Uwaga! Marzenia się spełniają.

z 6 komentarzy

Chodzi mi taka fraza po głowie już od jakiegoś czasu.

Ostatnio przychodzi mi do głowy jakoś częściej. I taka myśl, żeby się z Tobą podzielić tą słodko gorzką refleksją. Bo przecież fraza – marzenia się spełniają – napawa radością i optymizmem.

Czyż nie?

Niby tak. Ciężko przeczyć, że dobrze jest, gdy w życiu materializuje się to, o czym całymi godzinami fantazjowało się. Lecz. No właśnie. Fantazje zawsze wydają się jakieś bardziej kolorowe, w porównaniu z tym, co przynosi życie. Przynajmniej w moim wypadku tak było.

Może dlatego, że mam niesamowicie bujną wyobraźnię? A może dlatego, że mam wielkie oczekiwania?  I jestem dość wymagająca… A może to przez mój wrodzony idealizm, którego mimo wszystko nie mam ochoty się pozbywać (bo moja idealistyczna natura podpowiada mi, że przecież wszystko jest możliwe w swojej najlepszej z możliwych wersji…).

Dlatego też, dodałam słowo – UWAGA! – na początku tekstu. Żeby nie było tak słodko.

 

Uwaga, marzenia się spełniają.

 

W MOIM ŻYCIU WIELE MARZEŃ SIĘ SPEŁNIŁO. 

Marzyłam o tym, żeby schudnąć. No i schudłam.

Marzyłam o wspaniałym mężu i dziecku. No i mam.

Marzyłam o tym, żeby mieszkać nad morzem. No i mieszkałam.

Marzyłam o tym, żeby codzień móc jeść dużo, smacznie i to, na co tylko będę miała ochotę (głównie torty, ciastka z kremem i indyjskie masale). No i jadłam (tylko wtedy znów przytyłam…).

Marzyłam o tym, żeby mieszkać poza Polską. No i mieszkam.

Marzyłam o tym, żeby nie musieć pracować. No i nie muszę.

Marzyłam też o tym, żeby pisać blog. I piszę. 😉

To takie „podstawowe” marzenia. Z kategorii „jak będę już dorosła to bym chciała…”.

Powiesz, że nic nadzwyczajnego (może Ty nie powiesz, ale ktoś pewnie tak powie, albo choć pomyśli i zamknie stronę). Lecz punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zapewniam Cię.

Taka siła marzeń. Że marzymy o tym, czego nam brak. Co nas podnieca. I co nas przyciąga – smakiem, kolorem, obietnicą… Ktoś może nie zrozumieć. A ktoś może zazdrościć. Nie mamy w gruncie rzeczy wpływu na to, co inni pomyślą…

Lecz nagle znalazłam się w ślepym zaułku. Gdy wszystkie moje marzenia po kolei się spełniły, a życie ciągle nie było różowe i idealne zaczęłam się zastawiać – o co chodzi? Dlaczego nie jestem szczęśliwa?

MARZENIA TO TYLKO MARZENIA…

Czy ktoś mnie oszukał na temat dorosłości? Czy marzenia są jak narkotyk – dają szczęście, tylko na chwilę, a potem pozostawiają w szarej i smutnej rzeczywistości, z którą nadal trzeba się zmagać?

Rozmyślałam. Szukałam odpowiedzi.

Mam kilka hipotez.

#1 Marzyłam nie o tym, czego chciałam. 

No nie, bez przesady… Wracam do swojej listy i mogę powiedzieć, że w 100% tego chciałam. Ta hipoteza odpada, jak zasuszony strup ze zbitego kolana.

#2 Może zapomniałam o czymś zamarzyć…

To już bardziej. W sumie, lista jest dość skromna. Przydałoby się jeszcze dodać kilka nowych punktów. Na przykład takich, żeby blog przynosił dochody. I żeby dziecko chciało na codzień współpracować. I może jeszcze to, żeby znów schudnąć, ale jedząc to, co lubię najbardziej i nie wysilając się nadto (a może żeby polubić ten wysiłek – to już chyba lista pobożnych życzeń, a nie marzenia…).

Zresztą, co mi po tym, skoro złapałam się ostatnio na tym, że nieważne, co dobrego mnie w życiu spotkało, bo i tak obciążone to było moim malkontenctwem…

#3 Zapomniałam o wdzięczności. 

Słowo klucz. Zwłaszcza dla tych, zainteresowanych mindfulnessem i samorozwojem. Wszyscy guru i górki pieją o wdzięczności. Kiedyś się z tego śmiałam. Niedawno zrozumiałam. Właśnie w kontekście marzeń. I zakupów. Przy tym dziwnym schemacie, że coś cieszy, póki niezdobyte. A jak już jest przy mnie, to staje się oczywiste. Odkładam na półkę i gonię dalej, za kolejnym marzeniem…

I dlatego teraz staram się być wdzięczna. Choć to nie takie proste, gdy miało się nawyk olewania wszystkiego, co się ma. Ciągłego niedoceniania. Nie delektowania się tym co się ma, ani przez chwilę.

Dlatego teraz staram się zatrzymać. Spojrzeć. Zrozumieć. Być w chwili, kiedy dzieje się to, o czym marzyłam. I dziękować, że było moim udziałem (bo przecież to nie tak, że wszystko zawsze w życiu dostaję na pstryknięcie palcami…).

#4 Marzenia to nie wszystko. 

Marzenie jest trochę jak reklama. Albo ten królik, za którym ciągle biegła Alicja w krainie czarów. Jest marzeniem, póki niezłapane. Kiedy dzieje się, wtedy przestaje być marzeniem, a staje się rzeczywistością. I w tej rzeczywistości może się nagle okazać, że nie smakuje dokładnie tak wspaniale, jak to sobie wyobrażaliśmy. Albo jak inni mówili. A może po prostu nam to akurat nie pasuje? Możliwości jest wiele.

I wtedy ciężko jest winić marzenia… Bo przecież, cóż one winne? I wtedy ciężko jest się obrażać na marzenie. Bo przecież, bez tego fantazjowania o wyidealizowanym celu, życie tak odarte jest z magii. Można przecież przyjąć doświadczenia takie jakimi były w danym momencie. Następnie odhaczyć je na liście marzeń. Mieć tę wielką dumę i satysfakcję, że udało się osiągnąć jakiś cel. I uzupełnić listę o kolejne marzenia.

To jest moja strategia ostatnich miesięcy

MARZENIA SIĘ NIE SPEŁNIAJĄ. MARZENIA SIĘ SPEŁNIA.

To miał być dość optymistyczny tekst. Moja melancholia wynika może z tego, że jestem jeszcze pod wpływem pewnej dość słodko-gorzkiej książki („Budda z przedmieścia” Hanif’a Kureishi, którą bardzo polecam).

Optymizm, który skołonił mnie do napisania tego tego tekstu, wynika przede wszystkim z tego, że ostatnio spełniłam kilka swoich marzeń.

I wiesz, co jest najważniejsze? One się nie spełniły same. To ja je spełniłam. Zadziałałam. I osiągnęłam zamierzony efekt. Nie było tak hop-siup-do przodu, ale zrobiłam to.

Na przykład podcast, który odbył się w zeszłą środę. Bałam się. Przyznam Ci się, że chciałam skapitulować. Szukałam wymówek. Ale w końcu poszło. I wyszło całkiem fajnie. I cieszyłam się chwilą. I jestem zadowolona z efektu (choć mam świadomość, że jest jeszcze spore pole do poprawy różnych elementów, jednak to jest do osiągnięcia). I czuję prawdziwą satysfakcję. Wdzięczność. I polecam Ci ten stan. Kiedy coś się osiąga (nawet jeśli jest co coś małego).

SPEŁNIJ MARZENIE, A MARZENIE SPEŁNI CIEBIE. 

Na początku roku, dołączając do kursu ze storytellingu, przeczytałam książkę Moniki Górskiej pod tytułem: „Spełnij marzenie, a marzenie spełni Ciebie”. Wzruszyła mnie ta książka w wielu momentach. Dodała mi otuchy, bo zrozumiałam, że wiele z nas boryka się na codzień z tymi myślami, które mają na celu głównie przekonanie nas od tego, abyśmy wybrały święty spokój zamiast działania. Sama przez wiele lat tak funkcjonowałam. Zaprowadziło mnie to w odmęty życiowej frustracji, mówiąc tak ogólnie.

Wracając do książki Moniki Górskiej, na koniec zostało ze mną jej główne motto – SPEŁNIJ MARZENIE, A MARZENIE SPEŁNI CIEBIE. Staram się tak działać ostatnio. I testuję, które z moich marzeń były naprawdę moje, które mnie spełniają. A które były tylko kolorowymi opowieściami innych osób.

W związku z tym za tydzień jadę do Poznania na Blog Conference Poznań. Za miesiąc na Open’er festiwal.

I w ogóle myślę, że warto się odważyć. I spełniać swoje marzenia.

Co Ty na to? 

  • Oj warto. Na pewno warto! Ja niestety też czasem mam trochę tak, że jak już się zrealizuje to marzenie, to czuję się dziwnie. Ale lubię się wtedy zatrzymać, nie wiem czy to wdzięczność czy jak to się nazywa, ale sobie pomyśleć, że dałam radę, ja sama. To drugie najczęściej działa na mnie ze 100% siłą.

  • Marzenia się nie spełniają same, chyba że przez przypadek. Marzenia się spełnia 🙂 a jaka satysfakcja jak dokona się tego samemu 🙂
    W pełni racja jak piszesz, że warto być świadomym czy rzeczywiście marzymy o tym, czego chcemy 🙂 o tym, co da nam radość, poczucie spełniania i szczęście 🙂

  • świetny tekst. Szkoda że nie poznałam cię na blog conference poznań 🙂 ale będę na see blogers więc może się uda?

    • Dziękuję za miłe słowa. 🙂 Faktycznie, szkoda, że nie miałyśmy okazji się poznać na BCPoznań. Niestety na see blogers się nie wybiorę. 🙁 Ale myślę sobie, że co „się odwlecze, to nie uciecze” i jeszcze się kiedyś spotkamy. Byłam na Twoim blogu, gratuluję, bardzo mi się podoba! 🙂

      • dziękuję za odwiedziny! tego się trzymajmy – kosmos sprzyja spotkaniom właściwych ludzi we właściwym miejscu i czasie:) pozdrowienia dla Monachium, kiedyś spędziłam tam miesiąc jako wakacyjna au pair i miło je wspominam

        • O tak, podoba mi się to podejście i sama ostatnio tego doświadczam. 🙂 Pozdrawiam z Monachium i jakbyś się wybierała w moje strony to daj znać koniecznie. 🙂