SKĄD SIĘ WZIĘŁA ARABELLA?

z Brak komentarzy

ARABELLA wyłoniła się z dźwięków pewnej piosenki… 

Leżałam wtedy między Bułą, a Dickiem. Spali, a ja słuchałam w kółko tej samej płyty dostępnej w  różnych wersjach na YouTube. Wersja studyjna, wersja koncertowa, wersja akustyczna… 12 piosenek, które pojawiły się w moim życiu niczym koło ratunkowe rzucone przez Boga Radości. W ten sposób dawał mi znak, że choć mam głowę owitą szarą mgłą, to ponad chmurami jest  jakieś niebo… W którym ktoś gra, śpiewa i tworzy jak mu serce podpowiada…

O’BAKER to po prostu irlandzka wersja mojego prawdziwego nazwiska. 

Po angielsku nazywam się Baker. Dodając na początku O’ trochę udaję, że pochodzę z Irlandii. To O’ to coś w rodzaju -ski w polskich nazwiskach. Pewien Irlandczyk podzielił się ze mną kiedyś teorią, według której Barak Obama ma irlandzkie pochodzenie… Bo jego przodkowie podobno nosili nazwisko O’Bama! 

Pseudonim pojawił się naturalnie. 

Wydawał mi się logiczny i oczywisty (i teraz już wiesz dlaczego ;) ). Ponieważ słuchałam jednej płyty w kółko miałam wrażenie, że wszyscy znają piosenkę o Arabelli, którą śpiewa brytyjski zespół. I choć nigdy w życiu nie spotkałam żadnej Arabelli to i tak  byłam przekonana, że jest to niezwykle popularne anglosaskie imię. Jak się później okazało byłam w błędzie… Choć w jakiś tajemniczy sposób tym imieniem wyprzedziłam naszą przeprowadzkę do Monachium, gdzie ze zdumieniem odkryłam „Arabella Radio” i Arabella Park… A może jakimś cudem przewidziałam nasze emigracyjne losy? W końcu nie na darmo piszę HOROSKOPy… ;) 

A skąd ten dziwny pomysł na pisanie bloga?

Każdy, kto znał mnie jeszcze cztery lata temu wie, że tego typu aspiracje były mi obce. 

Ja blogerką?

Nigdy!

W zasadzie trzy lata temu kupując kurs WP dla zielonych (który tak naprawdę jest temu wszystkiemu winien ;) ) też tak uważałam. Do dziś wolę mówić o sobie, że prowadzę stronę, a nie piszę bloga, bo trudno mi się zidentyfikować ze słowem blogerka. Więc jeśli uważałaś mnie za blogerkę, możesz odetchnąć z ulgą. ;) Jestem zwykłą śmiertelniczką i tak jak Ty miewam czasem bałagan w domu oraz dystans do siebie i otaczającej mnie rzeczywistości. ;) 

 

SKĄD SIĘ WZIĘŁA ARABELLA?

Wracając do początków Arabelli O’Baker .com. 

Miała być tylko stroną testową, na której planowałam nauczyć się tworzyć strony.

Namówiłam moją irlandzką nauczycielkę angielskiego abyśmy wspólnie stworzyły stronę do nauki języka angielskiego dla Polek. Spotkałyśmy się kilka razy aby omówić wszystkie ważne szczegóły, o których na szybko dowiedziałam się z internetu. Pracowałyśmy nad grupą docelową i produktami na stronę. Wszystko szło w świetnym kierunku. Ja uczyłam się robić stronę, ona pracowała nad materiałami dydaktycznymi. Spotykałyśmy się aby ustalać szczegóły. Popijałyśmy podczas nich wino, aby świętować mikro postępy w rodzącym się w atmosferze podekscytowania i radości projekcie. Niestety, któregoś dnia moja „wspólniczka” powiedziała, że zmieniła plany na życie. Postanowiła wyprowadzić się z Dublina pod Monachium. Jak na ironię, bo nie miałam wtedy pojęcia, że niebawem wyjadę w te same strony… Jednak z żalem musiałyśmy zrezygnować z naszego obiecującego projektu… 

Czy się tym przejęłam? 

Nie za bardzo. Moja „strona testowa” bardzo mi się spodobała. Robienie jej jeszcze bardziej. Nawet Dick był w szoku gdy pierwszy raz ją zobaczył, co wyraził lakonicznym stwierdzeniem: „Wow, wygląda jak prawdziwa strona!”. Nagle okazało się, że mimo tych wszystkich trudnych okoliczności miałam coś kreatywnego do robienia… I zamiast bezczynnie tkwić w monotonii codziennych obowiązków, mogłam zacząć o nich pisać. ;) Zupełnie instynktownie poszłam w kierunku opisywanym przez słowa, na które trafiłam kilka dni temu:

 

„Jeżeli chcesz się czegoś nauczyć, czytaj o tym.

Jeżeli chcesz coś zrozumieć, pisz o tym.

Jeżeli chcesz osiągnąć w tym mistrzostwo, nauczaj tego.”

 

Yogi Bhajan 

 

I tak pisałam wiedziona jakąś niewidzialną siłą… I zaczęłam powoli rozumieć nową rzeczywistość, w której się znalazłam. A która zmieniała się jak w kalejdoskopie… 

I tak zostałam blogerką!

A skoro byłam już blogerką, która miała nowego bloga postanowiłam się dowiedzieć jak go zmonetyzować. Jednym słowem miałam aspirację, aby być prawdziwą blogerką, która dostaje  mityczne prezenty, którym potem z wdzięcznościom robi ładne zdjęcia… ;) No cóż, mogłabym nie wspominać o tych jakże przyziemnych i chytrych porywach mojego serca, ale dlaczegóż by nie? W końcu nic co ludzkie nie jest mi obce…

Miało być tak pięknie, ale ja stanęłam w miejscu…

Pewnego razu wybrałam się z dziewczynami na kolację. Zaparkowałyśmy kilka ulic od restauracji. Nowa okolica. Choć nie do końca, bo byłam tam już kiedyś. Przed wyjazdem oglądałam też mapę (ale kto mnie zna wie, że to przepis za długie błądzenie…). Szłam za dziewczynami wiedziona instynktem stadnym. Aż nagle spojrzałam na nazwę ulicy i powiedziałam: „To tam, skręcamy!” Znajoma spojrzała na mnie z pobłażliwością i powiedziała: „To nie tam… Idziemy prosto i zaraz jesteśmy na miejscu, tam jest już szyld. Boże, to cała ty, jesteś już prawie na miejscu i nagle chcesz skręcić w przeciwną stronę…” Trochę mnie wtedy zirytowała tym komentarzem. Bo nie lubię takich etykietek i do dziś uważam, że nie w każdej sytuacji do mnie pasują… Ale po czasie muszę oddać trochę raci jej przenikliwej intuicji i niewyparzonemu językowi.

Jak to się ma do chytrych porywów mojego serca? Całkiem trafnie opisuje mój nagły skręt w „ślepą uliczkę”. Obkupiłam się w kursy online które miały mi zdradzić wszystkie tajniki i sekrety zarabiania na blogowaniu. I faktycznie szybko dowiedziałam się co należey zrobić…

Lecz wtedy na dobre utknęłam w miejscu!

Jeśli czytasz mnie od dłuższego czasu, to pamiętasz długie miesiące milczenia. Wiesz, co podczas nich robiłam? Zamiast pisać i cieszyć się tym jak na początku blogowania, rozmyślałam o tym jak w jednym zdaniu ująć to o czym i dla kogo piszę. Bo pisanie o życiu dla tych, którzy mają ochotę o tym czytać to za mało. Przecież każdy bloger o tym pisze…

Doprowadziło mnie to do stagnacji i ogromnych wątpliwości. Miałam wrażenie, że chciałam zarabiać na blogowaniu, bo przecież była to jedyna słuszna droga dla blogera. Dlaczego miałabym pisać tak po prostu? Tylko dlatego, że dawało mi to radość? Banał. Ale gdy tylko próbowałam wcisnąć się w sztywne ramy, które nakładał na mnie kurs czułam, że nie mam ochoty więcej zaglądać na bloga.

Od czasu do czasu wpadałam na nowy „genialny” pomysł na biznes, który zapisywałam na kartce. Lecz po kilku dniach albo gubiłam kartkę, albo zaczynałam go negować. I zamiast pisać, wolałam poświęcać czas na wymyślanie czegoś „bardziej sensownego”…

Błędne koło.

Pamiętam rozmowę ze znajomą, która lubiła czytać moje wpisy. Powiedziałam jej, że w końcu wiem, o czym chcę pisać i zamykam Arabellę, aby poświęcić się nowemu pomysłowi. Posłuchała, zrobiła smutną minę i powiedziała: „Szkoda. Lubiłam czytać, jak psiałaś. A ten temat, który wybrałaś zupełnie mnie nie interesuje.” (w tym momencie pozdrawiam Cię N. i dziękuję za tamten moment, bo choć nic wtedy na to nie wskazywało, był dla mnie ważny :*). 

Miotałam się.

Kiedy ostatecznie postanowiłam, że kończę z blogowaniem i zamykam stronę poczułam, że nie chcę tego robić. Bo pisanie i tworzenie jej dawało mi tyle radości. Dużo więcej niż zakupy (na które i tak regularnie chadzam ;) ).

Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam wrócić w dawne miejsce w którym kiedyś „skręciłam”. Świadomie odłożyłam „dobre rady” na bok (niestety co się usłyszało trudno odsłyszeć, więc niektóre i tak wdrażam w życie, ale już bez ciśnienia, że muszę).

W ten sposób wróciłam do pisania dla… samej RADOŚCI pisania. 

I wtedy przyszły do mnie pewne słowa…

Zapisałam je na kartce, oprawiłam w ramkę i postawiłam na parapecie. Mają przypominać mi dlaczego i dla kogo piszę (pomijając ten wcześniejszy cytat Yogi’ego, który w gruncie rzeczy trafnie ujmuje sprawę): 

 

„Try to be a RAINBOW in someone’s cloud” *

 

Maya Angelou

 

Gdy je czytam, czuję miły uścisk na wysokości splotu słonecznego. Głowa tego nie ogarnia, jedyne co przychodzi jej na ratunek to wspomnienie o tekście na temat TĘCZY, który napisałam na początku blogowania, a który do dziś jest bardzo bliski nie tylko mojemu sercu. 

Słowa, które napisała Maya Angelou (wybitna amerykańska poetka) wskazują mi drogę, gdy zaczynam się wahać. Uspokajają mnie, gdy czuję PRZYMUS podążania za jednymi słusznymi drogami dla blogerów… Czyli na przykład: być w social mediach (które aktualnie nie są mi w życiu do niczego potrzebne), określić grupę docelową (jednak wolę myśleć o Tobie jako o Czytelniczce), itp. 

I nie twierdzę, że dostawanie prezentów i zarabianie na blogu są złe. Bo wierzę, że prezenty i pieniądze są dobre i mogą iść w parze z pracą wykonywaną od serca. :)

Jednak aktualnie moim priorytetem jest swoboda wyrażania myśli i radosne pisanie do Ciebie. To co mi to daje jest dziś dla mnie bezcenne. Muszę też przyznać, że dzięki blogowi odbyłam niejedną niesamowitą rozmowę 

Resztę historii znasz… 

z tekstów. :) Jest w nich to, co działo się na przestrzeni tych ostatnich trzech lat. Rozstanie z Dublinem i przeprowadzka do Monachium. Kilka kursów i warsztatów online. Rozważania o tym czy schudnąć czy zaakceptować swoją wagę (jak się zdecyduję na pewno o tym napiszę ;) ). Spełnianie marzeń. Rozwój osobisty w teorii i praktyce. Rozterki emigracyjne. Test Gallupa. 

I PODCAST! 

O podcaście – W związku z życiem. Autentyczne rozmowy (dla) Kobiet wspominam głównie w LISTACH. Ale trudno o nim tu nie wspomnieć. Współprowadzę go regularnie od półtorej roku. Przez długi czas myślałam, że to on zabiera mi czas i przestrzeń na blogowanie. Ale dziś wiem, że była to tylko wymówka. Bo te projekty wspaniale się uzupełniają! Wiem, że niektóre Czytelniczki słuchają i niektóre Słuchaczki czytają. :)

Co czeka Arabellę? 

Plan jest taki: nowy tekst raz w tygodniu a wraz z nim LISTY od serca i z głową dla zapisanych osób (nie ma Cię jeszcze na liście? ZAPISZ SIĘ TU).

I nowy – stary projekt… HOROSKOP, czyli listy motywacyjne, które są wysyłane raz w tygodniu tylko do osób zapisanych TU. 

Dokąd nas to zaprowadzi? 

Jestem bardzo ciekawa. :) 

Ty też? 

 

*dosłowne tłumaczenie na j. pol.: „Spróbuj być TĘCZĄ na czyjejś chmurze.” 


Chcesz otrzymać powiadomienie o nowym tekście?

Oraz link do niepublikowanych tekstów, które są dostępne tylko dla Czytelniczek LISTÓW?

ZAPISZ SIĘ NA LISTĘ (tu). 


WYPEŁNIŁAŚ JUŻ ANKIETĘ? 

Opowiedź mi o sobie, umieram z ciekawości… :*

TAK, WYPEŁNIAM ANKIETĘ

Spodobał Ci się ten tekst?

Podziel się nim! Skorzystaj z poniższych przycisków lub wyślij link do tekstu komuś, kogo znasz. :*

Jeśli chcesz o tym porozmawiać, napisz komentarz lub email do mnie .


 

Spodobało Ci się? Podziel się choć z jedną osobą... Zajmie Ci to tylko kilka sekund. :*

Lubisz czytać listy?