Kto ma rację w Korporacji? odc.1.

z Brak komentarzy

Odc. 1. Gaga

Poznaj bohaterów najnowszej serii. Tak, wszystkie odcinki będą o ludziach, nie o jakiejś bezdusznej Korporacji. Ona jest tylko… a może nie? Może to o nią chodzi?

Sama nie wiem, kto ma rację?

Wracając do ludzi. Poznałam ich wszystkich pod dachem pewnej Korporacji w której pracowałam. Polski odział zagranicznego „imperium” jakich w naszym kraju wiele.

 

Kto ma rację w Korporacji?

Najpierw poznałam Gagę. 

To ona wprowadziła mnie do Korporacji.

Była moją pierwszą przewodniczką po świecie piękna i luksusu, które tak naprawdę było zarezerwowane dla zarządu oraz sprzedawane klientom, o których (pieniądze) codziennie walczyliśmy w pocie czoła.

Pamiętam dzień, kiedy pierwszy raz usłyszałam Gagę.

Siedziałam na białym dywanie w moim małym, lecz jak mi się wtedy wydawało niezwykle luksusowym apartamenciku. Jak możesz się domyślić dywan był zupełnie nie praktyczny, ale tak rzadko bywałam wtedy w domu, że mogłam przymknąć na to oko. Po latach wspominam go z nostalgią.  Zwłaszcza, że od kiedy mam dziecko przestałam mieć w mieszkaniu dywany…

Wracając do Gagi. Miała bardzo przeciętny głos, jednak wtedy nie zwróciłam na to uwagi. Za bardzo przyćmiła mnie nazwa firmy, z której dzwoniła. Tamtego dnia Gaga zapytała, czy ciągle jestem zainteresowana ofertą pracy u nich.

Umówiłyśmy się na spotkanie. 

Wielkie drzwi szklanych biurowców zawsze przyprawiały mnie o lekki zawrót głowy. Czternaście pięter (w rzeczywistości 13, jednak na wszelki wypadek w windzie pominięto 13-nastkę, na której tak naprawdę mieściło się biuro mojej przyszłej Korporacji). Sama nie wiem, czy przeznaczenie da się oszukać w tak prymitywny sposób – usuwając numer 13, jakby go nie było. Patrząc na moje dalsze przygody można odnieść wrażenie, że Los nie jest głupi i potrafi zliczyć do 13 nastu. Jednym słowem pech nie omijał i tego miejsca. Ale może to tylko moja perspektywa? Może ci, którzy nigdy się nad tym nie zastanawiali (gdzie podziała się ta cholerna 13?), tak zwani – „mniej refleksyjni”, lub jak kto woli skoncentrowani na swoich celach, potrafili oszukać Los? Albo siebie… Może pech to tylko kwestia subiektywna i jak mówią coach’e oraz tzw. duchowi przewodnicy, dostajemy w życiu to, na czym skupiamy uwagę. Gdybym to wtedy wiedziała… Może nie myślałabym tak natarczywie o tej pominiętej 13-nastce za każdym razem gdy jechałam windą. Może dzięki temu miałabym więcej szczęścia? NIe wiem. Pozostaje mi tylko odpukać w niemalowane drewno, bo przeszłość pozostanie już tylko przeszłością.

Wracając do mojego pierwszego spotkania z Gagą. 

Na recepcji poznałam mało rozgarniętą, ale szeroko uśmiechniętą blondynkę. Była dość młoda i wcale nie przypominała tych wszystkich recepcjonistek, które spotykałam na innych recepcjach. Zazwyczaj wyglądały jak wygłodniałe pantery, które wyszły na łowy. Smukłe, powabne, obowiązkowo w obcisłych, krótkich sukienkach albo w równie obcisłych spodniach, z których przy każdym nachyleniu (po nową kartkę papieru lub inną pierdołę) wystawały im lśniące, czerwone stringi. One dobrze wiedziały kto ma rację w korporacji. Celowały wysoko swoimi stringami, którymi chciały trafić w oko prezesa, albo innego wyższego szczebla dyrektora. Czy trafiały? Tego nie wiem, bo w mojej Korporacji, tak jak wspomniałam, recepcjonistka była młodą, niczego nieświadomą, wiecznie roztargnioną dziewczyną, zatrudnioną (jak się później okazało), na godziny przez agencję pracy. Zazwyczaj była ubrana w jakąś luźną sukienkę z H&M czym wodziła na pokuszenie co najwyżej kurierów, z którymi zdecydowanie częściej miała do czynienia niż dyrektorów najwyższego szczebla. Ich czas był zarezerwowany na inne nie czekające nigdy zwłoki tematy (tak zwane ASAP-y).

Powiedziałam recepcjonistce, że jestem umówiona z Gagą. 

Kazała mi zawiesić płaszcz na wieszaku i usiąść na jednym z bocznych krzeseł. Siedząc chłonęłam atmosferę Korporacji. Delektowałam swój wzrok pięknem (jak mi się wtedy wydawało) wnętrza. Wierzyłam, że moje życie w końcu trafiło na prawdziwe tory (tak wtedy naiwnie myślałam).

Serce biło mi coraz szybciej, a gruczoły potowe produkowały morze potu, który zamiast spełniać swoją chłodzącą rolę, sprawiał, że czułam się coraz mniej komfortowo…

Gdybym była bardziej pewna siebie zapytałabym po prostu o toaletę i jakoś obtarła te mokre pachy (choćby papierem toaletowym). Jednak byłam zbyt przejęta spotkaniem z Gagą, aby myśleć o własnym komforcie.

Skupiałam resztki zdrowego rozsądku na tym, aby podczas rozmowy wyjść jak najlepiej oraz sprawiać wrażenie jak najbardziej pewnej siebie osoby (naiwnie wierząc, że na jedno z niższych stanowisk w Korporacji ktokolwiek potrzebował osoby z pewnością siebie).

Z tego bezsensownego zamyślenia wyrwała mnie Gaga.

Była brunetką o średnim wzroście. Ubrana w czarne spodnie i czarną marynarkę, zapewnie miała na sobie też białą koszulę (jednak głowy nie dam, bo byłam zbyt oszołomiona powagą chwili, aby zapamiętać tak nieistotne detale). Obróciła się w moją stronę, uśmiechała szeroko i powiedziała:

– Witam Pani Arabello. Zapraszam na spotkanie.

Z twarzy przypominała trochę chomika, co w połączeniu z jej szerokim uśmiechem i prostodusznymi oczami sprawiło, że zupełnie straciłam głowę. Zaufałam jej jak dziecko, które idzie za starszym panem trzymającym w trzęsących się rękach taniego, kolorowego cukierka.

Najprawdopodobniej tamtego dnia na dobre straciłam instynkt samozachowawczy, pozostawiając na recepcji mój wewnętrzny kompas, którego po latach pracy musiałam szukać, jak świnia trufli.

Jednak tamtego dnia byłam skupiona tylko na jednym. Za wszelką cenę chciałam dostać pracę specjalisty do spraw marketingu.

Dlatego szczerze uśmiechnęłam się do Gagi i dałam jej się zaprowadzić do małej salki, w której poznałam jedną z moich przyszłych menangerek – Lindę.

O Lindzie opowiem Ci w kolejnym odcinku.

Zwłaszcza, że to ona zaprowadziła mnie do Margot, która jak się okazało miała zostać moją Big Big Boss


Wszystkie postaci (poza Arabellą O’Baker, która jest postacią półfikcyjną) opisane w historii – Kto ma rację w Korporacji – są całkowicie fikcyjne, a zbieżność wydarzeń z rzeczywistością jest przypadkowa. 


Nowy odcinek już niebawem!

Jeśli spodobał Ci się pierwszy odcinek serii Kto ma rację w Korporacji i nie możesz doczekać się kolejnego, to zapisz się na LISTĘ. Dam Ci znać, gdy pojawi się nowy tekst.

OK, ZAPISZ MNIE >>>

Spodobała Ci się ta historia?

Napisz o swoich wrażeniach w komentarzu lub bezpośrednio w emailu. A jeśli świat Korporacji jest Ci dobrze znany, podziel się swoimi spostrzeżeniami.