RODZICIELSTWO JEST USŁANE RÓŻAMI. SERIO.

z Brak komentarzy

Wyobraź sobie, że stąpasz po cudownym dywanie utkanym z róż.

Idziesz boso, bo to twoja pierwsza taka podróż. Kwiaty są wszędzie. Ich subtelny zapach roztacza się  w powietrzu. Stąpając po delikatnych płatkach przeszywa cię piękno istnienia. Masz wrażenie, że doświadczasz cudu. Może nawet myślisz, że jesteś w niebie. Idziesz przed siebie, bo jak to w życiu, choć chciałoby się rzec: „Chwilo trwaj wiecznie”, trzeba być w ruchu. I nagle przeszywa cię obezwładniający ból. Jakby ktoś wsadził ci szpilkę prosto w nerw. Masz wrażenie, że oszalejesz. Chcesz się natychmiast wyrwać z tego stanu, lecz róże są wszędzie. Dywan jest solidnie utkany, a ty nie masz możliwości, aby się wycofać. Im bardziej nerwowo skaczesz, tym większe prawdopodobieństwo, że znów trafisz na kolec. Bo przecież nie ma róży bez kolców

 

 

 

Mówiąc wprost – jesteś matką (a jak jesteś facetem to ojcem), a twoje dziecko właśnie bardzo głośno się na coś złości… Niby mała rzecz, ale ten płacz z niewiadomego powodu rozrywa twój system nerwowy na strzępy.

 

rodzicielstwo jest usłane różami. serio.

 

Rodzicielstwo ZEN to bajka. 

 

Przez długie miesiące myślałam, że inne kobiety jakoś lepiej sobie radzą ze swoimi dziećmi. One – wiedzą jak sprawić, aby ich dzieci nie płakały. One – mają niespożyte pokłady energii, nawet gdy śpią tylko kilka godzin w nocy. One – potrafią łączyć pracę z macierzyństwem. Do tego są aniołami w ludzkiej skórze z pokładami cierpliwości na miarę buddyjskich mnichów.

Żyłam z poczuciem winy i wstydu. Do czasu, gdy zaczęłam przyznawać się przed nimi do tego co mi uwiera. I wiesz, co usłyszałam? To samo, co ja czasem czuję. Zmęczenie, bezradność i to, że gdy dziecko płacze w niebogłosy, to ich system nerwowy wysiada. Szczerość za szczerość. I choć nie mamy powtarzalnej metody na to – jak zachować spokój w każdej sytuacji – to w trudnych chwilach robi mi się lżej. Więź między nami – matkami daje wsparcie niczym Niewidzialny Klub Matek z Krwi i Kości.

 

Teraz wyobraź sobie, że jesteś gwiazdą rocka. I masz trójkę dzieci. 

 

Rozmyślając dziś na temat rodzicielstwa znalazłam krótki filmik na YouTube. Dave Grohl (założyciel i frontmen grupy Foo Fighters oraz były perkusista Nirvany) opowiada Ellen o rodzicielstwie. Mówi, jak wygląda jego dzień z trójką dzieci, które odwozi co rano do szkoły…

 

 

Zastanawiam się (jak wtedy, gdy na Open’er Festival uczestniczyłam w niesamowitym koncercie Foo Fighters), skąd on ma tyle energii? Może dzieci powinno się mieć po 50-ce, gdy ma się już dla nich cierpliwość na miarę dziadka? A może, im więcej się robi, tym więcej ma się energii? Może też być, że ten facet tak ma (i nie przez przypadek został gwiazdą rocka).

Na koniec jeszcze filmik, w którym kilkuletnia córka Dave’a gra na perkusji.

 

 

Oglądając ten film przypomniałam sobie, że już za chwilę Buła dostanie na urodziny swój pierwszy instrument. Już czuję dreszcz ekscytacji na myśl o tym, jak wielką radość jej to sprawi. A radość w wykonaniu dziecka jest dla rodzica prawdziwą chwilą kroczenia po płatkach róż na bosaka…

 

Spodobało Ci się? Podziel się choć z jedną osobą... Zajmie Ci to tylko kilka sekund. :*

Lubisz czytać listy?