Porównywanie się do innych jest jak rak.

z 4 komentarze

Z dumą podpisałabym się pod tym tytułem, ale nie mam w zwyczaju podpisywania się pod cudzymi pomysłami. Dzisiejszy tekst powstaje po wysłuchaniu pewnego podcastu. Link do nagrania znajdziesz na końcu tekstu.

HISTORIA PEWNEGO PODCASTU.

Zanim przejdę do sedna sprawy czyli porównywania się do innych, pozwól, że opowiem Ci historię.

Znaleźliśmy w końcu przedszkole dla Buły (moja euforia w tym temacie jest tak wielka, że wystarczy jej na cały tekst, więc o tym kiedy indziej ;). Przedszkole znajduje się stosunkowo blisko od naszego domu. Jakieś 20 minut. W związku z tym ostatnio dużo chodzę. W sumie lubię chodzić. Traktuję to jak zajęcia sportowe (zważywszy na moją kondycję to dla mnie duży wyczyn). Wszystko niby fajnie.

Tylko, że ja nie cierpię chodzić tą samą drogą codziennie (a już 4 razy dziennie to absolutna przesada!). To jest strasznie nudne! Nie wiem, czy ktokolwiek zrozumie ten stan umysłu? Oczywiście szukałam alternatywnej drogi. Niestety drogę przecinają tory kolejowe, przez które przejść można tylko jednym tunelem. Dramat narastał w mojej głowie…

Do czasu, gdy nie przypomniałam sobie o istnieniu podcastów. Szczerze mówiąc nie słuchałam ich dotąd zbyt regularnie. Owszem miałam swoich ulubionych podcasterów, ale raczej traktowałam to jako dziwną formę przekazu. Długo nie mogłam zrozumieć dlaczego nagrywali coś, co mogli napisać albo nagrać jako film na YT? Dziś już wiem dlaczego. I dla kogo. Dla tych co chodzą codziennie tą samą drogą ;).

Wracając dziś z przedszkola włączyłam sobie podcast nagrywany przez zupełnie nieznaną mi osobę, występujący pod nazwą „Women wanting more” (Kobiety chcące więcej). Ze względu na wzmożone w ostatnim czasie coachingi temat grzebania w sobie i oczekiwania od życia więcej jest mi bardzo bliski. W związku z tym pobrałam kilka ostatnich odcinków tej tajemniczej podcasterki.

Po odstawieniu Buły do przedszkola wsadziłam słuchawki w uszy i włączyłam pierwszy podcast z brzegu.

I jestem zachwycona! Trafność i siła przekazu była mocniejsza niż wiatr (a wiało tak, że prawie porwało mi wózek z Bułą). Poczułam jak wszystko we mnie krzyczało – TAK! Adrenalina (a może to jakiś inny hormon jest odpowiedzialny za pozytywne podekscytowanie?) podskoczyła. Dotarłam do domu szybciej niż zwykle. I zapragnęłam podzielić się z Tobą tym co właśnie usłyszałam (dodając co nieco od siebie, bo przecież sama możesz wysłuchać podcastu – do czego ogromnie Cię zachęcam).

DLACZEGO PORÓWNYWANIE SIĘ DO INNYCH JEST JAK RAK?

Temat raka jest mi „bliski” od czasu, gdy moja mama zmarła na tę chorobę. Swoją drogą, zakładając blog miałam w głowie kilka tematów związanych z rakiem. Ale jeszcze nigdy nie odważyłam się za nie zabrać (poza tekstem dla Specbabki).

Rak niszczy. Zjada od środka. Działa podstępnie. Zabija w sposób okrutny. Oczywiście mam świadomość, że ludzie chorzy na raka także zdrowieją i że wiele przypadków różni się od siebie. Jednak ja spotkałam w swoim życiu „tego złego raka”. I na potrzeby tekstu traktuję to jako metaforę.

Prawda jest taka, że porównywanie się do innych niszczy nas od środka.

Często zabija.

Porównywanie się do innych zabija

 

\Na dwa sposoby.

Przede wszystkim zabija naszą pewność siebie. A to już pierwszy krok do zaprzestania działań. I frustracji.

Z drugiej strony zabija nasze relacje z innymi. Wstawiając w miejsce podziwu i ciekawości brzydkie uczucie zazdrości.

TRUDNO JEST PRZESTAĆ SIĘ PORÓWNYWAĆ.

To takie ludzkie. Wchodzisz do pomieszczenia, gdzie znajdują się inne osoby i skanujesz ich wygląd. Szukasz tego co jest wspólne. Odnosisz ich cechy do siebie. Zwracasz uwagę na to, czego sama nie masz. Albo odwrotnie myślisz o sobie, że jesteś lepsza.

W nagraniu, które zainspirowało mnie do napisania tego tekstu są dwa ciekawe przykłady.

Pierwszy z nich dotyczy porównywania siebie w roli rodzica. Ten przykład jest mi bardzo bliski. Zwłaszcza teraz, gdy siłą rzeczy oddaję Bułę do przedszkola. Co prawda emocje są tak duże, że zazwyczaj nie zwracam uwagi na inne mamy i inne dzieci. Ale pewnie do czasu.

Mieszkając w Irlandii bardzo potrzebowałam kontaktu z innymi osobami. Po urodzeniu dziecka i emigracji, czułam się jakby ktoś zamknął mnie w domowym areszcie. Niby mogłam pójść gdzie tylko chciałam. Przecież znałam język. Ale zawsze miałam wiele dobrych wymówek. A to Buła za mała. A to deszcz i wiatr (na tę wymówkę można było zawsze liczyć, bo w Irlandii praktycznie zawsze wieje). A to jeszcze jakaś inna głupota…

Dziś wiem, że chodziło o ten lęk wynikający z porównywania się do innych rodziców. Podskórnie czułam, że moje macierzyństwo jest trochę inne od tego „mainstreamowego” (znów temat na inny tekst, w skrócie – nie przepadam za małymi dziećmi i tym całym „srutu tutu”, co nie znaczy, że jestem złą matką – ale dopiero od niedawna jestem tego świadoma). Czy unikanie grup rodziców było dobrym pomysłem? Myślę, że nie do końca. Może po prostu lepiej było uzmysłowić sobie, jak działa schemat porównywania się i mieć jakiś wentyl zdrowego rozsądku, połączony z akceptacją swojej osoby?

PORÓWNUJESZ SIĘ DO CZEGOŚ ZMYŚLONEGO.

Dopiero dziś to do mnie dotarło, gdy usłyszałam w słuchawkach takie szczere i proste stwierdzenie:

„Przecież nie widzisz całej historii, Siostro”.

To prawda, że często widzimy tylko mały ułamek całej historii. I jeszcze częściej dopowiadamy sobie historię, która może nie być prawdziwa. To, że ktoś siedzi na ławce w parku, bujając wózek z grzecznie śpiącym dzieckiem jeszcze nie znaczy, że lepiej sobie radzi z bobasem (i nie znaczy to, że ja jestem matką do du*y, bo moje dziecko akurat zechciało sobie popłakać na spacerze). Nie mam żadnej pewności, że tamto dziecko nie ryczy w inne dni lub kiedy wracają ze spaceru (a może to po prostu „dziecko aniołek”, które z zasady mało ryczy – tak, to się czasem zdarza ;). Mogłabym tak długo jeszcze pisać, ale chyba rozumiesz już schemat Siostro? (spodobało mi się to określenie, więc nie wykluczone, że zacznę się tak do Ciebie częściej zwracać 🙂 Co Ty na to? ).

PORÓWNYWANIE SIĘ DO ZDJĘĆ MODELEK ZMIENIONYWCH W PHOTOSHOPIE JEST GŁUPIE.

To dopiero jest absurd, żeby porównywać się do zdjęć, które są sztuczne. Jak dobitnie powiedziała prowadząca podcast – nawet zdjęcia supermodelek są poprawiane! OMG (o mój boże)! Niby o tym wiedziałam, ale jednak, to tak zmienia perspektywę…

Uwielbiam kolorowe magazyny. Wertuję je z przyjemnością. Choć mam figurę daleką od modelki (bliżej mi do tych z etykietką „plus size”) i niby potrafię do tego podejść z dystansem, to jednak łapię się na tych myślach, które mówią mi, że fajnie byłoby wyglądać tak jak na tych zdjęciach. Gładka, promienna skóra, gęste rzęsy, duże oczy, ten ogólny blask, super wcięcie w talii, idealnie gładkie pośladki, dłuuuugie nogi… A to jest po prostu photoshop!

Uświadomienie sobie tego pomogło mi w jednej sekundzie zmienić perspektywę. Bo przecież to idiotyczne, żeby porównywać się do ciał, które nie istnieją!

Jak się nie porównywać do innych

PORÓWNYWANIE SIĘ TO NAJLEPSZA DROGA DO ZAZDROŚCI.

To brzydkie słowo na z, którego tak bardzo wszystkie się wstydzimy jest nam bardzo bliskie. Skąd o tym wiem?

Często rozmawiając z kobietami, którym udało się coś osiągnąć słyszę, że zazdrościły (i czasem ciągle zazdroszczą). Mają odwagę się do tego przyznać, ponieważ potrafią sobie dziś radzić z zazdrością. I nie porównują się.

Sama łapię się na zazdrości. Właśnie w momencie, gdy zaczynam się porównywać. Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się, że to po prostu naturalny odruch obronny naszego ego, które chce nam jakoś usprawiedliwić to, że ktoś coś osiągnął, a my nie. I tu dochodzę do ciekawego zdania, które zmieniło moją osobistą perspektywę (swoją drogą uważam, że zmiana perspektywy to naprawdę pierwszy krok do sukcesu :).

Jeśli komuś zazdrościmy to jasny sygnał, że to jest w zasięgu naszych możliwości!

Od kiedy o tym usłyszałam łaskawszym okiem patrzę na zazdrość, która pojawia się w moim życiu. Już nie staram się jej ukryć i nie wstydzę się tego, że się pojawiła. Traktuję ją jak znak, który podpowiada mi czego mogłabym chcieć i co mogłabym osiągnąć.

PORÓWNYWANIE SIĘ WYWOŁUJE PARALIŻ.

Z drugiej strony czasem zamiast zazdrości pojawia się rezygnacja. Może znasz to uczucie?

Masz świetny pomysł. Czujesz, że jesteś w czymś dobra.

A może coś Cię kręci i chciałabyś poeksplorować temat.

Może masz ochotę założyć blog? A może już masz blog i chciałabyś o czymś napisać…

I wtedy właśnie trafiasz na kogoś kto już to ma. Nie wkurzasz się. Nie zazdrościsz (no może trochę, ale przecież zazdrość to takie wstydliwe uczucie, że starasz się je jak najszybciej gdzieś schować).

Po prostu rezygnujesz.

Myślisz sobie, że skoro ktoś już się tym zajął to po co Ty masz to robić? Piszę o Tobie, ale przecież temat dotyczy mnie tak samo. Przeżywam taki stan bardzo często. Wiesz ile mam artykułów, które porzuciłam podczas pisania, bo ktoś inny zajął się już tym tematem… Porównuję się. I zabijam swoje możliwości. Tylko po co?

Przyznam Ci się, że jeszcze do zeszłej niedzieli nie miałam pojęcia jak sobie z tym poradzić.

Niesamowitą radę w tym temacie otrzymałam podczas warsztatów, w których biorę udział, Jedna z prowadzących powiedziała wprost, że wiele lat temu oglądając magazyny i projekty innych osób uświadomiła sobie, że też ma talent, aby tworzyć tak dobre rzeczy. I że jedyne co odróżniało ją od „tych wielkich z gazet” to fakt, że oni tworzyli i pokazywali swoje dzieła światu. Jak pomyślała, tak zrobiła 🙂 Reszta to już historia.

Opowiadam Ci o tym, ponieważ takie spojrzenie otworzyło mi oczy na to, jak wykorzystać fakt, że ktoś już zrobił coś, co sama chciałam zrobić. To tylko znak, że ludzie chcą to kupować (czytać o tym, korzystać z usług itp.). I warto ten znak wykorzystać i dać z siebie to co najlepsze innym.

PORÓWNUJ SIĘ DO SAMEJ SIEBIE.

Możesz powiedzieć, że z tych porównań może coś fajnego wyjść. Przecież zazdrość może być drogowskazem. Albo można znaleźć motywację do działania… Jednak prawda jest taka, że rzadko kiedy to tak działa.

W większości wypadków porównywanie się po prostu prowadzi na dno. Niszczy. Jest jak rak.

Nie powiem Ci, że zostałam oświecona i już nigdy nie będę się porównywać. Miałam z tym problem przez prawie trzydzieści lat i pewnie nieraz zdarzy mi się tego doświadczyć. Jednak sama świadomość schematu pomaga mi być bardziej uważną.

[Swoją drogą muszę Ci się w tym momencie do czegoś przyznać. Właśnie edytuję ten tekst. Napisałam go w południe, a jest późny wieczór. Przed chwilą buszowałam po internecie. Inspirowałam się i wpadłam w sidła porównywania się… Trafiłam na świetny blog, prowadzony od wielu lat. Jego autorka ma spore osiągnięcia na koncie. I nagle pojawiła się myśl, że przecież nie ma sensu publikować tego artykułu, bo wszystko co miało zostać napisane już zostało zrobione lepiej. Jeśli czytasz ten tekst to znaczy, że poradziłam sobie z tym bezsensownym porównaniem :).

Widzisz, jak to działa?]

Na koniec chcę podzielić się z Tobą jeszcze jedną ważną wskazówką z podcastu.

Jeśli już chcesz się do kogoś porównywać, to porównuj się do samej siebie.

Porównywanie się do innych jak przestać do robić.

 

O co chodzi?

W trakcie życia zmieniamy się. Często przechodzimy poważne kryzysy lub metafory. Coś nas wzmacnia, coś się udaje. Można to wykorzystać, aby porównywać się z samą sobą „sprzed”. Dzięki temu możemy widzieć własne możliwości i potencjał.

Tak naprawdę tylko swoją historię znamy w 100%.

I prawda jest taka, że nie ma na świecie drugiej identycznej osoby (choć paradoksalnie wszyscy jesteśmy do siebie tak podobni w naszych potrzebach i pragnieniach). Więc jak możemy się porównywać z kimś, kto ma inne zasoby? Przecież to bez sensu. Czy porównałabyś możliwości stołu z możliwościami jakie daje Ci krzesło (nie, żebym porównywała ludzi do przedmiotów, ale taka metafora mnie naszła ;).

Tyle ode mnie.

Zostawiam Cię z tym tematem Siostro 🙂.

Muszę kończyć. Wyruszam znów po Bułę do przedszkola. Zakładam słuchawki na uszy 🙂 Może przy okazji usłyszę coś, czym będę się chciała z Tobą znów podzielić?


LINK DO PODCASTU

Jeśli chcesz posłuchac podcastu, który zainspirował mnie do napisania tego tekstu KLIKNIJ TUTAJ. Podcast jest w języku angielskim. Odsyłam Cię bezpośrednio do strony autorki. Osobiście słucham podcastów przez aplikację Podcast Republic, gdzie mogę ściągnąć podcast i słuchać go w drodze, gdy jestem offline :).


KIEDY KOLEJNY WPIS? 

Jeśli chcesz się dowiedzieć o kolejnym wpisie na blogu, zapisz się na newsletter.

Dam Ci znać, kiedy pojawi się kolejny post :).

ZAPISZ SIĘ
Mam nadzieję, że ten tekst był dla Ciebie wartościowy.
Daj znać, co o tym sądzisz?
Porównujesz się? Masz z tym problem? Motywuje Cię to czy wpędza w paraliż?
Napisz o tym w komentarzu, albo wyślij do mnie email (uwielbiam czytać listy :).

Lubisz czytać listy?