Nowy Rok kontra stare OCZEKIWANIA.

z 2 komentarze

 

„oczekiwania to pretensje czekające na swoją kolej” 

Anne Lamott

 

Z okazji Nowego Roku chciałabym podzielić się z tobą pewnym odkryciem, które przyszło do mnie kilka dni temu.

Był wieczór. Buła spała chora z gorączką. Dick leżał obok pokasłując. Czułam się podle, a do oczu napływały mi łzy.

„Początek roku, a my znowu chorzy. Świetnie” – pomyślałam z ironią. „W takich warunkach nigdy nie ruszę z miejsca. Już zaczyna boleć mnie głowa. Zaraz sama będę chora” – tego typu myśli biegały po mojej głowie niczym rozjuszony byk na widok czerwonej płachty.

Zrezygnowana sięgnęłam po kindle, aby poczytać co nieco. Chciałam w ten sposób zagłuszyć pojawiające się wyrzuty sumienia, które przypominały mi, że znowu nie robię… (stawiam trzy kropki zamiast długiej TO DO listy).

Zawiesiłam wzrok na książce, którą od jakiegoś czasu (choć z długimi przerwami) czytam: „Rosnąc w siłę” napisaną przez Brené Brown. Mam sentyment do Brené, zwłaszcza od czasu, gdy tak dobrze rozmawiało mi się z Joanną Chmurą, która szkoliła się u Brené i propaguje idee autentycznego życia (jeśli nie miałaś okazji posłuchać tej rozmowy to zachęcam cię całym sercem, oczywiście po przeczytaniu tego tekstu, dlatego link znajdziesz na końcu). Przeczytałam cały rozdział pt. „Odważni ludzie ze złamanymi sercami.”, który mnie niezwykle poruszył. Odłożyłam kindle na podłogę, przewróciłam się na bok i poszłam spać.

Następnego dnia Dick obudził się z większym wigorem. Buła była dość śnięta i nic nie wskazywało na to, że w najbliższym czasie pójdzie do przedszkola. Spojrzałam na nich i coś nagle we mnie pękło.

Poczułam, że jestem cholernie rozczarowana.

Lecz stało się coś nieoczekiwanego. Poczułam, jakby ktoś nagle włożył do mojej głowy brakujący puzzel, który natychmiast wskoczył na miejsce w porzuconej od dawna układance.

Ta dam…

Moim oczom ukazał się spójny obrazek.

Moje rozczarowania, moje pretensje, moja złość wylewana na otoczenie niczym wiadro pomyj przez ostatnie miesiące, a może i lata….

Brakujący puzzel to… OCZEKIWANIA. 

„Jestem rozczarowana, bo oczekiwałam, że będzie zupełnie inaczej!” – krzyknęłam podekscytowana patrząc na Dicka. Na sekundę otworzył szerzej oczy aby nimi przewrócić (jak zawsze gdy ktoś mówi to co on od dawna bardzo dobrze wiedział).

„A myślałaś, że jak będzie Arabelko?” – zapytał dość łagodnie.

„Myślałam, że macierzyństwo nie będzie aż takie upierdliwe. Emigracja nie będzie tak cholernie trudna. Myślałam też, że do szczęścia wystarczy miłość. A gdy już zarobimy dużo pieniędzy, to na zawsze będziemy bezpieczni” – wypowiedziałam jednym tchem (dość bezmyślnie, przyznam po czasie).

„Aha” – odparł Dick nie zdradzając swoim spojrzeniem, ani tonem głosu, co na ten temat myśli.

Podekscytowana wyciągnęłam z szafy zakupiony kilka dni wcześniej szary sweter z wielkim włochatym napisem: I’M A DREAMER. Usiadłam na krześle, uśmiechnęłam się na moment i powiedziałam:

„Teraz to wszystko rozumiem. Co ja w ogóle myślałam? I skąd mi się wzięły takie nierealne oczekiwania?” – po czym zanurzyłam się w głębokich rozmyślaniach nad stanem rzeczy, aby znaleźć jakieś sensowne wyjaśnienie tych wszystkich bezsensownych oczekiwań.

To były dość gorzkie konkluzje.

Zrozumiałam, że jestem rozczarowana, bo miałam ukryte oczekiwania, które nijak nie miały się do mojej rzeczywistości.

„Skąd mi się one wzięły? Przecież tak na zdrowy rozum, dość sceptycznie do wszystkiego podchodzę…” – pomyślałam. Nagle dotarło do mnie, że choć na głos tak często mówiłam jedno, to w głębi duszy miałam ogromną nadzieję na drugie. „Nadzieja w sercu, która nigdy nie umiera i tli się mimo wszystko, niczym ogień olimpijski. Czy to źle? Przecież dobrze mieć w życiu nadzieję… Przecież ta pełna nadziei osoba to właśnie autentyczna ja. To moje życiowe staus quo. Przecież tak naprawdę jestem wrażliwą marzycielką, a nie herszt babą.  Ale czy to znaczy, że muszę być skazana na ciągłe rozczarowania?  Czy marzenia mogą dodawać skrzydeł jeśli są jasno wyrażone? Może nie muszą być tylko glebą, z której wyrastają wieczne rozczarowania?” – i tak myślałam, myślałam, myślałam… i do dziś się zastanawiam. 😉

Tak mniej więcej wyglądał mój „AHA MOMENT”. 

Był na tyle mocny, że porzuciłam wszystkie mądre teorie o wyznaczaniu celów i zmianie nawyków, wedle których miałam rozpocząć z impetem Nowy Rok. Uświadomiłam sobie, że to czego teraz naprawdę potrzebuję to rewizja starych oczekiwań. Tych o których wiem oraz tych głęboko ukrytych. Czających się w głębi duszy i będących pożywką dla kolejnych rozczarowań. Sporządzając ją pozbywam się przy okazji długo wypowiadanych pretensji, które tak bardzo zatruwały moje życie…

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Życzę ci, aby było w nim jak najwięcej spełnionych oczekiwań i jak najmniej tych ukrytych, które mogłyby na koniec roku stanowić listę rozczarowań. Zostawiam cię z sentencją, którą rozpoczęłam ten tekst.

 

"oczekiwania to pretensje czekające na swoją kolej" Anne Lamott

 

JEŚLI ZACIEKAWIŁ CIĘ TEN WĄTEK, TO: 

Bardzo polecam ci całą książkę Brené Brown „Rosnąc w siłę” (możesz ją kupić w j. pol. np. tutaj)

Polecam ci w sumie wszystkie jej książki. W tej znajdziesz dużo więcej na temat tej trójcy z piekła rodem, która zainspirowała mnie do napisania tego tekstu (mam na myśli: nieuświadomione oczekiwania, rozczarowania i pretensje).

 

Serdecznie zachęcam cię do wysłuchania mojej rozmowy z Joanną Chmurą pt. „Odwaga do bycia autentyczną.” (posłuchaj TUTAJ), w ramach audycji W związku z życiem. Autentyczne rozmowy (dla) Kobiet, która ostatnio zaskarbiła sobie większość mojego czasu i energii. 😉

 

Zachęcam cię (a może nawet proszę), abyś dodała komentarz i podzieliła się swoimi refleksjami (jeśli wolisz bezpośredni kontakt, zawsze możesz do mnie napisać). Dzielę się swoimi szczerymi przemyśleniami i doświadczeniami i będę wdzięczna, jeśli podzielisz się także swoimi. To mnie karmi. 🙂

 

CZEKASZ NA KOLEJNY TEKST?

Chciałabym ci obiecać, że będę pisać regularnie, ale nie lubię składać obietnic bez pokrycia. Nie mam pojęcia, czy Dick lub Buła znów nie zapadną na grypę albo mnie nie zarażą. Nie mam też pewności kiedy i gdzie dopadnie mnie kolejny „aha moment”… Wiem na pewno, że jeśli tylko opublikuję kolejny tekst, to dam o tym znać wszystkim osobom zapisanym na LISTĘ. I to jest jeden z powodów, dla których warto się zapisać. 😉

OK, ZAPISZ MNIE >>>