Wyjechać czy zostać?

z Brak komentarzy

Wczoraj wieczorem rozmawiałam z Dickiem o naszej ewentualnej wyprowadzce z Niemiec.

Za oknem był już mrok, w sercu rozczarowanie z powodu przegranego meczu (choć rozum podpowiadał: „A czego się spodziewałaś?”), a na ustach słowa wypowiadane z ogromnym przekonaniem: 

-Tak, zdecydowanie chciałabym wrócić do Polski. Ile można tak jeździć po świecie? Buła niedługo pójdzie do szkoły, musimy gdzieś się zakotwiczyć. Nigdzie nie będzie nam tak dobrze jak w kraju – powiedziałam. 

-Dobrze, możemy o tym pomyśleć – odpowiedział Dick. 

Dziś rano zjadłam ciemny chleb na śniadanie i wysłałam Bułę do przedszkola po kilku dniach przerwy spowodowanej przeziębieniem.

Usiadłam w żółtym fotelu, wystukałam na czerwonym timerze z Ikea – 8 minut – i wcisnęłam START. 

Wzięłam głęboki wdech, a następnie zrobiłam równie głęboki wydech.

Wyobraziłam sobie, jak ciemność wychodzi ze mnie z wydechem, a jasność wypełnia mnie wraz z wdechem. Nagle poczułam się nieswojo. Ciężko było pominąć fakt, że wdech pełen jasności następował zaraz po wydechu pełnym ciemności, która musiała mnie nieustannie otaczać… Zwłaszcza, że zadbałam aby w pokoju nie było przeciągu i mnie nie zawiało… Poczułam niepokój, że zamiast oczyszczać faszeruję się w kółko tą samą ciemnością… 

Zrobiłam kolejny wdech (a może był to już jeden z kolejnych wdechów) i postanowiłam rozluźnić mięśnie karku oraz odpłynąć tym natrętnym myślom. Ujęłam je w piękną chmurkę i wysłałam do odległego pokoju, gdzie zostawiłam uchylone okno. 

Oddychałam spokojnie, miarowo i nagle pojawiła się radosna myśl: „Och, jakbym chciała wyjechać gdzieś daleko… Zamieszkać w ciepłych krajach i przeżyć wiele przygód.” Polubiłam tę myśl, więc ujęłam ją w chmurkę i wysłałam nad moje biurko, aby poczekała aż skończę medytować (czyli nie myśleć) i będę mogła do niej na spokojnie wrócić.

Tak wdychałam i wydychałam powietrze, odsyłając różne myśli raz nad biurko, a raz do sypialni z otwartym oknem. Aż w końcu czerwony timer z Ikea zaczął głośno pikać. Zrobiłam ostatni wdech i poszłam do toalety na kolejnym wydechu. 

Po drodze musiałam spotkać tę myśl o wyjeździe w nieznane, bo patrząc w lustro nagle powiedziałam sama do siebie: 

-Znowu to samo! Kiedy Ty się w końcu na coś zdecydujesz? – po czym dodałam – ale i tak Cię kocham, wiesz o tym przecież? 

 

Grafika z tytułem tekstu Wyjechać czy zostać?

 

Zajęłam się bardziej prozaicznymi sprawami, aż w końcu zgłodniałam.

Zjadłam dwa kawałki sernika i zadowolona, choć trochę senna, postanowiłam sięgnąć po jakąś lekturę. W oko wpadła mi książka, którą dostałam w zeszłym tygodniu od koleżanki, która wraca niebawem na stałe do Polski. Przyznam szczerze, że zaskoczyła mnie tą książką, ale przyjęłam ją z wielkim zaciekawieniem, bo to trochę moje klimaty. To taka książka, którą można czytać kawałkami. „W sam raz na po sernikowy odpoczynek” – pomyślałam.

Usiadałam znów w żółtym fotelu, w którym niedawno robiłam świadome wdechy i wydechy i niczego nieświadoma zaczęłam czytać: 

 

„Jest odwieczną tęsknotą człowieka, żeby się osiedlić wygodnie i urządzić bezpiecznie we własnym domu na stałe. Człowiek chciałby rozbić swoje namioty i na zawsze pozostać tam, gdzie mu się podoba. Ale równocześnie wie on, że tu, na świecie, nie może urządzić się na zawsze. Musi ciągle na nowo przygotowywać się do drogi. Musi znów wyruszać w drogę. (…) 

 

Dopóki jesteśmy w drodze, musimy ciągle na nowo zwijać nasze namioty, aby wyruszyć do nowego kraju. Każde wyjście początkowo wzbudza obawę, bo trzeba zerwać z tym, co dawne, znane, swojskie. A w chwili, gdy zrywamy z przeszłością, nie wiem jeszcze, co mnie spotka. Nieznane rodzi we mnie uczucie lęku. Równocześnie wyruszanie w drogę zawiera w sobie obietnicę czegoś nowego, czego nie było nigdy dotychczas, czego do tej pory nie widziałem. Kto nie wyrusza w drogę ciągle na nowo, tego życie sztywnieje. Co się zmienia, staje się stare i duszne. Nowe możliwości życia pragną się w nas otworzyć. Ale może o nastąpić tylko wtedy, gdy zostaną zburzone stare wzory.” 

cytat z książki: „50 aniołów na cały rok.” Anselm Grun; rozdział 5. Anioł Ruszania w Drogę

 

Masz ochotę o tym pogadać?

Napisz komentarz lub napisz do mnie list.

Chcesz otrzymać powiadomienie o kolejnym tekście?

ZAPISZ SIĘ NA LISTĘ (tu). 

Chcesz się podzielić tym tekstem?

Skorzystaj z poniższych przycisków lub wyślij link do tekstu.