O miłości własnej i pożyczonej.

z Brak komentarzy

Może jesteś żoną, może nawet matką. I może jest Ci z tym ok. A może czujesz jakiś brak? Niby jest ta miłość, a jakoś nie wystarcza?

Bo miłość to takie pojemne słowo. Niesie ze sobą wielką obietnicę. Emocji nieskończonych. Końca zła i samotności.

Więc zakochałaś się.

I na tej podstawie postanowiłaś dobudować resztę życia. Jakąś rzeczywistość.

No właśnie. I ta rzeczywistość nie iskrzy tak bardzo? Nie ma tego żaru? Na co dzień jest po prostu  letnio?

Więc Ci czegoś brak. Może myślisz nawet, że w takim razie chyba miłość się skończyła.

Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego większość filmów o miłości kończy się dokładnie tam, gdzie prawdziwe życie się dopiero zaczyna?

Domyślnie przypisujemy Kopciuszkowi i księciu z bajki szczęśliwość wieczną. W końcu wszystko co najgorsze i najtrudniejsze mieli mieć już za sobą.

 

Ale. Co jeśli tak naprawdę tuż po napisach końcowych księcia wywalono z pracy? I długo szukał skromniejszej posady za mniejsze pieniądze? Co jeśli Kopciuszek okazał się być bezpłodny i jedyna nadzieja na ich piękne i rumiane potomstwo była w in vitro? Co jeśli to życie w domu z domniemanymi dziećmi znudziło Kopciuszka? Za bardzo przypominało oddzielanie grochu od popiołu?

Nie chcę być czarnowidzem. I rozpościerać przed Tobą wizji, że świat jest pełen zła.

Ale. Im dłużej żyję, tym bardziej mam wrażenie, że bajki czytane w dzieciństwie były broszurami marketingowymi. Sprzedającymi życie piękne, łatwe i przyjemne. Ok, nie wszystkie. Nie baśnie Andresena.

Chodzi mi o bajki o miłości. Które jako mała dziewczynka łykałam w całości i przyjmowałam na jednym wdechu. Wdechu podekscytowania.

A często pod pojęciem „i żyli długo i szczęśliwie”, kryje się wiele odcieni szarości. Czasem ciemnych kolorów. Czasem przebłysków brokatu rozsypanego w sypialni pomieszanego z brudnymi skarpetkami i śmierdzącymi majtkami. I jako kobiecie pozostaje Ci ten brokat pozamiatać. Bo przecież brokat przyklejony do bosych stóp o poranku już tak nie błyszczy, jak na filmie. I wcale nie bawi.

 

I co z tym wszystkim zrobić? Jak żyć? Jak nie zgorzknieć?

Długo się zastanawiałam.

Bo przecież są na świecie ludzie, z którymi rozmawiając ma się wrażenie, że coś biorą. Mówią, że świat jest piękną, ciekawą i cudowną wędrówką.
I możesz wtedy chcieć się odwrócić na pięcie i powiedzieć sama do siebie, że po prostu coś biorą. A Ty na przykład chcesz przeżyć swoje życie na trzeźwo. Rozumiem to.

Ale możesz też zapytać, jak oni to robią?

Nie znam wielu takich osób. Więc nie wiem, czy wszyscy mają ten sam patent. Ale te osoby, które poznałam do tej pory mówią jedno. One kochają. Przede wszystkim siebie.

Cenią sobie miłość własną bardziej nad tę pożyczoną.

Tyle na dziś. Jeszcze rozwinę temat. Co Ty na to?

Za powstanie tego tekstu dziękuję wszystkim trudnym momentom w moim życiu, kilku wspaniałym osobom spotkanym stosunkowo niedawno i playliście na youtube z piosenkami z mojej młodości (niektóre z nich zamieściłam powyżej). Dobrze jest czasami wejść w stare buty… Odpowiednia playlista na youtube to prawdziwy wehikuł czasu 😉

 

 

 

Lubisz czytać listy?