Mastermind czyli co?

Mastermind prowadzony w ramach projektu Emigracja jest kobietą to cykl spotkań, które odbywają się na skype, w małych grupach (z tego co wiem, to maksymalnie 5 osób). W mojej grupie były 4 fantastyczne kobiety, włączając w to prowadzącą – Kasię Brzychcy, która jest matką – założycielką (mózgiem, sercem, duszą i ciałem) całego projektu. Spotkania odbywają się co tydzień, trwają półtorej godziny (z założenia, bo zdarzało się nam rozmawiać dłużej). Mają na celu połączenie kobiet – emigrantek o podobnych aspiracjach, w podobnej sytuacji (i tak właśnie było w naszym przypadku). Głównym założeniem tych spotkań jest wspólne motywowanie się, przekazywania sobie wiedzy i co najważniejsze –„przeburzowywanie” (słowo pochodzi od odbywającej się na każdym spotkaniu burzy mózgów 😉 na bieżąco pomysłów (na biznes, na życie – kto czego aktualnie potrzebuje). Prawda jest taka, że siedząc samej w domu, nawet z najgenialniejszym pomysłem w głowie ciężko jest zawojować świat. Bo pomysł to tylko 5% sukcesu. Całą resztę stanowi regularna praca i ciągłe weryfikowanie go z rynkiem i otoczeniem. Tak więc mastermind pomaga rozwiązać dwa podstawowe problemy – jak zabrać się w końcu do roboty (wystarczy poprosić, a współ-mastermindki chętnie dadzą Ci motywującego kopa). Ale najcenniejsze jest to, że na bieżąco omawiamy swoje pomysły i wątpliwości. Taki szybki feedback od pozostałych osób naprawdę pomaga zaoszczędzić mnóstwo czasu, który spędzamy żyjąc w domysłach – ciekawe co na to „świat”.

Dlaczego zdecydowałam się na Mastermind?

Po tych słodkich jak lukrowana babeczka opisach czas na kawał surowego mięsa i życiowego dramatu. Bo prawda jest taka, że mimo iż lubię szkolenia i współpracę online, to przed zapisaniem się na mastermind miałam pewne obawy. Przede wszystkim, czy to aby nie przesada, żeby płacić komuś za spotkania? Bo wiedza to jedno, ale przecież zmotywować mogę się sama za darmo (tak teoretycznie, bo w praktyce to jakbym mogła to już bym miała milion wpisów na tym blogu i pięć świetnie prosperujących firm). Dziś wiem, że to były dobrze wydane pieniądze.
W momencie gdy na Facebooku zobaczyłam ogłoszenie o zapisach na mastermind byłam pogrążona w rozpaczy. Pamiętam ten dzień dobrze. Był piątek wieczór. Wiał wiatr i padał deszcz. Za oknem było szaro i buro (a to już wystarczający powód do małego dramatu). Siedziałam w salonie przy wielkim stole, na którym stał tylko laptop i kilka kserówek z zakończonej przed chwilą lekcji angielskiego. Właśnie ta lekcja doprowadziła mnie do skrajnego załamania. Moja nauczycielka (która stała się jednocześnie moją przyjaciółką od kiedy się pierwszy raz spotkałyśmy) powiedziała mi, że wyjeżdża z Dublina. Czułam się w tym momencie jak porzucony na ulicy pies. Ta przyjaźń, która dopadła mnie w najmniej oczekiwanym momencie, a której tak bardzo potrzebowałam została brutalnie przerwana (ok, wiem, że jest skype, ale takich wirtualnych przyjaźni na odległość to ja mam cały notes z kontaktami, a w praktyce mam ochotę tak zwyczajnie w świecie usiąść z kimś przy kawie i pogadać, a nie ciągle czekać na dogodny moment aż będzie nam pasowało raz na pół roku). I wtedy właśnie zobaczyłam informację o mastermind. Odczytałam to jako iskierkę nadziei na poznanie nowych osób w podobnej sytuacji. Zresztą lubię wierzyć w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Dlatego czym prędzej wypełniłam formularz zapisu… Potem były momenty zawahania i poszukiwanie pretekstu, żeby może się jednak wycofać. Ale słowo się rzekło i zaryzykowałam.

 

Opinia na temat mastemind z emigracja jest kobietą

Moja szczera opinia na temat Mastermind.

Na samym początku podeszłam do masterminda trochę jak do jeża. Myśląc sobie, że to jednak dziwne tak zdradzać obcym osobom swoje najgenialniejsze pomysły (a co jak porwą?). Ale już po dziesięciu minutach pierwszej sesji poczułam się jak na kawie z przyjaciółkami. Grupa była mała. Kasia – prowadząca, poprowadziła nas niczym nauczycielka przez pierwszą lekcję.
Prawda jest taka, że zaczynając mastermind miałam w głowie jedno zdanie, które zobaczyłam podczas zapisów – „mastermind odmieni Twoje życie”. Jasne, że chciałam, aby moje życie się odmieniło (na lepsze!!!). Dlatego przed spotkaniem wyznaczyłam sobie najambitniejszy cel z możliwych i przygotowałam rygorystyczny plan działań na najbliższy miesiąc. Cel był jeden – założyć upragnioną firmę (i nie miałam na myśli tego blogu). A potem przez pięć tygodni miałam tych celów jeszcze kilka. Co tydzień moje myśli rozbiegały się w innym kierunku. Nasze życie z Dickiem niespodziewanie stanęło na krawędzi zmian. I prawda jest taka, że po tych pięciu tygodniach nie zrobiłam firmy. Ale to nie wina mastermindu. To był mój świadomy wybór. I co najciekawsze – moje życie się zmieniło. Dlaczego? Bo moje nastawienie się zmieniło. Na lepsze. Jak to?
Dzięki dziewczynom uświadomiłam sobie kilka bardzo ważnych spraw. Przede wszystkim to, że bycie matką (z ambicjami) małego dziecka na emigracji to mieszanka wybuchowa. I nie tylko ja borykam się z pewnymi problemami. Ale, co najważniejsze, dzięki Kasi zrozumiałam, że warto iść „jak taran” w kierunku swojego celu. Że warto działać, bo dzięki temu w najmniej spodziewanym momencie można odkryć to, czego szukało się tak długo na oślep. A co najważniejsze – dzięki mastermindowi poznałam wspaniałe kobiety i nawiązałam kontakty, które mam nadzieję zaowocują w przyszłości. Dodatkowo zweryfikowałam kilka pomysłów na biznes i odkryłam kilka ukrytych (a właściwie nierozpoznanych) talentów. Po tych pięciu tygodniach czuję, że mam moc do działania. W jakiś przedziwny sposób naładowałam baterie. Bo w końcu trafiłam na „moje” wspierające środowisko. Co uważam za bezcenną zdobycz. No i prawda jest taka, że przez te pięć tygodni udało mi się w końcu zrobić całą masę rzeczy, do których nie mogłam się tak długo zabrać. I to wszystko dzięki magii „publicznego” zobowiązania – na mnie to po prostu działa!

Komu polecam Mastermind?

Mastermind organizowany przez Emigracja jest kobietą jest (jak z samej nazwy wynika) skierowany do emigrantek. Jeśli jesteś emigrantką i szukasz wspierającego środowiska, kontaktów, osób, które pomogą Ci ruszyć z miejsca (przypominając Ci co dzień, że warto zrobić choć najmniejszy krok), które ocenią (życzliwie, ale prawdziwie), które podzielą się z Tobą swoją wiedzą to mastermind jest dla Ciebie. Jeśli chcesz poznać osobę, która działa i jeszcze dowiedzieć się, jak to robi, to spotkania z Kasią Brzychcy są idealną do tego okazją. Prawda jest taka, że jako ambitne emigrantki borykamy się ze specyficznymi problemami. Więc tym bardziej warto jest poznać osoby, które są w podobnej sytuacji. Aha i jeszcze jedno. Spotkania są płatne (za miesięczny pakiet). Cena rozsądna (jak na moje oko). I myślę, że dzięki temu możesz być pewna, że spotkasz osoby, którym naprawdę zależy na zmianie na lepsze.
Podsumowując, jakbym miała jeszcze raz zapisać się na mastermind… A właściwie, dlaczego bym miała się nie zapisać jeszcze raz? Naprawdę mi się podobało. Więc szykuję się już na kolejną edycję. Może się spotkamy?

Pamiętaj, że każdy ma swoją historię, która wpływa na potrzeby i percepcję. Dlatego każdy ma swoją subiektywną opinię. I to jest ok.

Jeśli masz jakieś pytania, zawsze możesz do mnie napisać na adres kontakt@arabellaobaker.com

Email do Arabelli O'Baker