Recenzja kursu online Wokół Jedzenia

z Brak komentarzy

Szczera recenzja kursu WOKÓŁ JEDZENIA prowadzonego przez psychodietetczykę Małgosię Ziębę. 

Jeśli znalazłaś się na tej stronie to pewnie wiesz już coś o kursie Wokół Jedzenia. Być może usłyszałaś o nim ode mnie na Instagramie, przeczytałaś rozmowę o intuicyjnym jedzeniu z Małgosią lub dowiedziałaś się w inny sposób i teraz zastanawiasz się nad zakupem. Pewnie w Twojej głowie pojawiają się pytania – czy warto? Czy to działa? Czy jest sens inwestować w droższą wersję, w której możesz mieć dostęp nie tylko do materiałów kursowych ale także do wsparcia grupowego lub nawet bezpośredniego Małgosi?

Chętnie opowiem Ci, jak to było w moim przypadku i jakie efekty osiągnęłam dzięki udziałowi w tym kursie. 

Zostałam zaproszona przez Małgosię do jego afiliacji, z czego bardzo się cieszę, bo sama go sprawdziłam (za własne pieniądze) i szczerze w niego wierzę. Z tej okazji Małgosia zaproponowała specjalny rabat dla Czytelniczek bloga (na hasło ARABELLA otrzymasz zniżkę – szczegóły na końcu maila). Naprawdę uważam, że ten kurs uczy wyjątkowego podejście do odchudzania, skutecznego i opartego na zdrowych założeniach. Jednak sama przez ostatnie kilka lat przechodziłam przez różne diety i sposoby odchudzające i wiem, że bywamy w drodze do tego celu na bardzo różnych etapach. Napisałam ten tekst, aby szczerze podzielić się z Tobą nie tylko moim doświadczeniem, ale też pomóc Ci znaleźć odpowiedź na pytanie – czy to właściwy moment na ten kurs? Jestem do niego w pełni przekonana, ale wiem też, że abyś Ty była zadowolona, musisz być przekonana do jego zakupu i poczuć, że to właśnie teraz chcesz wejść w to podejście.

Dlaczego kupiłam kurs Intuicyjnego Jedzenia? 

Kupiłam ten kurs dość spontanicznie w sierpniu 2019 roku. Generalnie lubię kupować kursy online, dużo się z nich w życiu nauczyłam (ta strona powstała na przykład dzięki fenomenalnemu kursowi Eweliny Muc WP dla zielonych). Cenię kursy online bardziej niż książki rozwojowe z kilku powodów, o których pewnie niebawem napiszę (wyjątkiem są kursoksiążki Pani Swojego Czasu, w których absolutnie się zakochałam, ale to też temat na inny tekst… ;) ). 

Wymienię dwa główne powody dla których kupiłam ten kurs:

Po pierwsze: dużo wcześniej słyszałam o jedzeniu intuicyjnym.

I choć na początku nie byłam ani trochę przekonana do tej metody, bo dziwne i nielogiczne było dla mnie jej podstawowe założenie, że można jeść wszystko, na co ma się ochotę i „chudnąć” (gdyby to była prawda, to nie miałabym problemów  myślałam…). Jednak z czasem zaczęłam wchodzić w temat dzięki Przyjaciółce. :) Regularnie spotykamy się głównie w restauracjach i dało mi do myślenia, że ona zazwyczaj jada więcej ode mnie… Ale do metody przekonało mnie tak naprawdę dopiero jej zdjęcie „z przeszłości”. Faktycznie miała problem z wagą, a teraz wygląda super. Różnica była piorunująca. Zmiana wagi i wprowadzenie metody zajęło jej kilka lat. Także moje oczekiwania do tej metody były bardzo wyważone.

Po drugie, a może po pierwsze… chciałam w końcu schudnąć. :)

Choć jeśli mam być z Tobą absolutnie szczera, to chciałam, ale nie wierzyłam, że mogę. Kiedy kupowałam ten kurs balansowałam pomiędzy rezygnacją, a desperacją. Z jednej strony byłam już absolutnie zmęczona tematem odchudzania się. Ale z drugiej ciągle nie mogłam pogodzić się z tym, że jestem „gruba” (miałam rozmiar 46/48, tendencje, do ciągłego balansowania na granicy tego rozmiaru i nawyk obżerania się słodyczami aby koić nudę, frustrację i inne niemiłe emocje). 

Mogłabym napisać osobny tekst o tym czego próbowałam, aby schudnąć przez ostatnie 8 lat. Cała historia zaczęła się bardzo niepozornie. Paradoksalnie choć zawsze miałam z tyłu głowy, że jestem „za gruba”, to w młodości nie byłam nigdy otyła. Rozmiar 42 to był maks, który osiągałam w skrajnych okolicznościach. Aż do czasu gdy poznałam mojego (wtedy przyszłego) męża, przeprowadziłam się do Warszawy, zaczęłam stresującą pracę w korpo i w niecały rok przytyłam 20 kilogramów. To już nie było coś, z czym mogłam sobie sama poradzić postanowieniem – od jutra biorę się za siebie. Każdego kolejnego dnia coś innego było bardziej pilne niż moje ciało. Moja waga sukcesywnie szła do góry, a samopoczucie spadało bardzo dramatycznie w dół. Od tamtego czasu moim głównym postanowieniem noworocznym stało się: w końcu schudnąć. Miałam radar na kolejne diety cud, wszelkie produkty i programy odchudzające, a jednocześnie ogromną niechęć do ruchu i ograniczeń. Skutkowało to zrywami trwającymi około miesiąca, dwóch… Po zauważeniu pierwszych efektów pojawiała się euforia, która prowadziła mnie wprost do indyjskiej restauracji. Raz, drugi i… tak to stare dobre miejsce zastępowało moje wyjątkowo wątłe „zdrowe nawyki.” 

Po kilku latach poczułam, że nie ma to sensu i chyba nie nadaję się do tego. Zaczęłam wtedy interesować się rozwojem osobistym i psychologią, byłam na krótkotrwałej terapii, ale jednak zachęta terapeuty do wyjścia na spacer, gdy miałam ochotę zjeść kilka mufinek była mało przekonująca. Jak spacer mógłby wygrać z mufinkami (no chyba, że spacer do piekarni ;) )?! Mam masę takich anegdotek z życia, w których podśpiewuję się ze swojej miłości do jedzenia. Ale prawda jest taka, że w pewnym momencie bardzo dobitnie zrozumiałam, że mam problem w głowie z emocjonalnym jedzeniem i że nie jest to temat, który rozwiążę postanowieniem wzięcia się w garść. Dużo czasu upłynęło, zanim z wiary w srogie metody typu kij, przeszłam w prawdziwą wiarę (dziwnie to brzmi, ale uważam, że póki w coś nie wierzymy, to nam nie pomoże) w te oparte na byciu dla siebie dobrą. 

Piszę o tym, bo uważam, że są to kluczowe założenia kursu Wokół jedzenia i nie da się w nie „uwierzyć” z dnia na dzień. Przynajmniej ja nie umiałabym. 

Uważam, że intuicyjne podejście do odżywiania jest zupełnie inne niż „powszechne” myślenie dietowe.

Dlatego myślę, że przed zakupem kursu warto się przynajmniej z nim zapoznać (więcej o tym poczytasz w TEJ rozmowie z Małgosią Ziębą). Jeśli jesteś głęboko przekonana, że tylko morderczym wysiłkiem i wyrzeczeniami możesz wrócić do formy, to myślę, że kurs Małgosi będzie bezużyteczny. Jej podejście jest oparte na założeniach takich jak: bycie dla siebie dobrą, uważne słuchanie własnego ciała oraz mindfulnessowym podejściu do jedzenia. Jeśli nigdy, ale to przenigdy nie spotkałaś się z tym i nie słyszałaś o uważności – będziesz zszokowana kursem. Choć nie twierdzę że Ci się nie spodoba. Pewnie już w tym momencie czujesz, czy to o czym piszę budzi Twoją ciekawość, czy raczej ziewasz i masz ochotę wyłączyć tę stronę. Podążaj za swoją reakcją, ona powie Ci najwięcej. ;*

Jednak absolutnie nie jest tak, że na ten kurs trzeba być jakoś super przygotowanym. ;)

Znajdziesz w nim masę wiedzy, połączonej z narzędziami i opieką ze strony Małgosi (zależnie od pakietu). 

Myślę, że to, czego potrzeba na początek to autentyczna wiara lub przynajmniej otwartość na metody inne niż te, które proponują kolorowe magazyny i „fit maniacy”. Zgodzę się, że prezentowane przez znane trenerki i ich wyznawczynie zdjęcia przed i po są spektakularne i ciężko się im oprzeć. Gdybym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki miała być obdarzona przez dobrą wróżkę żelazną wolą i ciałem sportsmenki, pewnie nie oparłabym się pokusie… Tylko, że takiej wróżki nigdy nie spotkałam. I w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że nie jest moim celem pokazywanie kaloryfera na plaży, bo w zasadzie to nie przepadam za opalaniem się. To, czego tak naprawdę w głębi duszy pragnę to autentyczna, wewnętrzna motywacja i chęć do troszczenia się o siebie i o swoje ciało. To spojrzenie na siebie w sposób, który da mi poczucie prawdziwej mocy.

Pamiętam, jak jeszcze przed kursem pewna Przyjaciółka powiedziała mi, że to nie chodzi o to, żeby być szczupłą, ale żeby czuć się w swoim ciele dobrze niezależnie od rozmiaru. Pomyślałam odruchowo, że łatwo jej mówić, bo jest szczupła i piękna. Dziś pisząc te słowa myślę zupełnie inaczej. Mam wrażenie, że to banalne stwierdzenie, bo chyba wszystkie o tym wiemy. Ale przypominam sobie, że wtedy mnie ono zszokowało. Tak naprawdę wierzyłam w tę magiczną korelację szczuła = szczęśliwa. Tak bardzo byłam na to nakręcona. Dopiero wtedy zaczęłam dostrzegać i słyszeć wyraźnie, także w swoim pobliskim otoczeniu osoby, które miały to, o czym ja zawsze marzyłam czyli szczupłe, według mnie ciała, a i tak były niezadowolone z siebie. Coś zawsze było nie tak. Przypomniało mi się, że sama byłam szczupłą osobą jeszcze 10 lat temu i to naprawdę nie o wagę chodzi. 

Proces zmiany myślenia, „pokochania siebie” (biorę w cudzysłów, bo nie lubię tych słów, uważam, że za bardzo zostały wyświechtane i zbanalizowane, choć sama idea jest bardzo trafna), troszczenia się o siebie i prawdziwej akceptacji jest długotrwały, a przynajmniej dla mnie był. Jednak poznawanie nowych perspektyw, zmiana przekonań oraz wykorzystywanie narzędzi do tych zmian daje w długiej perspektywie fenomenalne rezultaty. Dlatego tak bardzo cenię sobie kurs Wokół jedzenia. 

 

Polecam kurs Intuicyjnego Jedzenia

Jest to pierwsze takie narzędzie online „do odchudzania”, z którego skorzystałam i które było faktycznie oparte na założeniach dbania o siebie i wsłuchiwania się w swoje ciało z troską.

Małgosia żyje tym tematem i faktycznie w tym co mówi czy pisze, nie tylko w kursie, „czuć ducha” troski i opieki. Uzmysłowiłam sobie, że to było mi bardzo potrzebne. Miałam już dość metod opartych na wymaganiach, w których płacę komuś za to, że bezlitośnie mówi mi: weź się w końcu za siebie. 

Kurs daje nie tylko wiedzę i ćwiczenia ale także narzędzia do pracy.

W tym momencie muszę przyznać bardzo szczerze, że żałuję jednej rzeczy. W edycji, w której dołączyłam do niego standardowo dodana była grupa na facebooku i cotygodniowe live’y oraz opieka Małgosi. Zignorowałam wtedy te pomoce, pod pretekstem nie angażowania się w życie grupy, nielubienie social mediów itp. Materiały kursowe czytałam gdy przychodziły mailem, część ćwiczeń robiłam od razu, inne zostawiałam na później. Ta metoda to długi maraton, więc założyłam sobie – robię ile mogę teraz, wrócę do reszty później. Jednak na samym końcu otrzymałam półgodzinną konsultację z Małgosią, która dużo mi dała. I wtedy poczułam żal, że jednak nie wykorzystałam tych opcji grupowych w trakcie trwania kursu. Piszę o tym, bo jeśli czujesz, że chcesz do tego tematu podejść w pełni zaangażowana, to naprawdę warto zarezerwować sobie czas w tygodniu na działanie oraz skorzystać z opcji pracy w grupie lub jeden na jeden z Gosią. To dużo dodaje. 

Jakie kurs przyniósł efekty? 

Na koniec czas na „twarde dowody.” ;) Było miło, ale pewnie się zastanawiasz cały czas czy schudłam? Tak, trochę schudłam. Zdjęcia przed i po nie powaliłyby Cię na kolana, ale ja czuję różnicę i jestem z niej dumna, bo wiem, że dokonała się tylko dzięki wprowadzeniu nowych nawyków w życie i trwa już prawie rok.

Choć ostatnio przyszła kwarantanna… 

No właśnie. Na początku kwarantanny przestraszyłam się jak będzie w tym temacie. Bo jednak na co dzień miałam sporo ruchu związanego choćby z codziennym odprowadzaniem córki do przedszkola. Do tego ten temat był emocjonalnie obciążający. Przyszedł strach. Bałam się, że znów wrócę do starych nawyków i zacznę się „pocieszać” jedzeniem. Nie stało się tak i kwarantanna nie wpłynęła na mój rozmiar. Przyznam, że to był duży test tej metody i tego co udało mi się wypracować. To, z czym się w dużej mierze borykam to właśnie emocjonalne jedzenie i ignorowanie złego samopoczucia związanego z przejadaniem się oraz niechęć do ruchu.  Z emocjonalnym jedzeniem ciągle czegoś się uczę. To dla mnie projekt na lata, a może i na całe życie? Staram się cierpliwie ćwiczyć uważność. Nie jest to dla mnie łatwe, bo z natury nie należę do cierpliwych osób, ale widzę jak się to zmieniło w trakcie zeszłego roku. Jednak nie napiszę, że jestem mistrzem zen w tym temacie. ;) Za to widzę ogromną zmianę w moim podejściu do jedzenia. Nie jest dla mnie już problemem paczka ptasiego mleczka stojąca w kuchni. Potrafię zjeść jedną lub dwie kostki jeśli mam na nie ochotę bardzo świadomie. Nie boję się, że stracę nad sobą panowanie i zjem całe opakowanie, bo zwyczajnie czuję, że jest mi potem niedobrze i nie chcę się tak czuć. Kiedyś leżenie po ogromnym posiłku było dla mnie „normą”. Teraz widzę, jakie to było nienormalne. A ponieważ mniej się ruszam, mniej też jem. 

W czasie kryzysu poznane w kursie narzędzia sprawdziły się.

Pomogły mi wspierać się najlepiej jak potrafiłam w trudnym okresie. Dzięki temu, że wypracowałam inne metody pracy z emocjami niż jedzenie miałam dostęp w tym trudnym okresie do zdrowszych metod radzenia sobie z nimi. Ta praca się sprawdziła i cały czas sprawdza. Ciągle jeszcze wprowadzam nowe tematy z kursu. Było tam tyle materiału, że cały czas mam z czego czerpać. 

Tyle ode mnie. Teraz czas na Ciebie i Twoją decyzję. 

Absolutnie nie namawiam Cię do kompulsywnych zakupów, dlatego napisałam tak długą recenzję. :) Jeśli czujesz, że to czas aby się sobą zaopiekować w temacie ciała i relacji z jedzeniem i szukasz wspierającego otoczenia oraz skutecznych narzędzi, to wierzę, że znajdziesz je w ramach kursu Wokół jedzenia. 

Jeśli potrzebujesz, możesz go kupić TUTAJ. Jeśli zdecydujesz się na zakup skorzystaj z kodu ARABELLA. Dzięki niemu otrzymasz 30 zł rabatu na pakiet średni lub VIP. 

Pamiętaj, że kurs nie jest w ciągłej sprzedaży.

Małgosia sprzedaje go plus minus 3, 4 razy w roku. 1 czerwca rozpoczyna się 2. edycja w 2020 roku. Nie musisz się spieszyć z decyzją, bo pewnie za kilka miesięcy będzie kolejna edycja. Ale jeśli czujesz, że to jest coś dla Ciebie, to pamiętaj, że nie musisz też czekać do kolejnej edycji. :*

Spodobało Ci się? Podziel się choć z jedną osobą... Zajmie Ci to tylko kilka sekund. :*

Lubisz czytać listy?