Rozmowa z Danutą Awolusi – „Odważoną”. Cz.1. O dzikiej kobiecie i…

z Brak komentarzy

Danuta Awolusi. „Odważona” czyli dziewczyna -70 kg. Pisarka. Na swoim koncie ma 2 wydane książki, a trzecia ukaże się już w sierpniu. Wokalistka Gospel, o pięknym głosie nie tylko, gdy śpiewa. Copywriterka, która stara się pracować na własnych zasadach, a nie wysiadywać godziny w biurze. Blogerka. Napisałabym, że dzika kobieta, ale po rozmowie wiem, że woli określać siebie jako kobietę odważnie i niestrudzenie poszukującą siebie.

 

Danuta Awolusi Odważona Wywiad
fot. Katarzyna Kosakowska

Danusię poznałam przypadkiem.

W pewne wiosenne popołudnie, zajadając się tradycyjnym bawarskim deserem (grubo ociekającym tłuszczem i posypanym obficie cukrem) opowiadałam mojej koleżance, jak bardzo chciałabym w końcu schudnąć. Gdy zmieniłam temat i zaczęłam jej mówić z podekscytowaniem o lekturze „Biegnącej z wilkami”, którą kilka dni wcześniej rozpoczęłam, z jej ust padło zdanie – „Danusia też o tym pisała w swojej książce.”. Pomyślałam odruchowo, że kimkolwiek jest niejaka Danusia, to musi być mądra dziewczyna, skoro o tym wspomina (i skoro napisała książkę 🙂 ). Rozmawiałyśmy jeszcze kilka godzin, popijając tradycyjne bawarskie piwo. Na pożegnanie koleżanka powiedziała: „Musisz przeczytać książkę Danusi. Przywiozę ci ją.”.

Książkę otrzymałam dwa tygodnie później. „Odważona” wywołała we mnie ambiwalentne uczucia. Z jednej strony nie mogłam uwierzyć, że na zdjęciach „przed” i „po” jest ta sama dziewczyna. Z drugiej strony nie chciałam przyznać się sama przed sobą, że mam problem z tym, żeby w końcu schudnąć. Czytając pierwszy rozdział, w którym o dzikiej kobiecie jest sporo, łzy napłynęły mi do oczu. Już wtedy wiedziałam, że bardzo chciałabym poznać tę niezwykłą kobietę, którą jest autorka książki i z nią porozmawiać. Miesiąc później wybierając się do Warszawy poprosiłam koleżankę o kontakt do Danusi. Umówiłyśmy się na spotkanie. 

I tak powstała rozmowa – wywiad, którą możesz przeczytać poniżej.

Przed spotkaniem Danusia podzieliła się ze mną informacją i wstępną wersją swojej najnowszej książki – „Nie proszę o miłość”, dzięki czemu pojawił się bardzo ciekawy wątek do rozmowy. Z drugiej strony nie mogłam pominąć tematu „Odważonej” i dzikiej kobiety, który tak mnie do niej przyciągnął. Rozmawiałyśmy długo. Wywiad też jest bardzo długi… Dlatego podzieliłam go na dwie części.

Dziś zapraszam Cię na rozmowę o metamorfozie, odchudzaniu, dzikiej kobiecie, akceptacji i leczeniu duszy. W kolejnym tygodniu zaproszę Cię na rozmowę o nowej powieści Danusi Awolusi, której głównym tematem jest poszukiwanie miłości i towarzysząca temu samotność.

I choć oba tematy są dość poważne, to zapewniam cię, że było w tej rozmowie wiele ciepła, uśmiechu i żartów.

Zachęcam cię gorąco do przeczytania, nawet jeśli temat odchudzania zupełnie cię nie dotyczy. 😉

 

ZAPRASZAM CIĘ NA ROZMOWĘ

 

Rozmowa z DANUTĄ AWOLUSI

Arabella: Mam jakieś wyobrażenie na Twój temat. Poznałam Cię czytając „Odważoną”, co zbiegło się u mnie w czasie z lekturą „Biegnącej z wilkami”. Dlatego tak zainteresował mnie wątek dzikiej kobiety, który poruszasz w swojej książce. Znam Cię jako pisarkę, osobę po dużej metamorfozie. Powiedziałabym że jesteś kobietą świadomą siebie. Wiem, że śpiewasz i prowadzisz blog. Co jest dla Ciebie ważne i jak Ty się przedstawiasz?

Danusia: Na różnych etapach życia odpowiedziałabym ci różnie i inaczej. Dwa lata temu, kiedy byłam po mojej metamorfozie, u progu końca fizycznej przemiany, powiedziałabym, że jestem dziką kobietą. Ale to nie była prawda. Ja nie do końca wtedy rozumiałam głębię tego pojęcia. Chociaż wtedy wydawało mi się, że doskonale znam tę definicję. Sama przecież wyciągnęłam ją z odmętów tej książki. Jednak okazało się, że nie. Powiedziałabym ci, że jestem barwnym ptakiem, który bardzo chce wyrwać się na wolność, której zasmakował i teraz jest totalnie oszołomiony i zagubiony.

Gdybyś zapytała mnie o to rok temu, powiedziałabym, że jestem kobietą bardzo zagubioną, która szuka siebie i zaczyna tracić nadzieję, czy jest możliwość pełnej harmonii ze sobą. Dziś powiem, że jestem kobietą, która zaczyna w końcu łapać siebie i odkrywa, że to jest klucz. Mam trochę żalu do życia, że tak późno się to dzieje, ale także radość, że jednak się to dzieje. Mam takie marzenie, żeby kiedyś na pytanie – kim jestem – odpowiedzieć, że po prostu jestem sobą. Taki jest mój cel – być całkiem zwyczajną. Bo zwyczajność jest najfajniejsza na świecie, wbrew pozorom.

Arabella: Jak rozumiem, mówisz o takiej zwyczajności – autentyczności, a nie o takiej zwyczajności kojarzonej z szaro – burą powszedniością?

Danusia: Powiem ci, że kiedyś, dusząc się w sobie, robiłam to, co robi wielu ludzi. Jedni to robią świadomie, inni nieświadomie czyli szukałam adrenaliny. W bardzo różnych rzeczach. Tak naprawdę we wszystkim: w problemach, w emocjach, w tym jak żyłam. To, że mam zapędy jako artystka na różnych polach, bardzo mi w tym pomagało. Im bardziej czujesz adrenalinę, i tę pozytywną i tę negatywną, tym bardziej czujesz, że żyjesz. To właśnie gubi ludzi, którzy popełniają błędy, które są bardzo przykre w konsekwencjach. Natomiast teraz, kiedy spotykam się z kilkoma kobietami z mojego otoczenia, które są wg mnie dzikimi kobietami (jest ich bardzo mało, ale zauważam ich trochę więcej niż jeszcze pół roku temu) to pytam każdą z nich – co u ciebie? I one na to pytanie odpowiadają – wiesz, jest dobrze. Po prostu żyję, jestem, tu byłam, to zrobiłam, mam takie plany… Myślę sobie, że bardzo bym tak chciała, móc na pytanie – co u ciebie, odpowiedzieć – dobrze. Dobrze, bo jestem sobą, bo mam poukładane życie, bo potrafię wybierać to co jest dla mnie dobre. Wiadomo, że pojawiają się jakieś problemy poboczne, ale to jest życie. Życie to jest cierpienie, stres, radość. Życie to jest przede wszystkim wybieranie tych najprostszych i najspokojniejszych rzeczy. Nawiążę do tego, co powiedziałaś na początku, że masz jakieś wyobrażenie o mnie. Ja zaglądając na twój blog mam bardzo silne wyobrażenie o tobie. Po przeczytaniu twojego tekstu o marzeniach mam wyobrażenie o tobie, jako o kobiecie spełnionej, szczęśliwej, która ma miłość, szczęście. I myślę sobie – wow – chciałabym tak.

Arabella: To jest niesamowite co mówisz, bo ten wpis się trochę zdezaktualizował. (śmiech)

Danusia: (śmiech) Widzisz, to jest życie.

Arabella: Tak, to jest życie. Widzisz, ale to jest też tak, że te marzenia, o których ja pisałam, trochę mi nie wystarczały.

Danusia: One rzadko wystarczają.

Im bardziej czujesz adrenalinę, tym bardziej czujesz, że żyjesz.

Arabella: To co powiedziałaś o adrenalinie jest bardzo ciekawe. Sięgam teraz myślami do własnego życia i tej bardziej awanturniczej części mnie i myślę, że może to jest to szukanie adrenaliny nie tam, gdzie trzeba.

Danusia: Tak. I to jest bardzo zgubne. Uwolnić się od niej… To jest nałóg. Większy nałóg niż jedzenie. Uważam, że nawet większy nałóg niż alkohol czy narkotyki. Smakujesz tego, myślisz, że to jest niefajne, złe… Taką adrenaliną, o której mówię, może być na przykład to, że idziesz w ogień – jakieś uzależnienie, zły związek, albo angażujesz się w coś, co wiesz, że przyniesie ci mega negatywny szturm w życiu, a i tak w to idziesz. Wtedy masz traumę. Kiedyś usłyszałam takie zdanie, że tak można żyć – „od pożaru do pożaru”. Najpierw jest pożar – gasisz go. Potem jest trochę spokoju, gdy zbierasz siły. Aż nadchodzi kolejny pożar, bo nie możesz bez tego żyć.

Arabella: Chciałabym zapytać o dzikie kobiety w Twoim życiu, o których już wspomniałaś. Czy macie wspólny „krąg kobiet”? Pytam o to, bo metamorfoza czasami niesie za sobą także zmianę środowiska. Wspierające środowisko jest niesamowicie ważne. Czy Ty te kobiety sama odnalazłaś? Czy nowe, wspierające osoby pojawiły się w Twoim życiu? Czy ich aktywnie szukałaś? Czy może one zawsze były i po prostu dojrzały razem z Tobą?

Danusia: To jest bardzo trudne pytanie. Odpowiem ci w ten sposób. Mając prawie 31 lat widzę, że jednak wiek robi swoje. I pewnych rzeczy nie zauważa się mając 22 czy 23 lata. Oczywiście zależy skąd wyrośliśmy, z jakiego środowiska i jak wcześnie musieliśmy dojrzeć. Jednak, ja jako 25-latka nie wpadłabym na to, żeby inspirować się kobietą, która potrafi wybierać siebie, która jest spełniona, szczęśliwa, bo to się wydaje takie oczywiste. Jednak kiedy dorastasz widzisz, że to nie jest takie oczywiste. Większość z nas nosi w sobie „patologie”, bo taka jest prawda. 90% z nas ma w sobie takie odchyły, że pragnie zrobić coś na przekór i dokonuje złych wyborów. Myślę tu o takich tematach, jak: nie taki partner, rodzina, od której nie potrafimy się odciąć, która nas niszczy, jakieś uzależnienie, praca, której nienawidzimy, a której nie umiemy się pozbyć itd. To są takie „patologiczne” kawałki nas, których my albo nie chcemy się pozbyć, albo nie umiemy. Te dzikie kobiety gdzieś tam się pojawiały. Od momentu, w którym zaczęłam uświadamiać sobie, jak to jest być dziką kobietą, czyli taką która jest bardzo wsłuchana w siebie i szalenie świadoma siebie, to było dla mnie odkrycie. Na początku zauważyłam, że dzikie kobiety są czasami postrzegane jako takie wyzwolone, bo mają też niejednokrotnie takie usposobienie. Emanują taką siłą, radością życia, trochę się to kojarzy z takim dzieckiem kwiatem może? Takie trochę hipsiki, „hipsterki”, ale też nie zawsze. To zależy od kobiety. Znam kobietę, która w ogóle tak nie wygląda, ale dla niej to jest oczywiste, że ona wybiera dla siebie najlepsze rozwiązania. I to są czasami bardzo proste rzeczy. Na przykład mówi, że jedzie za granicę, ma ważne spotkanie i autentycznie cieszy się, że tam jedzie. Nie bierze męża, ale może też go zabrać, jeśli będzie chciała, aby z nią pojechał. Ja myślę sobie, że chyba bym umarła, gdybym miała tak jechać sama, odseparować się od ukochanego,. Przecież potrzebuję, żeby on przy mnie był. A ona po prostu rozumie, że to jest jej czas i jej przyjemność. Będzie jej miło, jak on będzie jej towarzyszył, ale to nie jest takie uzależniające, że bez niego ten wyjazd będzie do bani i to nie będzie fun. To jest taki najprostszy przykład, ale pokazujący pewne mechanizmy. Dzikie kobiety mnie bardzo inspirują. Dochodzę też do wniosku, że one rzadko kiedy są bardzo spektakularne. Czasami można ich nie zauważyć. To są po prostu dziewczyny, które żyją i wiedzą czego chcą. Potrafią tak poukładać swój świat, że właśnie na to pytanie – co u ciebie – mogą odpowiedzieć – wszystko super, jestem zadowolona.

Inspirować się kobietą, która potrafi wybierać siebie, jest spełniona. szczęśliwa.

Arabella: A nie miałaś wcześniej takiego poczucia, że one cię drażniły tą pewnością siebie?

Danusia: Te, które trochę przypominały mi kobiety kwiaty, takie „rozmarzone nimfy” wydawały mi się nieżyciowe. Paradoksalnie. Zastanawiałam się, jak można tak żyć? Mam przykład dwóch takich kobiet, które dziś czczę jako wizerunek tego, czego bym pragnęła dla siebie. Nie mają stałej pracy. Odkąd tylko zaczęły zarabiać na siebie pracują tak jak kochają. Czyli są to wolne zawody. Nigdy nie klepały biedy, więc to im przynosi dochód. W mojej głowie kiedyś było myślenie, że praca 8 h tygodniowo to jest to, co przyniesie utrzymanie. One temu przeczą. Wybrały swój model życia, robią to co kochają. Nie wyobrażają sobie robić coś, czego nie lubią. Nie chodzi o to, że praca w biurze zawsze jest złym wyborem. Znam też kobiety, które pracują w taki sposób i są z tym szczęśliwe. Mam na myśli po prostu, że te kobiety wybrały to, co chciały. Te kobiety, o których wspomniałam, nie mają jakiegoś stałego punktu, jak dom, rutynowa rzeczywistość. Są szczęśliwe w tym co mają. Jeżeli okazało się, że źle wybrały partnera to idą dalej. Przeżyły mnóstwo rzeczy, które były trudne, ale każda z tych rzeczy była dla nich lekcją, z której wyciągnęły coś dla siebie i poszły dalej. Wydawały mi się nieżyciowe, bo myślałam kiedyś że to jest cygański tryb życia. Taki, w którym nic cię nie trzyma mocno w ziemi. Tylko sobie tak płyniesz. Mnie się to zawsze kojarzyło z przerażającą destabilizacją i życiem na krawędzi. Nie zauważyłam tego, że to ja żyłam na krawędzi. Pusta, niespełniona, samotna, wybierająca zawsze to, co nie kończyło się zbyt dobrze. One wręcz przeciwnie.

Arabella: Akceptowały to co było?

Danusia: Tak, bo życie jest też cierpieniem. Jest samotnością, wiadomo. I to są rzeczy, które trzeba zaakceptować. Ale też wiele spraw można pominąć. Można inaczej wybrać. Albo wybrać świadomie. Można na przykład wybrać cierpienie, ale mając jego świadomość – dla czegoś to robię, mam w tym jakiś cel, nadzieję, a może chęć pomocy (myślę tu takiej świadomej pomocy). Każdy ma swoje ukryte motywacje.

Arabella: Tak, mamy swoje wartości.

Danusia: Tak, wartości.To jest dobre słowo, które to warunkuje.

Arabella: To jest bardzo ciekawe, o czym mówisz. Przejdę teraz na chwilę do „Odważonej”. Mimo wszystko nie chciałaby, aby to był kolejny wywiad o tym „jak schudłaś 70 kg.” (Śmiech).

Danusia: Nie kończą się te wywiady… (śmiech)

Arabella: Myślę, że o tym jak schudłaś 70 kg. można przeczytać w Twojej książce. Po to ją przecież napisałaś. Chciałabym zapytać Cię o to, jak rozumiesz pojęcie akceptacji siebie? Jak o tym myślałaś przed metamorfozą? Pytam o to, bo z jednej strony jest silny trend, żebyśmy akceptowały siebie takie jakie jesteśmy, a z drugiej strony bez metamorfozy nie byłoby autentycznej Ciebie jak rozumiem? Powiedz mi, czy akceptacja pomagała, czy przeszkadzała Ci w zmianie? Czy może rozumiesz ją zupełnie inaczej?

Danusia: Powiem Ci szczerze, że też dojrzewam do zrozumienia tego co to znaczy czuć się dobrze w swoim ciele. I zastanawiam się czy kiedykolwiek dojdę z tym do ładu. Pytam siebie dzisiaj czy gdybym zaczęła zmieniać swoją głowę – moje postrzeganie własnej osoby, mojego życia i tego wszystkiego co się działo we mnie w środku – to czy chciałabym chudnąć? I przyznam szczerze, że nie wiem. Dlatego, że to jest miecz obosieczny. Z jednej strony mogłabym zaakceptować siebie jako osobę otyłą i być może po ciężkiej pracy jaką wykonałam nad moją głową dałabym radę? Jest też bardzo fajny trend kobiet plus size w Polsce, które w końcu zaczynają się odzywać. Tu odsyłam wszystkich do bardzo fajnego bloga Super size XL. Dziewczyna, która jest piękna, wygląda jak Afrodyta, ma krągłe kształty, zebrała ok. 100 tys. Fanów na swoim fanpage i jest jedną z (bo jest ich coraz więcej) modelek plus size. Myślę, że program w tv, który jest kręcony i będzie na jesieni emitowany w TV, też stanie się takim głosem.

Natomiast jest pytanie czy społeczeństwo, które jednak miażdży nas swoim postrzeganiem świata i tego, co robimy, pozwoliłoby mi się poczuć sobą? Czy ja dałabym radę, mimo wszystko, w kopalni tego co mam w głowie i tych wszystkich emocji, które dalej przerabiam, poczuć się na tyle fajną babką, żeby na przykład przełamać lęk w poszukiwaniu partnera, jako osoba otyła? Gdzie świat jest na jedno wielkie nie – mówi: nie jesteś piękna, albo jesteś piękna inaczej. Jak ja bym sobie z tym poradziła? Czy nie jestem jeszcze za słaba na to, żeby sobie z tym poradzić? Poza tym cały czas wydaje mi się, że jest różnica w byciu plus size, a w otyłości bardzo zaawansowanej, która wynikała z choroby. Z choroby duszy. Bo jedzenie czemuś służyło. To nie było tak, że byłam zwyczajną dziewczyną, która ma zwyczajne życie i która po prostu kocha jeść, w związku z czym, odnalazłam w tym radość i sobie żyłam. Takie coś jest OK. Jeżeli taka dziewczyna ma dobre wyniki, jej życie nie jest koszmarem przez to, że ma problemy zdrowotne, to dlaczego nie? Jestem za tym, żeby być sobą. Ale jeżeli to jest dziewczyna, która waży 140 kg, ale nie dlatego, że lubi po prostu słodycze i to jej umila czas tylko, że coś zajada. I to coś większego niż zwyczajne, życiowe problemy, wtedy jest to już rzecz, którą trzeba zmienić. 

Jest różnica w byciu plus size, a w otyłości bardzo zaawansowanej.

Arabella: Rozumiem. Czyli akceptacja, byłaby takim wytrychem do ominięcia czegoś, co było problemem?

Danusia: Tak. My mówimy o dwóch różnych chorobach. Są kobiety, które są plus size, dlatego, że takie mają uwarunkowania cielesno – genetyczne. Są spełnione w swoim życiu i lubią sobie po prostu dogodzić w kwestii kulinarnej. To dobrze. Jesteśmy różni i świat też jest piękny dlatego, że jesteśmy różni. A to, że istnieje bardzo silna dyskryminacja na świecie, na przykład w postaci świata mody, który bardzo nas ogranicza i wielu innych aspektów, to jest inna rzecz. Ale jeżeli, tak jak mówię, to są odmęty choroby duszy, choroby samotności, choroby nieradzenia sobie z własnym ja, to trzeba się za to wziąć. Także fizycznie – bo trzeba to jedzenie zacząć regulować. Ono jest tak samo niebezpieczne jak każda inna używka.

Arabella: Tak. Jest może nawet bardziej niebezpieczne, bo z jedzenia nie możemy zrezygnować. Bardzo dobrze rozumiem analogię jedzenia jako nałogu, bo sama się z tym borykam przez większość życia.

Danusia: To prawda. Ja dalej jestem „niewolnicą” tego nałogu. Tylko już inaczej. Ale to jest prawda. Alkoholik jest chory do końca życia, tak jak narkoman też jest chory do końca życia. Wydaje mi się, że osoba, która była „chora” na jedzenie zawsze będzie chora.

Arabella: Właśnie. Tylko alkoholik może zrezygnować z picia zupełnie, może się odciąć od środowiska. Tak jak palacz. Nie wiem, czy znasz taki film „Coffee and cigarettes”. Tam był tak fragment, w którym bohaterowie siedzieli przy kawce i jeden mówi do drugiego: „Ja już rzuciłem, to mogę sobie pozwolić na jednego”. Po tym jednym papierosie mówi:„Mogę pozwolić sobie na jeszcze jednego”. I dla mnie właśnie jedzenie jest takim ciągłym balansowaniem i przypominaniem sobie o tym zdrowym podejściu, żeby nagle nie wpaść w stare nawyki, bo „pozwoliłam sobie na jednego, a potem na drugiego…”.

Danusia: Tak, niestety.

Danuta Awolusi "Odważona"
fot. Katarzyna Kosakowska

 

Arabella: Z drugiej strony, patrząc na Ciebie można pomyśleć, że Ty jesteś już poza tym problemem. Tobie się udało. To co mówisz, pokazuje jednak ciągły proces – że to nie jest tak, że idziesz na dietę, chudniesz, twój świat się nagle zmienia i żyjesz w bajce. O to też chciałam Cię zapytać, choć pamiętam, że piszesz o tym i w książce i mocno zaznaczasz to w wywiadach, czy ten proces leży też w głowie? Bo można schudnąć, a ciągle czuć się grubą.

Danusia: Mi się wydaje, że ten proces przede wszystkim leży w głowie. Moim zdaniem chudnięcie to jest tylko i wyłącznie głowa. Ciało będzie nas słuchać. Chyba, że mamy bardzo ciężką przypadłość, albo ważymy 250 kg, wtedy ciało może nas nie posłuchać. Ale generalnie ciało będzie słuchać głowy. Jeżeli wyleczysz się, czy podejmiesz proces leczenia tego skąd się to jedzenie bierze. Trzeba zacząć od pytań – dlaczego tyle jesz i dlaczego sobie nie radzisz z jedzeniem? Dlaczego inni potrafią zjeść jedną porcję, a Ty bierzesz pięć porcji? Wtedy zacznie się zastanawianie nad tym. Pomalutku zaczniesz sobie to układać. Zaczniesz widzieć, że to nie jest zdrowe, ani dobre dla ciebie – że jest coś nie tak. Siłą rzeczy, jeśli zaczniesz zmieniać odżywianie, to ciało też zacznie się zmieniać. Nie gwałtownie, bo tu nie o to chodzi. Dlatego uważam, że osoby, które cierpią na otyłość olbrzymią (nie chcę wchodzić w medyczne terminy, ale powiedzmy, że ona się zaczyna od 140 kg. – 150 kg.) powinny najpierw iść do psychologa, a dopiero później do dietetyka. Ewentualnie równocześnie. Najlepiej, żeby zrobić najpierw rok terapii, a później iść do dietetyka (jeśli trzeba iść do dietetyka), albo samemu próbować pomalutku te nawyki zmieniać. I spróbować dojść do sedna problemu, albo chociażby liznąć ten problem. Dlaczego mam problem z jedzeniem? Co to znaczy? Jak mogę sobie zacząć radzić z tym, żeby umieć regulować proces jedzenia?

Arabella: Czy wierzysz w takie „5 prostych kroków do schudnięcia za jedyne 99 zł”. (śmiech) W tym momencie trochę się nabijam z trendu, który jest mocno widoczny w internecie, że wszystko musi być szybkie, proste, łatwe, niezależnie od tego jakiej zmiany dotyczy.

Danusia: Myślę, że nikt w to nie wierzy. Nikt, kto naprawdę kiedykolwiek poważnie myślał o sobie w to nie uwierzy i dobrze wie, że to jest po prostu marketingowy bełkot. To może ewentualnie zadziałać w przypadku osoby, która boryka się z nadwagą. . są dwa różne pojęcia. Zawsze podkreślam, że ja nie borykałam się z nadwagą, tylko z otyłością i to bardzo poważną. Trudno porównać dziewczynę, która waży nawet 90 kg., do takiej która waży 150 kg. Mówimy o różnym poziomie ciała. Inaczej się wtedy chudnie. To jest inny proces.

Danuta Awolusi przed metamorfozą
Danuta Awolusi przed metamorfozą

 

Arabella: Czy ludzie zaczęli postrzegać Cię inaczej po metamorfozie? Przyznam się szczerze, że o ile teoretycznie jestem otwartą osobą, o tyle patrząc na Twoje zdjęcia „przed” i „po” mam świadomość, że zupełnie inaczej odbierałabym Ciebie jako „grubaskę”, a inaczej jako osobę, którą jesteś dziś. Jesteś jak dwie różne osoby. Chociaż tylko waga się zmieniła.

Danusia: Powiem ci szczerze, że to tak nie działa. To działa w drugą stronę. Gdybym teraz zamieniła się z powrotem w „grubaskę”, to w oczach wszystkich ludzi, których poznałam już jako „chuda” stałabym się zaniedbana i leniwa. Tak myślę, że wszyscy by pomyśleli – choć widzisz, teraz narzucam sobie, co by pomyśleli inni, ale w moim przekonaniu tak by pomyśleli ludzi – „Ale się roztyła. Co się z nią stało? Co ona robi, że się tak roztyła?”. Natomiast kiedy to szło w drugą stronę, to ogólnie na początku była fala zachwytu – „Wow, jak ty to zrobiłaś? To jest niesamowite. Daj mi przepis.”.  A potem ludzie oswoili się z tym i stało się to codziennością. Dziś w zasadzie już nie wspominamy, że kiedyś taka byłam. Oczywiście dalej mam swój styl odżywiania, więc inni dalej widzą, że się tego trzymam, natomiast to już nawet nie wraca w rozmowach. Tu dotykasz pewnego zjawiska, które obserwuję, i z którego się nawet cieszę, że dziś już wyszłam. Dziś poznając nową osobę nie mówię już – „Cześć jestem Danusia, kiedyś ważyłam 140 kg, a teraz już nie.”. Był taki okres, że tak było. Próbowałam każdemu wcisnąć moją historię, żeby się pozbywać tych emocji i szukać też adrenaliny w tym, że jestem dziewczyną po ogromnych przejściach. A teraz nie jest mi to już potrzebne. Teraz, poznając nowego człowieka po prostu jestem tu i teraz. A to, że kiedyś wyglądałam inaczej (to zawsze jest taki szok, jak ktoś np. natknie się na moje zdjęcia albo książkę lub dowie się, jak mu sama w toku rozmów powiem) dla mnie już nie ma znaczenia. Po prostu kiedyś tak było, teraz jest inaczej, a co mi życie przyniesie, to się jeszcze okaże.

Próbowałam każdemu wcisnąć moją historię, a dzisiaj nie jest mi to już potrzebne.

Arabella: Rozumiem. A czy masz poczucie, że jako gruba osoba byłaś dyskryminowana? Byłaś inaczej traktowana?

Danusia: Oczywiście, że tak. Głównie społecznie. W bardzo różnych sytuacjach. W pracy, w sytuacjach zawodowych, na rozmowach kwalifikacyjnych, w sklepie czy przy kasie. W różnych miejscach, gdzie zawsze miałam takie poczucie, że jak nie jesteś super szczupłą laską, to mniej załatwisz, bo ktoś nie jest dla ciebie tak uprzejmy. Szczególnie jak po drugiej stronie był mężczyzna. Nie wiem na ile działało moje przekonanie, a na ile tak było naprawdę? Wydaje mi się, że jest na świecie wielu chamów, wielu ludzi, których inteligencja emocjonalna jest na poziomie minus. Spotykamy ich na swojej drodze, a oni nie myślą emocjami, tylko jakimś swoim ograniczonym światopoglądem.

Arabella: Tak. To jest odruchowe. Jak pokazują badania – ładniejszym jest łatwiej w życiu.

Danusia: Tak. Oni sprawiają, że jest łatwiej. Bo jak widzą super laskę, to przyjemniej im się ją np. obsługuje, przyjemniej się coś dla niej robi. Chcą się przymilić, licząc na jakiś flirt przy okazji, żeby sobie podbudować ego. A po co sobie podbudowywać ego z kimś, kto ci się wydaje szkaradny? Takie jest myślenie, być może tych panów. Teraz mówię o płci męskiej, bo nie ukrywam, że jako kobieta z tym zawsze miałam największy problem. Takie mam odczucia. Pewnie facet ma w drugą stronę, że czuje się dyskryminowany przez kobiety.

Arabella: Dziękuję Ci za tę część rozmowy.

Danusię znajdziesz na jej stronie danuta-awolusi.com  oraz na jej blogu fit project.


W kolejnym tygodniu zapraszam Cię na drugą część rozmowy – wywiadu z Danusią Awolusi.

CHCESZ DOWIEDZIEĆ SIĘ O NOWYM TEKŚCIE JAKO PIERWSZA? ZAPISZ SIĘ NA LISTę.


Jestem ciekawa Twoich przemyśleń po przeczytaniu tej rozmowy. Dodaj komentarz lub napisz do mnie email.

Jeśli uważasz ten tekst za wartościowy – podziel się z innymi.

Piszę do ciebie listy