To TYLKO mucha?

z Brak komentarzy

Siedziałam w cichym pokoju. Okna i drzwi były zamknięte. Inni domownicy siedzieli w tym czasie w pracy i w przedszkolu. Byłam zupełnie sama. Błoga cisza i spokój pomagały mi się relaksować. 

Siedziałam wyprostowana, ręce trzymałam na kolanach, oczy miałam zamknięte. Oddychałam głęboko i starałam się nie myśleć o tym wszystkim o czym myślę non stop. Od czasu do czasu jednak myślałam o tym i o tamtym, ale orientując się, że myślę starałam się znów nie myśleć. Sekundy na ustawionym obok timerze upływały lekko. Wyglądało na to, że staję się coraz bardziej zrelaksowana i spokojna…

W pewnym momencie poczułam, jak coś bzyczy mi koło ucha. „Ku**a MUCHA!” Pomyślałam ze złością. „Było tak pięknie, a tu mucha. Nie mogę teraz się ruszyć, ani przerwać, aby ją wygonić. Muszę siedzieć z tą muchą. Mam nadzieję, że nie usiądzie mi na czole lub ręce!”

Znawcy tematu powiedzieliby, że mucha przyleciała, aby nauczyć mnie czegoś. Cierpliwości, łagodności, odpuszczania. Łatwo powiedzieć, ale trudniej wykonać. Zwłaszcza, gdy człowiek próbuje z całych sił się zrelaksować, a w okolicy brzęczy mucha. Ostatecznie timer wybił koniec czasu. Przeciągnęłam się, rozejrzałam po pokoju, otworzyłam szeroko okno, w nadziei, że mucha wykonała swoje zadanie i poleci na kolejną misję. Nie wątpię, że w okolicy znajdzie się sporo osób, które będzie będzie mogła lekko rozdrażnić swoim bzyczeniem. ;) 

Zapomniałam o musze na długie godziny. 

Do czasu, gdy na szybko próbowałam wyciągnąć coś z szafki w łazience. Co prawda przyszłam do niej w innej, dość pilnej sprawie, ale pomyślałam, że zanim się nią zajmę, wyciągnę coś, co chodziło mi po głowie od dłuższego czasu. Mała mydelniczka, w sumie niezbyt ważna… Wyciągnę teraz, a potem sprawdzę, czy będzie pasować. Miało być szybko, bo przecież była to bardzo błacha sprawa. Szukając mydelniczki, przestępując z nogi na nogę, bo przecież wpadłam tu w gruncie rzeczy w innej pilnej sprawie, nagle poczułam, jak do palca przykleiła mi się mała naklejka. Musiała okleić się od jakiegoś opakowania… Zniecierpliwiona porzuciłam pomysł poszukiwania mydelniczki, podeszłam bliżej toalety i postanowiłam na szybko wyrzucić tę małą, przypadkową naklejkę. Nachyliłam się nad śmietnikiem, tylko na chwilę, bo przecież to była tylko naklejka i zaczęłam ją wyrzucać. Nie wiem ile to trwało, ale ta naklejka albo spadała mi z ręki i przyklejała się do podłogi, albo nie chciała się odkleić. W końcu udało mi się z nią „wygrać”. Zrobiłam swoje, jednak pozostałam w lekkim rozdrażnieniu z powodu walki z naklejką jeszcze przez jakiś czas.

I wtedy przypomniała mi się mucha. 

Bo w gruncie rzeczy to była TYLKO mucha i TYLKO naklejka.

Mikro sprawy.

Niewiele znaczące epizody.

I choć, jak tłumaczyła mi ostatnio terapeutka mojej córki, wbrew pozorom delikatne głaskanie po ręce może nas bardziej rozdrażniać niż uścisk (taki paradoks, kogo dziecko delikatnie drapało w nocy po gołym kawałku pleców, ten wie o czym piszę ;) ). Ale jednak, w skali dnia i różnych spraw, rozdrażnień mniejszych i większych bzycząca mucha lub przypadkowa naklejka niewiele znaczą. 

A jednak, nagle uświadomiłam sobie ten paradoks, że skupiam się na tych moich codziennych „muchach” czasem tak bardzo, że oddaję im dużo energii i wpadam w rozdrażnienie na dłuższy czas. Obwiniam te „muchy”, które są tak naprawdę TYLKO muchami. Latają gdzieś obok, zupełnie przypadkiem i bzyczą. To przecież TYLKO bzyczenie, taki nic nie znaczący chwilowy szum. 

Kiedy to sobie uświadomiłam, postanowiłam zapamiętać „pytanie kontrolne”, gdy znów zadzieje się coś, co mnie rozdrażni, a które pomoże mi  złapać odpowiednią perspektywę…

CZY TO PRZYPADKIEM NIE JEST TYLKO „MUCHA”? 

Jak jest u Ciebie? Dostrzegasz takie codzienne „muchy”? Ile energii im oddajesz? 

Napisz. :*

Spodobało Ci się? Podziel się choć z jedną osobą... Zajmie Ci to tylko kilka sekund. :*

Lubisz czytać listy?