Niecierpliwy tekst o cierpliwości.

z Brak komentarzy

To będzie krótki tekst, pisany ad hoc, zamiast tekstów o tym, co aktualnie kłębi się w mojej głowie. Na nie przyjdzie jeszcze czas. 😉

O cierpliwości, bo to ten magiczny składnik, którego nie widać, a bez którego nic nie może się udać. 

Niestety?

Niektórzy nazywają to wytrwałością lub samokontrolą. Dla mnie to cierpliwość. 

Pamiętam dobrze moment, gdy pewnego dnia przygotowując się do egzaminów znudzona i wyczerpana zrobiłam sobie przerwę. Spojrzałam w górę i powiedziałam: „Boże, błagam Cię, daj mi cierpliwość!” Pewnie w głębi duszy liczyłam na to, że sinobrody Mędrzec zejdzie z góry i poda mi pięknie zapakowany prezent z ową cierpliwość, której tak bardzo mi w życiu brakowało. Nic takiego się niestety nie zdarzyło. Przez pewien czas nie traciłam jednak nadziei, wypowiadałam swoje prośby i wierzyłam, że owa „paczka” pojawi się na moim biurku… Na próżno. W końcu zajęłam się milionem innych spraw i robieniem wszystkiego na raz. Żyłam dość nerwowo, porzucając od czasu do czasu to i owo w połowie, na rzecz kolejnych ekscytujących pomysłów. W ten sposób na długie lata zapomniałam o całej sprawie. Nie miałam przecież cierpliwości aby siedzieć i czekać, aż w końcu ktoś mi tę CIERPLIWOŚĆ łaskawie poda na tacy. 😉 

Dopiero niedawno przypomniałam sobie tamtą sytuację i ze zdumieniem odkryłam, że moje prośby zostały jednak wysłuchane. Co prawda, zamiast pięknego pudła z cierpliwością otrzymałam bardziej skuteczny prezent… Niezliczoną liczbę okazji do ćwiczenia cierpliwości. W ostatnich latach było ich tak wiele, że aż trudno sobie wyobrazić bardziej wytrwałego posłańca… 

Trudno powiedzieć, że po tych wszystkich próbach zasiadam spokojnie w długim płaszczu na tronie z napisem CIERPLIWOŚĆ. Jednak mogę z ulgą przyznać, że w końcu przyjęłam do wiadomości fakt iż samo się nie zrobi… I zamiast narzekać na niesprzyjające okoliczności zauważyłam, że CIERPLIWOŚĆ jest możliwa do wyćwiczenia i w gruncie rzeczy mogę podjąć się tego zadania. Zwłaszcza, że warto. 🙂 

Podjęłam rękawicę, a wraz z nią cierpliwe próby nabywania tej dziwnej i jak mi się zawsze wydawało nudnej cechy.

Oto kilka moich „ulubionych” codziennych ćwiczeń cierpliwości. Nie powiem, że rozpalają mnie do czerwoności, jednak uważam za swój największy sukces to, że podchodzę do nich z uśmiechem i życzliwą ciekawością. 🙂 Należą do nich, na przykład: 

  • czytanie tej samej książki Bule kilkanaście razy dziennie, przez kilkanaście kolejnych dni (oczywiście na próśbę Buły 😉 ); 
  • spacerowanie codziennie tą samą drogą do przedszkola (ok, tu trochę oszukuję, bo czasem zmieniam drogę, ale wariantów jest niewiele, tunel zawsze ten sam, czasem tylko idę na nogach, a czasem jadę autobusem więc myślę, że mogę ten punkt tu umieścić); 
  • medytowanie (narazie osiągam wynik 10 minut i 30 sekund w medytacji „milczącej” oraz nawet 30 minut w medytacji prowadzonej, bo w niej jednak coś się dzieje i mogę podążać za wskazówkami, dlatego gorąco polecam na początek!).

Przyznam szczerze, że są i takie zadania, do których ciągle brakuje mi cierpliwości.

Wykonuję je sumiennie, jednak „stylem szarpanym”. Zazwyczaj na koniec jestem spocona i odczuwam dziwne podenerwowanie. Często miewam po nich ochotę na coś słodkiego albo tłustego. To moje sygnały alarmowe. Każdego dnia jest cały stos takich sytuacji. Jednak celowo nie będę ich tu opisywać. Staram się skupiać na tych drugich, które rozciągają się w czasie i przestrzeni bez tłumaczenia dlaczego tyle muszą trwać i po co. Nie popędzam ich już. Nie wściekam się na nie. Nie krzyczę. Nie tracę energii. Po prostu cierpliwie włączam się w ich wykonywanie. Bo wiem, że warto. 🙂 

O tym dlaczego warto, napiszę już niebawem. Choć każda z nas zna te sytuacje, kiedy zamiast kompulsywnego wydawania drobnych kwot na bezwartościowe świecidełka cierpliwie odkłada drobne do skarbonki, aby w końcu kupić sobie coś wymarzonego. To oczywiście tylko taka metafora, bo kto mnie zna ten wie, że fanką oszczędzania nie jestem. 😉 

Czujesz, że to nie dla Ciebie i nie masz nawet cierpliwości aby myśleć o cierpliwości?

Polecam Ci posłuchać dwóch odcinków podcastu, nagranych prawie rok temu o WARTOŚCIACH (POSŁUCHAJ TU I TU). W jednym z nich (ale nie pamiętam już w którym, dlatego najlepiej, jeśli posłuchasz obydwu 😉 ) w pewnym momencie wybucham prawdziwym oburzeniem, gdy Gosia mówi o cierpliwości. Do dziś pamiętam ten moment i prawdziwe niedowierzanie, któremu dałam wyraz mówiąc: „Gosia, czy naprawdę znasz kogoś kto w swoich wartościach miałby cierpliwość?” (od razu powiem, że Gosia zna i to dobrze 😉 ). Po części nadal zgadzam się z tym, co wtedy powiedziałam, bo o ile uważam dziś cierpliwość za niezbędną cechę to bardziej traktuję ją jako tło, niż coś co można włączyć do grona ukochanych wartości. Jednak muszę uczciwie przyznać, że to właśnie od tamtej rozmowy zaczęłam znów bliżej przyglądać się CIERPLIWOŚCI i odkrywać, że póki nie spróbuję się z nią zaprzyjaźnić, dopóty reszta moich marzeń i planów nie ruszy z miejsca. A nawet jeśli ruszy, to na mecie zamiast odczuwać radość i satysfakcję, będę zajadać pączki ze zdenerwowania…

Masz w małym palcu podstawy cierpliwości, o których właśnie napisałam?

Może skusisz się na wysłuchanie Russell’a Branda: Is impatience destroying your life?! TU Przyznam uczciwie, że jest to raczej film dla cierpliwych, bo trzeba uważnie się wsłuchać to, o czym mówi Russell. 😉 Opowiada o cierpliwości w kontekście rozwoju duchowego. Być może nie masz cierpliwości dla takich wywodów? Rozumiem. 🙂 Jednak, jeśli lubisz takie tematy, to może znajdziesz coś, co da Ci do myślenia. Ja wynotowałam sobie ostatnie zdanie: „Cierpliwość jest dobra, ponieważ iluzja kontroli nas niszczy.” Narazie tylko przyglądam się temu z ciekawością. Pewnie będę się nad tym od czasu do czasu zastanawiać. Na spokojnie. 😉 

Napisz, proszę jak u Ciebie jest z CIERPLIWOŚCIĄ?

Będę czekać na listy lub komentarze, cierpliwie, oczywiście. 🙂

Lubisz czytać listy?