Trzy sposoby na teściową.

z Brak komentarzy

Arabella usiadła w swoim wielkim żółtym fotelu z Ikei (dokładnie takim, jaki pragnie mieć połowa Polaków) i westchnęła bardzo głęboko. Wzięła kolejny głęboki wdech i policzyła do czterech. „Wstrzymanie wdechu 1, 2, 3, 4. Wydech 1, 2, 3, 4. Wstrzymanie wydechu 1, 2, 3, 4.” – powtarzała w myślach.

Starała się zastosować w praktyce relaksacyjną metodę amerykańskich komandosów, o której niedawno przeczytała na jednej ze stron internetowych dla ludzi aspirujących do bycia mądrymi.

1, 2, 3, 4. 1, 2, 3, 4. 1, 2, 3, 4. 1, 2, 3,4.

1, 2, 3, 4. 1, 2, 3, 4. 1, 2, 3, 4. 1, 2, 3,4.

1, 2, 3, 4. 1, 2, 3, 4. 1, 2, 3, 4. 1, 2, 3,4.

1, 2, 3, 4…. „Ku*wa, nie mogę!” – pomyślała. „Amerykańscy komandosi, chyba nie mają teściowych!”

Wstała nerwowo i potknęła się o dwa czerwone, flanelowe kapcie, o których zupełnie zapomniała. Schyliła się raptownie, co spowodowało, że żółć podeszła jej do przełyku. Poczuła charakterystyczny piekący smak w gardle, który dodatkowo ją zirytował. Podeszła szybko do kosza na śmieci, otworzyła białą pokrywę i ostentacyjnie wrzuciła do niego kapcie.

Kapcie należały (jak możesz się domyślić) do teściowej, która wyjechała dwa dni wcześniej. Przed wyjazdem powiedziała dość suchym tonem: „Kapcie możecie wyrzucić.” Arabella dopytała dyskretnie (odpowiadając: „Jak to?”) czy kapcie może wyrzucić zaraz po wyjeździe, czy to jedno z tych „życzeń”, zakończonych dramatycznym wyrażeniem: po mojej śmierci.

Kosz znajdował się w kuchni. Wyrzucając do niego kapcie Arabella dostrzegła kątem oka tabliczkę czekolady leżącą na półce. Ostentacyjnie zamknęła białą pokrywę kosza. Chwyciła czekoladę i kilka sekund później siedziała w swoim żółtym fotelu odłamując kolejne kostki i wrzucając je szybko do buzi. „1, 2, 3, 4” – odliczała radośnie – „Może powinnam sprzedać ten patent amerykańskim komandosom?” – pomyślała z ironią, wkładając sobie kolejną kostkę do ust.

Nagle nerwy łagodnie zaczęły ustępować. Ogarnęło ją błogie rozluźnienie. Do momentu gdy poczuła, że zaczęło ją lekko mdlić. Odłożyła ostatnie kilka kawałków, aby mieć jeszcze trochę sekretnej broni przeciwko niespodziewanym nerwom. Co prawda nie planowała szybko spotkać się z teściową, jednak nie miała złudzeń, że wpomnienia z ostatniej wizyty będą ją jeszcze długo nawiedzać.

*

Mniej więcej 24 godziny później, gdy Arabella znów miała usiąść w swoim żółtym fotelu (o którym naprawdę marzy połowa Polaków) i rozkoszować się kilkoma wolnymi chwilami zadzwonił telefon. Spojrzała na wyświetlacz. Dzwoniła znajoma, która rzadko dzwoni. Tylko dlatego postanowiła odebrać i oddać jej te kilka bezcennych chwil siedzenia w ciszy w żółtym fotelu.

– Cześć – powiedziała Arabella.

– Cześć Wodniku! – powiedziała znajoma z nutką tajemniczości w głosie. – Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!

– Nie mam urodzin – odpowiedziała Arabella zmieszana (zawsze było jej trochę przykro, gdy musiała komuś uświadomić, że się myli).

– Jak to? Mam zapisane w kalendarzu – nalegała znajoma.

– Niestety nie. Urodziłam się 1 kwietnia – powiedziała Arabella, czując jak je przykro, że nie może skłamać, aby koleżanka poczuła się choć trochę lepiej.

– 1 kwietnia? W prima aprilis? Nie żartuj! Jaja sobie robisz! – odparła znajoma zaskoczona.

– Mówisz jak moja babcia. Ona też nie chciała uwierzyć. Ale to prawda. Zapisz sobie w kalendarzu – Arabella definitywnie zakończyła temat. Szybko rozpoczęła nowy wątek (ryzykując kolejne cenne minuty siedzenia w żółtym fotelu w ciszy) pytając – Co słychać?

– U mnie dobrze. A co u Ciebie? – odpowiedziała znajoma, z charakterystyczną pewnością siebie w głosie.

– Ehhh…. odpoczywam po wizycie teściowej – odpowiedziała zrezygnowana Arabella, uświadamiając sobie, że nie ma szczęścia w tej rozmowie.

– No co ty, nie przejmuj się! Było aż tak źle? – znajoma zapytała z prawdziwą troską.

– Niestety tak. Najgorsze jest to, że to nie wina teściowej. Tylko moja. Całe święta chodziłam wku*wiona, bo ona mnie denerwuje. Ale w sumie to nie denerwuje mnie w niczym konkretnym, tylko całą sobą. Może jestem teraz na etapie transformacji i nie potrafię jej zaakceptować. Tego jej światopoglądu. Nie chcę tych jej rad. To mnie tak wkurza! Najgorsze jest to, że nie potrafię już nawet tego ukrywać. Byłam cały czas nerwowa i syczałam na nią. Jednym słowem – zepsułam całe święta. Atmosfera była tak zła, że w pewnym momencie ONA chciała wracać wcześniej do domu. Wiem, że popełniłam błąd zapraszając ją na trzy tygodnie. Dick mi powiedział – sama ją zaprosiłaś – i miał rację. Tylko co miałam zrobić, jak mnie wkurzała? Ehhh…. – Arabella skończyła czując, że opowiadając tę historię niepotrzebnie znów zaczęła robić się nerwowa.

– Rozumiem to. Jak byłam w twoim wieku miałam podobnie. Aż w końcu zrozumiałam, że teściowej nie zmienię. Nie muszę jej tak naprawdę lubić i spędzać z nią wiele czasu. Zaakceptowałam, że tak jest i teraz nie jeżdżę do niej, ani nie zapraszam jej na dłużej niż kilka dni które wiem, że wytrzymam. Zresztą powiem Ci, jak o niej myślę to mi jej szkoda. To jest starsza osoba. Wychowała się w innych czasach. Musiała czasem postępować wbrew sobie. Można zrozumieć jej pewne zachowania. Powiem Ci, że mi nawet jej żal. Biedna jest. Z twoją jest podobnie. Może spojrzysz na to w ten sposób i będzie ci łatwiej? – odpowiedziała znajoma z jak najlepszymi intencjami w głosie.

– Pewnie masz rację – Arabella odpowiedziała z rezygnacją w głosie.

Choć miała świadomość, że słowa koleżanki brzmiały sensownie zupełnie nie potrafiła ich poczuć. Nadal była zdenerwowana na myśl o teściowej i całym tym świątecznym ambarasie. Impulsywnie chwyciła za długopis i małą różową karteczkę post it leżącą na biurku (nagle uświadomiła sobie, że nie siedziała już w żółtym fotelu; musiała jakoś spożytkować powstałą w nerwach energię i doszła w ten sposób do biurka). Zapisała na karteczce: BIEDNA TEŚCIOWA.

Rozmowa trwała jeszcze koło godziny. I choć nie była to godzina spędzona w ciszy, to Arabella nie mogła narzekać na towarzystwo koleżanki.

*

Kilka dni później Arabella leżała w łóżku. O siedzeniu w żółtym fotelu mogła tylko pomarzyć. Dzień wcześniej poczuła nagłe, uporczywe mdłości, które starała się zignorować. Dziś leżała w łóżku z utrzymującymi się ciągle mdłościami, brakiem sił i przyklejoną do siebie spoconą Bułą, która najprawdopodobniej czuła się równie źle, tylko nie potrafiła tego powiedzieć. Zazwyczaj w takich sytuacjach Arabella osiągała maksymalny stan wewnętrznego rozedrgania, a w jej głowie kłębiły się fatalistyczne myśli, które można by podsumować jednym zdaniem: „Już nigdy nie będzie dobrze.” Tym razem była na tyle fizycznie zmęczona, że postanowiła nie dobijać się negatywnymi myślami, które tylko zabierałyby jej niezwykle cenną energię. Nie było to jednak takie proste. Na wszelki wypadek sięgnęła po Kindle, aby poczytać coś, czym mogła zająć myśli.

Jej wybór szybko padł na książkę Glennon Doyle Melton „Wojowniczki”. Arabella poznała Glennon jakiś czas temu, oglądając z nią wywiad na YouTube. Glennon zachwyciła ją wtedy niesamowitą szczerością, odwagą i energią. Podczas tamtej rozmowy Glennon promowała swoją książkę „Love Warrior.” Tę właśnie książkę Arabella miała teraz przed nosem. Mimo mdłości i bólu głowy lektura bardzo ją wciągnęła. Skończyła czytać na fragmencie, który zacytuję poniżej:

„Słowo skrucha irytowało mnie i budziło lęk do czasu, aż zrozumiałam, co naprawdę dla mnie znaczy. Skrucha to magiczna chwila, gdy promień światła znajduje drogę do ciemnego zakątka mojego serca, a ja jestem w stanie wyraźnie zobaczyć, jak uczucie podenerwowania uniemożliwia mi znalezienie spokoju i radości w danej dziedzinie mojego życia.

Maya Angelou oświetliła ciemną część mojego serca, w której przechowuję relacje z moją teściową. W swojej książce Letter to My Daughter Angelou pisze o uroczystej kolacji w domu bardzo bogatego i wytwornego przyjaciela, na której była podczas swojej pierwszej podróży do Senegalu. Gdy zwiedzała dekadencki dom i obserwowała eleganckich gości, zauważyła, że wszyscy ostrożnie stąpali po pięknym, drogim dywanie rozłożonym na środku podłogi, aby go nie zabrudzić. Była zbulwersowana, że jej gospodyni ceniła swoje nabytki bardziej niż wygodę gości. Angelou postanowiła zadziałać: weszła na dywan i kilkakrotnie przeszła po nim w tę i z powrotem. Stojący po bokach goście „nieznacznie się do niej uśmiechnęli”. Angelou odwzajemniła uśmiech, dumna, że dzięki jej odwadze oni także mogą „poczuć się ośmieleni, aby przyznać, że dywany są po to, by po nich chodzić”.

Następnie dołączyła do stojących po bokach gości, trzymając wysoko głowę. Zrobiła to, co należało.

Po kilku minutach przyszli służący, w ciszy zwinęli dywan z podłogi i zastąpili go równie ekstrawaganckim. Następnie na nowym dywanie zaczęli ostrożnie układać talerze, szklanki, wino i miseczki z ryżem i kurczakiem. Gospodyni klasnęła i ogłosiła, że podają ulubione senegalskie danie „dla naszej siostry z Ameryki, Mai Angelou”. Następnie poprosiła wszystkich gości, aby usiedli.Twarz Angelou płonęła.

Chodziła w brudnych butach po obrusie uprzejmej gospodyni. Angelou podsumowała opowiadanie tymi słowami: „W nieznanej sobie kulturze mądrze jest nie proponować żadnych innowacji, sugestii czy lekcji. Najwyższym wyrazem wytworności jest całkowita prostota”.

Gdy wyszłam za Craiga, poznawałam jego rodzinę niczym nieznaną kulturę. Wszystko było inne – komunikacja, uroczystości, pory posiłków i sposoby wyrażania miłości. Nie potrafiłam tego zaakceptować. „Inne” oznaczało dla mnie „niewłaściwe”. Obrażałam się i stale byłam podejrzliwa. Na miliony bardziej lub mniej subtelnych sposobów próbowałam zmienić moich teściów. Sugerowałam nowe tradycje, dawałam rady, wyszukiwałam wady w ich osobowościach, małżeństwie, relacjach z dziećmi i wnukami. Chodziłam w brudnych butach po obrusie mojej teściowej. Tym, który starannie tkała przez kilkadziesiąt lat.

Sądzę, że odmawiając teściowej akceptacji, sprawiałam jej głęboki ból, lecz dała ona Craigowi i mnie przestrzeń na znalezienie własnego rozwiązania. Wycofała się. To musiała być dla niej trudna decyzja. Modlę się, abym nigdy nie musiała takiej podejmować w stosunku do własnego syna, aby moja przyszła synowa była mądrzejsza i milsza, niż ja byłam na początku. Prawdopodobnie będzie jednak taka jak ja. Będzie chciała stworzyć własny wzór tkacki, co może oznaczać, że przez jakiś czas będzie musiała deptać po moim.

Gdy byłam młodą matką i żoną, opracowywanie wzoru pasującego do mnie sprawiało mi trudność. Nauka tkania wymagała ode mnie poświęcenia całej uwagi. Potrzebowałam czasu i przestrzeni, aby ustalić własny rytm i styl, a do tego konieczne było być może odrzucenie przeze mnie starych wzorów.

Prawdziwa skrucha jest nieuporządkowana i wymaga czasu, lecz na tę iskrę światła warto czekać. A gdy jest realna, zostaje. Dziękuję, pani Angelou, za poprowadzenie mnie ku skrusze.”

Cytat z książki Glennon Doyle Melton „Wojowniczki. Jak być nieperfekcyjną i szczęśliwą kobietą.”

*

Następnego dnia rano, odkładając Kindle na półkę Arabella spojrzała na małą różową karteczkę post it z napisem BIEDNA TEŚCIOWA. Westchnęła głęboko. Pomyślała o czekoladzie, ale natychmiast zrobiło jej się niedobrze, bo choć czuła się już lepiej to ciągle ją mdliło.

„Maya Angelou, senegalski dywan, który okazał się obrusem i SKRUCHA.” – pomyślała. Westchnęła bardzo głęboko. Miała świadomość, że w jej przypadku to na pewno nie była jeszcze skrucha. To był dopiero wstyd, przełamany odrobiną ciekawości, która skłaniała ją do pewnych refleksji. Ale był to i tak duży postęp. Do tej pory przecież na samą myśl o teściowej czuła głównie niezrozumiały dla samej siebie stan wewnętrznego wku*wienia.


JEŚLI ZAINTERESOWAŁ CIĘ TEN WĄTEK, TO

polecam Ci serdecznie książkę Glennon Doyle Melton „Wojowniczki. Jak być nieperfekcyjną i szczęśliwą kobietą.”, której bardzo obszerny cytat zamieściłam powyżej (ebook możesz kupić np. TUTAJ)

Jeśli zainteresowała Cię relaksacyjna technika oddechowa, o której wspomniałam na początku tekstu (bo ona istnieje naprawdę, fachowo nazywa się „box breathing” i podobno działa; jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz 😉 ), to polecam Ci TEN ARTYKUŁ. Tekst jest w języku angielskim, dlatego na wszelki wypadek podaję schemat wg którego należy oddychać:

  1. Zrób głęboki wdech (taki aż do przepony) licząc do czterech.
  2. Przytrzymaj powietrze w płuach licząc do czterech.
  3. Zrób głęboki wydech licząc do czterech.
  4. Pozostań bez oddechu licząc do czterech.

Powtarzaj to przynajmniej przez kilka minut.

I daj znać jak Ci poszło. 😉

WŁĄCZ SIĘ DO ROZMOWY! 

Masz swój sposób na teściową? A może nie masz teściowej i uważasz, że to zupełna przesada? Podziel się swoimi refleksjami w komentarzu. Jeśli wolisz bezpośredni kontakt, zawsze możesz do mnie napisać.

CZEKASZ NA KOLEJNY TEKST?

Staram się pisać co tydzień, jednak kolejnego tekstu za tydzień obiecać ci nie mogę. Pewne jest to, że gdy tylko opublikuję następną historię, dam o tym znać wszystkim osobom zapisanym na LISTĘ. A to jest tylko jeden z powodów, dla których warto się zapisać. 😉

OK, ZAPISZ MNIE >>>