo  zapisałam się na anglojęzyczny kurs online, żeby odświeżyć sobie niepraktykowaną od dwóch lat wiedzę (wiadomo, że w tej branży wszystko się zmienia). Oczywiście wybrałam taki kurs, który ma ze sto lekcji i opisuje wszystko od a do z. Kierując się logiką, że jak płacę, to chcę dostać encyklopedię (charakterystyczny tok myślenia „zbieracza – chomika”/ perfekcjonisty). Miałyśmy z koleżanką plan, żeby zawojować internet. Ja zobowiązałam się, że będę w tym projekcie odpowiadać za część techniczną – czyli fizycznie zrobię blog.

No i tu pojawił się pewien problem. Bo jakby to ująć… Byłam zupełnie zielona w temacie. Jak już wspomniałam, pracowałam kilka lat w firmach internetowych. Także teoretycznie nie byłam aż tak zielona. Ale prawda jest taka, że nigdy nie byłam mocna w tych technicznych sprawach. Co więcej miałam (i do dziś mam) taką niesamowitą moc, która sprawia, że ciągle mi coś nie działa. Dzięki pracy w portalu internetowym dowiedziałam się, że ta moc może być atutem. Byłam świetnym testerem, bo co chwilę wywoływałam błędy (i dzięki temu dowiedziałam się, że jak coś mi nie działa to nie moja wina, tylko tego, kto to zaprogramował ;). Tylko, że ta zdolność trochę mi przeszkadzała w kontekście samodzielnej pracy nad blogiem. Bo tu nagle trzeba było kupić serwer, domenę, zainstalować WordPressa. Będąc sam na sam z komputerem, bez wsparcia programisty, jedynie z dostępem do internetu. To było potencjalne pole do frustracji i porażki…

Dlatego w pierwszej chwili trochę spanikowałam. Pomyślałam, że może dobrze byłoby oddać pałeczkę komuś, kto się na tym naprawdę zna i zlecić wykonanie bloga firmie. Ale prawda jest taka, że nie do końca było mnie na to stać. Poza tym, blog specjalistyczny to był jeden pomysł. A z drugiej strony już pisałam teksty na blog specbabka.pl jako Arabella i zaczęłam mieć apetyt na własną przestrzeń w sieci (czyli to miejsce gdzie aktualnie przebywasz). A na zapłacenie firmie za zrobienie kilku stron nie byłoby mnie absolutnie stać.

Po pierwszej lekkiej panice pomyślałam na trzeźwo. Chcę mieć blog? To nauczę się jak to zrobić. W końcu tyle osób ma blogi, że to nie może być jakaś czarna magia. I tak zapisałam się na godzinny darmowy kurs anglojęzyczny na temat stawiania blogów na WordPressie. No i spanikowałam ponownie. Pomysł był ambitny, ale… Ale ja potrzebowałam kogoś, kto weźmie mnie za rękę i przeprowadzi jak dziecko krok po kroku, aż do powstania mojej własnej strony internetowej.

I tak oto w magiczny sposób natrafiłam na Ewelinę Muc i jej kurs online WordPress dla zielonych. Właściwie to przez facebooka (a oni akurat dobrze wiedzą, czego mi potrzeba). I postanowiłam wziąć udział w bezpłatnym webinarze podczas którego Ewelina promowała swój kurs online. Kupiłam go jeszcze przed zakończeniem transmisji, bo to był produkt dokładnie dla mnie.

Kurs wordpress dla zielonych opinia

 

Moja szczera opinia na temat kursu WordPress dla zielonych.

I tak oto zaczęła się moja przygoda z WordPressem. Prawda jest taka, że przez pierwsze dwa dni byłam zbyt podekscytowana faktem zapisania się na kurs, żeby zacząć się uczyć w skupieniu. Po prostu cieszyłam się jak dziecko, że się czegoś nowego nauczę. I to czegoś, co przez długi czas było poza moim zasięgiem (bo po prostu nie próbowałam).

Jak już trochę ochłonęłam to przystąpiłam do działania. Kurs mnie wciągnął. Tak bardzo, że udało mi się jakoś magicznie wygospodarować czas na szybkie przejście przez kluczowe lekcje (mimo ciągnącej za rękę Buły i namawiającego na odpoczynek Dicka). Kurs jest podzielony na krótkie lekcje, co uważam za jedną z jego ogromnych zalet. Podoba mi się sposób, w jaki Ewelina do mnie mówi z ekranu. Widać, że ma ogromne doświadczenie w pracy z osobami, które są zielone w temacie WordPressa. I w taki sposób dobiera język. Prawda jest taka, że w końcu zrozumiałam co to jest serwer, hosting, domena itp. (bo jak pracowałam z programistami to jakoś wstyd mi było pytać). Bardzo podoba mi się też to jak Ewelina cały czas powtarza – nic się nie martw, dopiero się uczysz (wie dobrze jak dotrzeć do spanikowanych perfekcjonistów na przykład).

I tak, krok po kroku, zaczęłam tworzyć swoją własną stronę. Pomyślałam sobie z entuzjazmem, że nie taki WordPress straszny… Zakupiłam serwer, zainstalowałam WordPressa zgodnie z instrukcją pokazaną na kursie i natrafiłam na pierwszy błąd. Już na tym etapie moja moc testera zadziałała, a ja miałam ochotę wyrzucić komputer przez okno. Ale wzięłam głęboki wdech, napisałam do panów i pań z firmy hostingowej i okazało się, że mi pomogli (w niedzielę odpowiedzieli już po 10 minutach na maila). A potem pomagali mi za każdym razem, gdy tego potrzebowałam i coś mi nie działało, choć robiłam wszystko zgodnie z poleceniami. Jak to podsumował mój mąż Dick O’Baker: „widzisz Arabellko, jaką ciężką pracę mają informatycy. Ciągle im coś nie działa.” Ale prawda jest też taka, że jeśli wie się o co pytać, jak pytać i ma się odpowiedniego partnera po stronie firmy hostingowej, to każdy problem da się rozwiązać (mam przynajmniej taką nadzieję, podpartą moją dotychczasową korespondencją z firmą hostingową). Ewelina podczas kursu cały czas zachęca do proszenia (w razie problemów) o pomoc. Co więcej, kurs zawiera pakiet standardowych emaili do komunikacji z dostawcami. Dla mnie było to mega pomocne. Przyznam szczerze, że zawsze miałam mętlik w głowie, gdy pojawiał się jakiś techniczny problem i czarne myśli „ale jak to właściwie ująć”. Kurs ma wiele zalet, które podsumuję jednym zadaniem – naprawdę uczy jak zrobić stronę na wordpressie zielonych.

Aha, a w międzyczasie moja koleżanka (która miała być filarem, czyli ekspertem w naszym eksperckim blogu) wycofała się z projektu. No cóż, życie… Ale prawda jest taka, że przyjęłam jej decyzję na spokojnie. Już wtedy pracowałam nad „Arabellą” (bo jak zaczęłam kurs, to pomyślałam, że to dobry pomysł na przetestowanie zdobywanej wiedzy). I ucieszyłam się niezmiernie, że jednak postanowiłam zainwestować swoje pieniądze w zdobywanie umiejętności, a nie zleciłam zrobienia bloga firmie. Bo dziś wiem, że jeśli wpadnę na kolejny genialny pomysł, to będę mogła po prostu zrobić blog w kilka dni i puścić go w świat. Zdobyłam wiedzę i jestem niezależna. I niezwykle fajnie mi z tym jest.  

Komu polecam kurs WordPress dla zielonych?

Kurs polecam każdej osobie, która chce samodzielnie zrobić stronę na WordPressie. Nawet takiej, która się boi, że sobie nie da rady (a może w szczególności takiej osobie). Masz pomysł na blog? To działaj. Zainwestuj pieniądze w naukę. Oczywiście, jeśli lubisz się uczyć. Bo sam fakt zapisania się na kurs nie sprawi, że Twoja strona magicznie się zrobi. Jeśli oczekujesz takiego efektu to lepiej wyskakuj z grubszej kasy i znajdź kogoś, kto Ci zrobi stronę. Może myślisz, że nie warto płacić za kurs, skoro jest tyle darmowej wiedzy w internecie? Ja tak przynajmniej na początku myślałam. Tylko w moim przypadku ogrom wiedzy nie przekłada się na działanie. Bo ja ginę w natłoku detali… I prawda jest taka, że nagromadzenie (no a jako mentalny zbieracz lubię lubiłam  gromadzić) ogromnej ilości materiałów powoduje u mnie prawdziwy paraliż decyzyjny. No a przecież moim podstawowym pragnieniem było zrobienie działającej strony, a nie zostanie encyklopedią na temat WordPressa. Jednym słowem jestem niezwykle zadowolona, że Ewelina wykonała za mnie całą tę żmudną pracę (do której ja nie mam za bardzo cierpliwości) wyselekcjonowania tego co najważniejsze. Podzieliła to na odpowiednie kroki, podała na tacy i to jeszcze w bardzo zjadliwej (a właściwie zrozumiałej) formie. Na tym przecież polega rola dobrego nauczyciela. Na selekcjonowaniu i tłumaczeniu. Ewelina Muc jest wspaniałą nauczycielką. Cieszę się, że na nią trafiłam. Dzięki niej „wordpressiarstwo” stało się moim nowym hobby. Ciebie też zachęcam do tej przygody. Bo przecież jeśli czytasz ten artykuł to znaczy, że myślisz o zrobieniu swojej własnej strony.

Pamiętaj, że każdy ma swoją historię, która wpływa na potrzeby i percepcję. Dlatego każdy ma swoją subiektywną opinię. I to jest ok.

Jeśli masz jakieś pytania, zawsze możesz do mnie napisać na adres: kontakt@arabellaobaker.com

Email do Arabelli O'Baker