13 rad od Salmy Hayek nie tylko na temat dzieci.

z Brak komentarzy

Koniec czerwca. Na kontynencie szaleją upały. W Irlandii lato w pełni – 13 stopni i deszcz. I choć na horyzoncie pojawiają się zapowiedzi zmian ekscytujących, to jednak wciąż zbyt mgliste, aby móc z nich czerpać energię.

Relaks matki, Salma Hayek i dzieci. 

Dick zobowiązał się spędzić cały dzień z Bułą. Ja zamanifestowałam wolność. I postanowiłam odetchnąć jak za dawnych lat. Ale bez szaleństw. Bo już dziś wiem (i nawet umiem to zastosować w praktyce ;), że zjedzenie 10 mufinów i popicie ich butelką niemieckiego pszenicznego piwa na dłuższą metę nie pomaga. Jednak relaks to relaks. Nie miałam ochoty na zbyt duży wysiłek. Więc książki, kursy online i inne takie przyjemności poszły w kąt na cały dzień. Chciałam zrelaksować się do granic możliwości i przewietrzyć głowę. Miałam ochotę na coś lekkiego, łatwego i przyjemnego. Jeszcze wtedy nie miałam pojęcia, że to będzie oznaczało popołudnie z Salmą Hayek. Z którą jak się okazuje łączy mnie coś więcej niż rozmiar biustu… Obie mamy dzieci 🙂 Ale do tego przejdę za chwilę.

Nie oglądam telewizji, więc mój wybór szybko padł na gazetkę. Nie pozostało mi nic innego jak przywdziać ciepły pulower, obwiązać szyję szalem i wyjść z domu w poszukiwaniu koła ratunkowego dla podupadającego nastroju. Tytuł kolorowego magazynu miałam już wybrany, także zakupy miały stanowić tylko formalność. Przy półce z kobiecą prasą okazało się jednak, że wydawcy zrobili się niezwykle przebiegli i zaczęli pakietować tytuły w różnych konfiguracjach. Stanęłam więc przed kuszącą możliwością zakupienia aż trzech magazynów kobiecych w wyjątkowo promocyjnej cenie. Co prawda ceny podane były w funtach, więc moja biedna głowa, która nie miała dziś ochoty na jakikolwiek wysiłek zaczęła trochę boleć. I zaczęło się rozpaczliwe kombinowanie, który pakiet powinnam wybrać, aby uzyskać największą korzyść. Szybko ucięłam tę jałową dyskusję, którą prowadzili w mojej głowie wewnętrzny sknera z wewnętrznym rozrzutnikiem. Wzięłam pierwszy lepszy pakiet zawierający aż trzy tytuły. Z tego dwa, które zwykłam czytać nałogowo mieszkając jeszcze w Polsce („Harper’s Bazar” i „Elle”). Trzeci („Red”) wyglądał na skierowany trochę do innej grupy docelowej niż ta, w której obecnie się znajduję. Ale postanowiłam zaryzykować.

 

Lubię kolorowe magazyny dla kobiet.  

Gazety to moja słabość. Od dziecka. Pamiętam z jaką ekscytacją chodziłam do sklepu co drugi tydzień (jeśli dobrze pamiętam) po „Kaczora Donalda”. Wraz z upływem lat i zmianą zainteresowań pojawiały się kolejne tytuły. Były to takie gazetki jak: „Popcorn”, „Bravo” (nie jestem dziś z tego szczególnie dumna, no ale kto nie czytał Bravo na koloniach? ;), „Cogito”, a potem już „Cosmopolitan”, „Rzeczpospolita”, „Dziennik” (to było jakoś na początku studiów, gdy kupowałam wielką papierową gazetę codziennie, siadałam na wydziale przed zajęciami i czułam się zajebiście mądra ;). I tak dalej. Zawsze jakoś znajdowałam pieniądze na gazetkę, bo gazetka czy kolorowa, czy czarnobiała kojarzyła mi się bardziej z luksusem niż z poczekalnią u lekarza. Lubiłam to połączenie krótkich tekstów z kolorowymi zdjęciami, mieszankę opinii i tematów z reklamami.

Kiedy zaczęłam pracować i zarabiać na poważnie w Warszawie poczułam wręcz obowiązek czytania kolorowych magazynów. Byłam w końcu młodą, ambitną i stylową kobietą, która aspirowała do high life’u. Lubiłam ten moment, gdy po pracy mogłam zgarnąć jednym ruchem ręki z pułki w kiosku na stacji metra Pole Mokotowskie moje ulubione tytuły – „Pani”, „Harper’s Bazar” i „Elle”. Im więcej pracowałam, tym bardziej potrzebowałam tej chwili przyjemności, więc zgarniałam w miesiącu jeszcze kilka innych tytułów. A potem pobieżnie konsumowałam w domu, przerzucając leniwie stronę po stronie, zajadając bagietkę z francuskim serem i popijając winem, albo jakimś innym alkoholem. I z tygodnia na tydzień moja frustracja rosła, bo jakoś tak moje życie nijak się miało do tego opisywanego w kolorowych magazynach.

 

Czy prasa dla kobiet pisze prawdę o życiu kobiet?

W końcu po urodzeniu dziecka i wyjeździe z Polski zaprzestałam czytania kolorowych magazynów dla kobiet. Przyjęłam linię, że muszą w nich perfidnie kłamać i spłaszczać wszystko, bo życie nie jest takie proste jak to opisują sfotoszopowane panie i panowie. Do dziś tak sądzę. I choć daleko mi od zaciętości a’la Karolina Korwin Piotrowska, która zamaszyście opluwa większość artykułów w kolorowych gazetach, to jednak  nadal uważam, że redakcje kolorowych magazynów poszły o krok za daleko. Ale po dzisiejszej prasówce na balkonie trochę zmieniłam zdanie. Zbalansowałam osądy. Dałam się przekonać na nowo.

A może po prostu przyznaję się, że jest we mnie też część, która pragnie prostych przepisów na życie?

I może to jest po prostu ok? Przecież nie każdy przeczytany w życiu tekst musi być super odkrywczy i super skomplikowany. Czasem kilka banałów złożonych do kupy może też pobudzić do myślenia. W jakiś sposób zainspirować.

 

Co Salma Hayek może wiedzieć o życiu kobiety, która ma dzieci?

O co konkretnie chodzi? Zadziwił mnie tekst o Salmie Hayek, który przeczytałam w magazynie „Red” (nie pytaj co to za tytuł, bo pierwszy raz miałam go w rękach i nawet nie wiem, czy wydają go też w Polsce ;). Tytuł artykułu – „Salma Hayek – Przewodnik po życiu” opatrzony zdjęciem, jakby czas się zatrzymał 20 lat temu (Salma ma obecnie 49 lat) nie zachęcał. Spojrzałam na niego z ironicznym uśmieszkiem i pomyślałam sobie, że to już przesada, żeby tak ludziom robić wodę z mózgu. Cóż ta bogata (Salma jest żoną jednego z multimilionerów) hollywoodzka superstar może wiedzieć o życiu? Osądziłam ją bezlitośnie i właściwie nie wiem dlaczego postanowiłam przeczytać ten artykuł. Może tylko po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że mam rację i przejść do kolejnego tekstu? I właśnie po przeczytaniu pierwszego akapitu zrozumiałam (po raz nie wiem już który, więc pewnie nie zrozumiałam, tylko na chwilę sobie znów uświadomiłam ;), że nie należy „osądzać książki po okładce”. Bo to, że ktoś dziś stoi w świetle reflektorów nie znaczy, że stał w nim zawsze. Salma, jak się okazuje ma za sobą pewną historię. Jest Meksykanką, która musiała wiele udowadniać w amerykańskim szoł-biznesie. I do dziś bardzo dobrze się w nim odnajduje.

Ten artykuł w jakiś niespodziewany sposób okazał się podsumowaniem wielu tematów, które aktualnie siedzą mi w głowie. Czyżby z Salmą Hayek łączyło mnie coś więcej, niż duży biust? I paradoksalnie pewne słowa opatrzone zdjęciami kobiety, którą na zdjęciach w kolorowych magazynach można zobaczyć już od ponad dwudziestu paru lat mają sens. Bo jakby na to nie spojrzeć, ona ma prawo się wypowiadać o sukcesie.

Postanowiłam więc podsumować to co dziś przeczytałam.

Spisałam najważniejsze myśli i punkty.

Wyszła szczęśliwa 13nastka 😉

Rozważ sama, na ile ma to dla Ciebie sens?

 

13 porad od Salmy Hayek

 

13 inspirujących życiowych rad od Salmy Hayek (nie tylko na temat dzieci).

Wszystkie poniższe rady pochodzą z magazynu „Red” (wydanie UK z lipca 2016). Poniższe słowa nie są tylko i wyłącznie tłumaczeniem artykułu z języka angielskiego. Stanowi on tylko punkt wyjścia do moich własnych dywagacji.

#1 Traktuj wszystkich ludzi równo.

Salm Hayek spędziła dzieciństwo w meksykańskim miasteczku, żyjąc wśród biednych i bogatych. To pomogło jej nabrać perspektywy na własne życie. Ten temat jest niezwykle aktualny. Wszyscy chcemy być postrzegani jako otwarci i tolerancyjni. Ale czy faktycznie traktujemy wszystkich równo? Bez wyjątku? Jako imigrantka mieszkająca w Irlandii łapię się często na tym, że chcę być równo traktowana. I jestem, bo Irlandia jest częścią Unii Europejskiej, a  Irlandczycy są w większości otwarci na innych. Fajnie, gdyby tak było wszędzie. Ale prawda jest taka, że nie mamy wpływu na to co myślą wszyscy. Każda z nas ma tylko wpływ na to, co myśli sama.

#2 Nie słuchaj tych, którzy mówią, że się nie da.

„Mówili, że jestem latynoską, że będę tylko grała bardzo specyficzne role. Że na dłuższą metę nie ma dla mnie miejsca w amerykańskim kinie. (…) A ja pomyślałam, że to jest niezwykle interesujące wyzwanie. Że tak nie może być. I że koniecznie trzeba to zmienić.”

Salma Hayek

Takie słowa w ustach  kobiety, która przez ostatnie dwadzieścia lat zagrała tak wiele różnych ról brzmią jak przepis na sukces. I choć sama miewam problemy z podchodzeniem do przeciwności jak do ekscytujących wyzwań, to wiem, że to wiele zmienia. Staram się tego nauczyć.

#3 Zawsze ufaj swojej intuicji i trzymaj się jej mimo wszystko.

Salma daje ciekawy przykład. Gdy zakupiła prawa do serialu „Brzydula Betty” próbowała namówić amerykańskie stacje telewizyjne do produkcji. Pierwsze trzy próby się nie powiodły. Jednak ona wierzyła, że serial, który był ogromnym sukcesem w Kolumbii i Meksyku przyjmie się także w USA wśród latynoskiej mniejszości. W końcu znalazła sposób, aby przekonać jedną z sieci telewizyjnych do inwestycji. Pierwszy odcinek obejrzało 16 milionów osób.

Intuicja to coś, to może pomóc wytrwać i może zapędzić w szaleństwo. Bo gdzie jest granica wiary, a gdzie już zaczyna się obłęd? Często miewam z tym problemy. Ale zdarzyło mi się wytrwać przy własnych pomysłach mimo, że inni pukali się w czoło. I intuicja mnie nie zawiodła. Tylko dopingowała i wyznaczała szlak. Także wrzucam tę radę na twardy dysk 😉

#4 Nie bój się walczyć.

Ten punkt jest dopełnieniem 2. i 3. Poniższy cytat przekonał mnie, że Salma Hayek ma głowę na karku:

„Musiałam walczyć bardzo ciężko o wszystko, co dziś mam, ale jestem dobrym strategiem. Zamiast popadać w złość, zbieram informacje i szukam rozwiązań.”

Salma Hayek

Patrzenie z perspektywy strategii, to dla mnie nowość. Bo zawsze byłam „emocjonalna”. I myślałam, że  skoro jestem kobietą to tak już mam i nic na to nie poradzę. Przez wiele lat byłam przekonana, że takie rozedrganie to mój kobiecy urok. Ale od niedawna dochodzi do mnie coraz dobitniej prawda, że za największymi sukcesami stoją odpowiednio dobrane strategie. Nie szczęście, nie przypadek, ale strategie. Często wyznaczające ścieżki ponad emocjami, wbrew kaprysom i słabościom. Działające.

Trudne zdanie, ale bardzo cenne. Przynajmniej dla mnie.

#5 Myśl długoterminowo.

Salma podaje przykład filmu „Frida”, o który jak się okazuje walczyła i nad którym pracowała w sumie 10 lat. Wspomina jak wielu przeciwników tego projektu finalnie stało się jej sojusznikami. Film okazał się sukcesem. Pięknym, inspirującym sukcesem. I ten przykłada, zresztą  nie jedyny jaki znam, daje mi takiego kopa, kiedy mam czasem ochotę wszystko rzucić w kąt. Bo myślę wtedy o jednym parszywym dniu czy tygodniu czy nawet miesiącu w perspektywie kolejnych kilku lat. I to daje mi wiarę, że jednak wszystko jest możliwe. Jeśli coś się robi.

#6 Czerp ze swoich porażek.

„Tylko 2% ze wszystkich moich dotychczasowych wysiłków zapewniło mi sukces. Nikt poza mną nie widział miliona moich porażek.”

Salma Hayek

Mocne. Takie zdania zmieniają moją perspektywę. Naprawdę. Osobiście miałam kiedyś skłonność do myślenia w kategoriach ostatecznych. Jak coś nie wychodziło to był dramat. Załamanie i przekonanie, że to coś jest nie dla mnie i że życie ogólnie jest do dupy. Ale przecież nie tędy droga. Zawsze jest jakiś wybór. Można użalać się nad sobą, a można niczym mała mrówka spróbować podnieś się i zacząć przebierać nóżkami do przodu. I pomyśleć o obraniu nowej ścieżki. A jeśli tylko 2% ze wszystkich moich wysiłków miałoby mi zapewnić sukces, to może warto przestać się zastanawiać i zacząć działać?

#7 Przyjmuj z wdzięcznością niespodziewane błogosławieństwa, które daje Ci życie.

To jest bardzo ciekawy punkt. Salma Hayek opowiada o tym, jak bardzo chciała mieć w życiu dużo dzieci. Ale nie mogła. Mówi o tym, że późne pojawienie się jej jedynej córeczki było dla niej wielkim błogosławieństwem. I tak samo traktuje pozostałą trójkę dzieci swojego męża. Uważa je za swoje. I cieszy się tym, co może mieć, zamiast rozpaczać nad tym, czego zmienić nie może.

#8 Naucz swoje dzieci żyć. I być tu i teraz.

Jako matka przeczytałam ten punkt dwa razy. Bo jest mądry. Ale trudny. Zwłaszcza, jeśli nie lubi się tych wszystkich dziecięcych tematów i spraw. Salma opowiada, że stara się nie chodzić na skróty. Nie pozbywać się dziecka wręczając jej ipad. Choć tak jest najprościej. To jednak rola rodzica zobowiązuje. Prawdą jest, że dziecko modeluje rodziców. I ta rola choć cholernie trudna, to jednak ważna jest. Zachowuję sobie tę radę w pamięci i chowam w głęboko w meandry podświadomości. Niech walczy teraz z moim chciejstwem i ego. Mam nadzieję, że wygra. Bo to mądre i rozsądne jest.

#9 Nie szukaj winnych.

Znowu mądre i znowu trudne. Ale prawdziwe. To jest temat, który mam ostatnio „na tapecie”, bo zapoznaję się z tematem porozumienia bez przemocy. Napiszę jeszcze o tym dedykowany wpis. Trafia do mnie argument, że szukanie winnych to strata energii. Nie daje nic konstruktywnego. Na dłuższą metę niszczy związki, relacje, a czasem nawet państwa i narody.

#10 Romans jest ważny. Dbaj o to nieustannie.

Drugi ważny ostatnio w moim życiu temat. Pewnie dlatego mnie tak zainteresował. I pewnie będę o tym pisać więcej niebawem.

„Seks nie jest kluczem do szczęśliwego małżeństwa, ale jest jego efektem ubocznym. Ale nie codziennie. Codzienny seks traci swój urok.”

Salma Hayek

I co Ty na to? 😉

#11 Jeśli chcesz być sexy, poczuj się sexy.

Jeśli osoba, uważana od wielu lat (i to ciągle) za seks bombę twierdzi, że świadomie dba o to, aby pomimo swoich niedoskonałości czuć się dobrze ze swoim ciałem, to może warto przyjąć tę radę? Bo seksowność (swoją drogą nie przepadam za tym pojęciem) i to w jaki sposób inni ją w Tobie dostrzegają, wynika z tego, jak czujesz się we własnym ciele. Kiedyś powiedziałabym, że to banał. Ale dziś jestem skłonna przyznać rację.

Wiele lat czekałam na ten idealny moment, żeby poczuć się dobrze. Czekałam aż schudnę, aż kupię idealne ubrania czy kosmetyki. I wiesz co? Paradoksalnie w takich momentach swojego życia nie czułam się lepiej niż w innych. Temat na długi tekst 😉

#12 Bądź kreatywna.

„Urodziłyśmy się, aby tworzyć. Nawet jeśli myślisz, że nie masz talentu, to wyobraźnia czy kreatywność jest bardzo silną częścią kobiecej natury i naprawdę warto, abyś odnalazła sposób, w jaki chcesz ją wyrazić.”

Salma Hayek

Lubię ten punkt. Bardzo 🙂 I zgadzam się z tym w 100%. Mam wrażenie, że od kiedy tworzę blog, moje nastroje są dużo lepsze. Dlaczego? Bo coś tworzę. Lubię tworzyć. To daje frajdę, której nie umiem uzyskać w inny sposób.

#13 Odrzuć myśl o osiągnięciu perfekcyjnego szczęścia.

„Szczęście nie może być perfekcyjne. Perfekcja to miraż. (…) Perfekcjonizm może zniszczyć piękno, sztukę, wzrost.”

 

Salma Hayek

Na koniec taki wyświechtany temat. Bo wszyscy teraz zaczynają mówić, że perfekcjonizm to zło wcielone. I wszyscy czytając to się pod tym podpisują. Z wielkim oddechem ulgi. Bo tak cholernie ciężko jest być perfekcjonistką. Męczy to na dłuższą metę niezmiernie i uwiera.

Długo myślałam, że ja to nie mam problemu z perfekcjonizmem. A dziś wiem, że miałam. I pewnie jeszcze trochę mam. I większość z nas, polskich kobiet ma. Dlatego takich słów nigdy za wiele!

Tyle odemnie i od Salmy Hayek. Co ty na to?

Daj znać w komentarzu 🙂

 

 

 

 

Lubisz czytać listy?