Rozmowa z Poli Palian.

z 4 komentarze

Dziś mam dla Ciebie wywiad, a właściwie rozmowę. 

Prawie trzy miesiące temu zaprosiłam do rozmowy Poli Palian. Po niecałych dwóch miesiącach udało nam się wirtualnie spotkać i porozmawiać. Z ponad godzinnym nagraniem zmagałam się przez kolejny miesiąc. Dziś cieszę się, że w końcu mogę zamieścić ten tekst.

Planowałam rozmawiać o tym, co to znaczy być kobietą świadomą. Już po pierwszym moim zdaniu Poli powiedziała coś tak osobistego, że rozmowa zeszła na własny tor. I zapędziła się w tak odległe zakątki, że nie sposób ująć tematyki jednym zdaniem.

To długa rozmowa. 

 

Poli Palian wywiad

 

Kim jest Poli Palian?

Projektantka mody. Stylistka. Kuratorka sztuki. Artystka. Aktywistka. Matka. Emigrantka. Buddystka.

Na co dzień mieszka w Londynie. Założyła Babski Londyn, organizację, która wspiera kreatywne kobiety w Londynie i Wielkiej Brytanii. Organizując między innymi festiwal sztuk pt. Babski Spęd Arts Festival. Ostatni festiwal zaprezentował w Londynie prace ponad 60 artystów polskiego pochodzenia i zgromadził ponad 300 gościń. Tak gościń, gdyż impreza była tylko dla kobiet.
Kolekcja jej ubrań pt. “Blue Inzo” została zakupiona przez Muzeum Manarat Al Saadiyat, Abu Dhabi i została wystawiona jako część wystawy “Eco Future Exhibition. W jej kreacjach występowały między innymi: Natalia “Natu” Przybysz, Serafina Ogończyk-Mąkowska, Ewa Szlachcic, Julka i Mademoiselle Karen.
W 2016 jako Polish Feminists, organizowała i współorganizowała protesty w Londynie wspierające czarny protest. Między innymi protest 4 października, który zgromadził ponad 300 osób na placu przed Parliament Square w Londynie. Z biegiem lat stała się też specjalistką od social mediów.

Czas na rozmowę.

Arabella:
Witaj Poli. Wiesz, że jeszcze nigdy nie przeprowadzałam wywiadu na żywo.

Poli:
Jestem wyluzowana. Ten wywiad może być codziennie zupełnie inny.

Arabella:
Moją intencją jest, aby przedstawić Cię jako osobę z krwi i kości. Sama często zamiast słuchać, oceniam po „okładce”. Tak było, gdy pierwszy raz Cię poznałam (mam na myśli nietuzinkowy i kolorowy image)… Dlatego tak zależało mi na tym wywiadzie. Chciałabym, aby najpierw był przekaz, a potem „okładka”. Choć nie, żebym nie lubiła Twojej okładki…

Poli:
Ja wiem. Jestem “ofiarą” mojej okładki. Nie ja jako ja, ale to co kobiety widzą we mnie.
Najlepszym przykładem była sytuacja, która miała miejsce bardzo niedawno – na Kongresie Kobiet. Dziewczyny występujące ze mną, które schodziły ze sceny dostawały komplementy. A ja nie. Usłyszałam tylko (to, co często słyszę w takich sytuacjach) – Poli to wiadomo. Tak jest zawsze. Ludzie przyzwyczaili się, że jest Poli i jest show. To jest dla nich oczywiste. A to się przekłada na nasze życie osobiste. Mówię nasze, bo chodzi o mnie i mojego syna. Hugo nie będzie zadowolony, że poruszę ten temat. On cierpi na napady padaczkowe. Nie lubi o tym mówić i nie pozwala mi o tym mówić. Dlatego tylko o tym wspomnę, ponieważ odbiło się to bardzo na naszym życiu prywatnym. To, że jestem uśmiechnięta to jedno. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że my mamy problemy i to jest tylko kwestia tego, jak sobie z nimi radzimy. Dlatego lubię mówić, że jestem chodzącym przykładem tego o czym wykładam i tego czym dzielę się z kobietami. Pomimo przeszkód my dalej wstajemy, wychodzimy do ludzi, uśmiechamy się. Dalej żyjemy i czerpiemy maks z życia. A są takie momenty, że chcesz siedzieć w pokoju i płakać, bo nie wiesz dlaczego to się dzieje.

Arabella:
Dziękuję, że dzielisz się tak osobistą historią. Myślę, że wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Sama dopiero niedawno się o tym dowiedziałam i zastanowiło mnie dlaczego tak rzadko o tym wspominasz. Są osoby „publiczne”, które budują swój przekaz na osobistej tragedii. A Ty to marginalizujesz.

Poli:
Biorę pod uwagę przede wszystkim Hugona. Osobiście bardzo chciałabym więcej o tym mówić. Chociażby w kwestii szukania lekarstwa na to. Nawet nie lekarstwa, tylko tego czegoś, co mogłoby dać ulgę, czyli np. te krople z konopii. Ten aspekt jest mi bardzo bliski. Widzę ludzi, którzy cierpią na takie schorzenia i wiem, jaką ulgę im to przynosi. Jednak jako matka muszę brać pod uwagę Hugona, bo to jest jego prywatność. W tym momencie jestem bardziej mamą niż aktywistką. Muszę brać pod uwagę przede wszystkim to, jak on sobie radzi z tym. Jednak nie nazwałabym tego tragedią. Chciałabym mój głos wykorzystać również w tym temacie. Dla mnie ważna jest sprawiedliwość. Jeśli jest coś dostępne to dlaczego ludzie muszą cierpieć.

Arabella:
Czy dużo zmienia, że nie mieszkacie w Polsce?

Poli:

Bardzo, ale to jest trochę mówienie o jakimś obrazie, który ja mam o Polsce. Nie mieszkam w Polsce od 2008 roku na stałe. Wcześniej, kiedy miałam 18 lat i mieszkałam przez rok w Stanach, mieszkałam w Polsce jak w sypialni. To może jest okropne.
Wracając teraz do Polski na Kongresy Kobiet i poznając niesamowitych ludzi, nie tylko kobiety (śmiech) widzę, że Polska ma potencjał. Ale to nie był potencjał dla mnie. Ja zawsze chciałam mieszkać za granicą. Tak naprawdę zawsze chciałam mieszkać w Londynie. Wg mnie Londyn jest dziś największym polskim miastem w Europie poza Polską. Przyjechałam do Londynu jako ambitna projektantka ubioru. Moje nazwisko – Palian ułatwiło mi to, że nie byłam wsadzana do worka Polaków i Polonii, czego na początku nie brałam zupełnie pod uwagę. Na samym początku nie byłam polonijną działaczką, tak jak teraz mnie znasz. Dopiero w 2012 roku powstał Babski Londyn.
Uznałam, że skoro moje nazwisko obijało się o uszy i zaczęłam być rozpoznawana to zobowiązywało mnie do tego, żeby przypomnieć Polkom, które spotykałam na swojej drodze (a poznawałam ich coraz więcej), że pomimo prac, które one wykonują, niekoniecznie związanych z ich kwalifikacjami mamy swoją tradycję, kulturę i mamy powody, aby być dumne z tego skąd pochodzimy. Nie bez powodu moja pierwsza kolekcja nazywała się HOP SA SA. Uważałam, że my Polacy mamy niesamowity potencjał do pokazania Europie i światu tego, co jest nasze. Przyjechałam do Londynu, by realizować swój sen o byciu pierwszą rozpoznawalną polską Coco Chanel. A potem rzeczywistość trochę to zweryfikowała.

Arabella:
Mówimy o rzeczywistości, ale w kontekście Twojej głebokiej świadomości?

Poli:
Świadomość rosła wprost proporcjonalnie do mojego pobytu w Wielkiej Brytanii. W 2009 roku poznałam ludzi, którzy mnie zafascynowali swoim sposobem bycia i życia. Zastanawiałam się co oni takiego robią, czego ja w swoim życiu nie mam. Dzięki tym ludziom poznałam praktykę buddyjską, która niezmiernie wpłynęła na moje życie. Mam tu na myśli nie tylko pracę, którą wykonuję sama ze sobą, ale także tak zwane dyskusyjne spotkania, w których uczestniczę od lat. Poznaję tam prawdziwą mądrość, opartą na starych pismach, sanskryptach. Tam jest bardzo dużo mądrości. Mogę powiedzieć, że dzięki temu przeżyłam takie odcięcie pępowiny. Od rodziców, od których byłam bardzo uzależniona, ale też od takiej polskości, którą miałam w sobie. Dzięki temu mogłam zdefiniować tę polskość na własną modłę. Do tamtego czasu bardzo borykałam się ze swoją polskością. Mówiąc o sobie niejednokrotnie, że jestem za polska na Londyn i za londyńska na Polskę. I to w pewien sposób zostało, ale zaczęłam widzieć w tym moje piękno i moją unikalność. Ostatnio, jak przyjechałam na Kongres Kobiet do Słupska i rozmawiałam z dziewczynami z Piły, które są moim dużym wsparciem, to śmiałam się, że gdybym mieszkała w Warszawie, to nie byłby już urok Poli. Poli urokiem jest to, że przyjeżdża z Londynu. Mogę przyjeżdżać nawet co dwa tygodnie. Tak jak to było w marcu, gdy byłam w Polsce na dwóch manifach w Łodzi i w Warszawie, a dwa tygodnie później przyleciałam na Kongres Kobiet. Myślę, że to też jest spełnienie mojego marzenia. Dążyłam do tego, aby żyć w takim rozkroku. To jest mój celowy wybór. Ten rozkrok jest niekoniecznie tylko pomiędzy Londynem, a Polską. Przez pewien czas był Cypr. Pomału wchodzę w coś, co myślałam, że da mi moda. Teraz widzę, że praca z kobietami – z Polkami daje mi to, o czym marzyłam. Mi się wydawało, że marzyłam o karierze modowej, a jakbyś zapytała – ale po co Ci ta kariera, to ja chciałam być z ludźmi, żyć w pewien sposób i przede wszystkim podróżować. Tylko nie chodziło mi nigdy o podróże „all inclusive”, gdzie zamykam się w resorcie, bo to nigdy nie miało dla mnie fajnego wyglądu. Zawsze chodziło mi o podróż, podczas której wbijasz się w społeczność. Gdzie goszczą Cię na swojej kanapie. Jesz z nimi, rozmawiasz o ich problemach, oni zabiorą Cię w swoje miejsca, przedstawią Cię swoim znajomym. To jest dla mnie ta podróż, która się najbardziej liczy.

Arabella:
W tym miejscu zapraszam Cię do Monachium, jakbyś chciała mnie odwiedzić.

Poli:
Dziękuję. Z przyjemnością. Koniecznie to musisz napisać, ja to chcę mieć na piśmie. (śmiech)

Arabella:
Czy uważasz, że emigracja i życie poza Polską daje Ci inną perspektywę? I dzięki temu możesz widzieć pewne rzeczy, bo jesteś trochę odcięta od „problemów”?

Poli:
Od problemów nie jestem odcięta wcale ponieważ jestem aktywistką. Bardzo nimi żyję. Mam wnikliwą analizę polskości ze względu na to, że od 2012 roku żyję Polonią londyńską. To jest tak, jakbyś zmniejszyła cały rozmiar Polski do jednego miasta. To jest przekrój wszystkich ludzi. Od kobiet, które przyjeżdżają tutaj jako żony facetów, którzy zarabiają na budowach, do kobiet, które zarabiają po kilkanaście i kilkadziesiąt tysięcy funtów jako menedżerki.To nie jest tak, że my bierzemy paszport i walizkę i zostawiamy Polskę za sobą. Jest też powód dla którego pracuję z Polonią. Jestem dwujęzyczna i mogłabym zarabiać dużo lepsze pieniądze pracując z Brytyjkami. I przez jakiś czas pracowałam z Brytyjkami. To było tak lekkie i przyjemne (śmiech), że może nie widziałam tam za dużo ambicji dla siebie. Myślę, że z całą miłością i szacunkiem, jak patrzę na kobiety z którymi pracuję z Polski, wychowane w Polsce, na tradycjach polskości widzę ogromny wpływ kościoła katolickiego, który niestety dziewczyny wychowuje inaczej niż chłopców. Mówię tutaj przede wszystkim o poczuciu winy. Po prostu widzę siebie sprzed tego 2008/2009 roku i chcę im pokazać, że da się inaczej żyć. Coś w czym byłam zagubiona (tu muszę wrócić do tego, o czym już rozmawiałyśmy) – moja polskość – teraz adaptowałam ją na swoją modłę. Zwłaszcza w zeszłym roku, gdy zaczęły się wszystkie afery wieszakowe, jak ja to nazywam, na czele z ustawą antyaborcyjną. Jako artystka zrobiłam swoje video performance gdzie wzięłam wieszak i flagę z godłem. Powiedziałam – ta flaga jest tak samo moja jak twoja. Chodziło mi o to, że ONRowcy, bezwstydnie używają naszych symboli narodowych. Powiedziałam – Koniec z tym! Ta flaga jest moja i zrobię z tym jeszcze większy show. Dam ludziom tym tak w twarz.

To, jakie ludzie mają stereotypy o Polkach i Polakach to jest jedno. Chciałam powiedzieć światu, że Polki też mają inne twarze. Tak samo jak jest w feminizmie. Uważam, że jestem odpowiedzialna za to, że jestem feministką i za to, żeby mówić głośno o tym. Chcę pokazać, że feminizm też ma różne twarze. Myślę, że ten aspekt jest bardzo ważny. Zwłaszcza teraz, gdy jest bardzo mocno w nas wsadzane jak Polak lub Polka powinna wyglądać, jak się powinna zachowywać. W ogóle, to „powinno” – to oczekiwanie. Myślę, że jest bardzo duża różnica pomiędzy tym, jak się żyje w Londynie, gdzie jest naprawdę wolność ekspresji, a tym co jest w Polsce. To, że każdemu się wydaje, że jak jest się już mamą to ma się pewne obowiązki i powinno się w pewien sposób wyglądać. I jak jest się kobietą w pewnym wieku, to powinno się w pewien sposób ubierać. To są dla mnie za każdym razem kajdany. Na przykład teraz gdy przyjechałam do Polski był taki moment po Kongresie Kobiet, kiedy byłyśmy z dziewczynami w sklepie. Gdy usłyszałam co piękne kobiety podczas przymierzania ubrań mówią do siebie, na przykład takie zdania, jak – to jest za krótkie, a w moim wieku już nie wypada. Wracamy do tego, że praca na świadomości, na pewności siebie i odkryciu piękna w sobie to odpowiedzialność, żeby być taką jaką chce się być. Nie taką jaką determinuje mnie społeczeństwo, albo moi rodzice, albo mój partner / partnerka albo nawet moje dzieci. Mój nastoletni syn mi pokazuje, że nasze dzieci też mają jakiś obraz tego, jakie my “powinnyśmy” być.

Arabella:
Czy jest tak, że kiedy sami pozwalamy sobie na bycie sobą, to pozwalamy też innym na bycie sobą?

Poli:
Absolutnie tak. W Stanach mówi się, że Twoja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się moja. Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że jeżeli żyjesz z „uśpionymi buddami”, to często się zdarza, że ci ludzie działają na zasadzie – dasz im palec, a wezmą całą rękę. Ty możesz wiedzieć, gdzie jest Twoja wolność, a oni będą jej nadużywać. Dlatego ludzie bardzo różnie działają, kiedy osiągają pewien stopień oświecenia – świadomości. Znam dużo osób, które wykluczają się ze społeczeństwa, bo uważają, że to jest ok. Ja uważam, że masz obowiązek wyjść do ludzi i pokazywać. To jest bardzo, bardzo trudne, i może dlatego bardzo dużo ludzi celowo wybiera wyjście z takiej interakcji. To jest mniej więcej to z czym ja się borykam teraz. Muszę non stop udowadniać, że jestem kim jestem i to jest ok. A to jest męczące i to wyciąga bardzo dużo energii.
To nie jest tak, że ja czuję ten obowiązek i dlatego muszę. To jest właśnie ta misja mentoringu. Ja po prostu chcę, żeby ludziom było lepiej i chcę im pokazać wolność, która w tym jest. Ale zanim ludzie pozwolą temu działać w sobie, może mnie spotkać dużo przykrości. Więc nie potępiam ludzi, którzy decydują aby nie pokazywać tej świadomej strony. Dlatego, że właśnie jak często słyszę – “a Poli to wiadomo” – nie to nie wiadomo! Bo ty nie wiesz, ile mnie kosztuje, żeby być sobą. To jest nieustanna praca. To nie jest tak, że liznęłam świadomość i osiadłam na laurach. To jest nieustanne grzebanie. Myślę, że jeśli Twój mentor lub mentorka nie szukają w sobie lub nie zgłębiają tych rzeczy, z którymi borykamy się to czas szukać kogoś innego. To jest nieustanna szkoła. Taka szkoła życia bez wakacji. Nie ma dyplomów i dwóch miesięcy przerwy. Jest praca z dnia na dzień. Odrabiasz zadanie i dostajesz od wszechświata kolejne. Chyba aż do osiągnięcia perfekcji? Ale perfekcja pojawia się chyba dopiero w momencie, gdy umieramy? (śmiech)

 

Poli Palian Kobieta świadoma

 

Arabella:
Dobra. To teraz coś pozytywnego. (śmiech)

Poli.
A to nie było pozytywne? (śmiech)

Arabella:
Z jednej strony obalasz mit, że są łatwe środki do bycia „na wiecznym haju” i życia z wiecznym uśmiechem, jako kobieta świadoma. Ale z drugiej strony pokazujesz, że to pole wolności daje…

Poli:
Wolność jest szczęściem. Nie mieszajmy dwóch aspektów. To, że jest trudno, nie znaczy, że ja nie jestem szczęśliwa. Wręcz przeciwnie. Aż teraz mam ciarki na plecach jak to tym mówię. Potrafię sobie usiąść na d*pie, w jakimkolwiek miejscu i momencie, gdzie dzieje się moje życie, czy to jest samolot, czy to jest konferencja i chwilę temu przemówiłam albo właśnie będę przemawiać. Patrzę koło kogo siedzę. Albo poznaję nowe kobiety, które widziały mnie na scenie, albo widziały moje wideo. One podbiegają do mnie i zaczynają mówić z takim podekscytowaniem. To są moje momenty, kiedy chcę zrobić – dziękuję. Często robię ten gest dziękczynny. To jest bardzo duże szczęście. Tak jak mówię z jednej strony nie ma wakacji, ale zawsze mogę usiąść i zobaczyć, że żyję życiem, które sobie wymarzyłam. W zasadzie nawet nie wymarzyłam, bo przez długi czas byłam tak zamknięta w opcji mody. Nigdy wcześniej bym nie powiedziała, że będę robić to co teraz robię. Świadomość tego, otwarcie się na to i wyjście spoza schematu – co ja sądzę na swój temat. Czyli nie tylko to, co ludzie sądzą na mój temat. Wyjście z tego, że skoro już wybrałam tę karierę, to już nic nie mogę zmienić. Najpierw wybrałam modę. Mam też drugi zawód. Jestem menagerką sztuki. Mam kwalifikacje, robię i kuratoruję wystawy oraz sama tworzę sztukę. Ważne jest, żeby wyjść do ludzi. Dlaczego ja mam być osobą jednej branży? Teraz jestem mentorką kobiet. Nie wiem czy będę robić to jeszcze tydzień, dwa miesiące czy do końca życia. Czy będzie następna rzecz? Może rzucę wszystko i zostanę panią domu i mój dom będzie moją twierdzą? I jeżeli tylko będę w tym szczęśliwa i spełniona to też będzie OK. Nie każdy musi być show i ja też nie muszę być show. Na chwilę obecną, tu i teraz mi się ta rzeczywistość podoba. Nie jestem do niej zmuszona. Codziennie się zastanawiam. Tak jak na przykład dziś z tą rozmową. Mogłam przełożyć ten wywiad, ale zapytałam siebie – jak mi jest z tym (tak jak Kasia Brzychcy zawsze mówi) lekko czy ciężko? Lekko. Chcę się spotkać z Arabellą i pogadać. Wprost proporcjonalnie do pogłębiania się świadomości presja wypełniania czyichś oczekiwań jest coraz mniejsza. Nawet swoich oczekiwań. To jest fenomenalne. W tym jest niesamowita wolność. Tego każdemu życzę.

Arabella
Dajesz teraz lekcje i to za free. Jesteś w tym szczera i autentyczna.

Poli:
Ten aspekt za free jest bardzo ważny.

Arabella:
Mówię w tym momencie, że to jest taka „próbka”, bo jest to część Twojej pracy.

Poli:
To nie jest to. Tu poruszamy bardzo trudny motyw. Nie jestem coach’ką i nie wiem dużo o tym. Broniłam się rękami i nogami przed tym stwierdzeniem. Znam osoby, które są wykwalifikowane w tym temacie. Wydają bardzo dużo pieniędzy na szkolenia itd. Ja już wcześniej wiedziałam, że ze względu na moją ekspresję i na to, że lubię mówić i podobno umiem mówić i mam nadzieję, że za tym jakaś mądrość przechodzi przez to moje gadanie, to nie jest moja praca. Moją pracą jest życie i spełnianie siebie. To nawet nie jest praca od 8 do 17tej.
To co robię teraz z kobietami to jest bardziej powołanie. A ja się z tego utrzymuję, a jak się z tego utrzymuję, to już jest niczyj biznes, bo nikt mi nie powinien wchodzić na konto bankowe i vice versa. U mnie nie ma czegoś za free. To nie jest tak, że ja potrafię rozmawiać z Tobą, lecz pewnych rzeczy Ci nie powiem, bo zostawię je na warsztat. Ja tak nie umiem. Jak zaczęłam robić wykłady to się zastanawiałam – jak to się robi, żeby nie dawać wszystkiego za free? Jestem też marketingowcem – pierwsze moje studia to były studia ekonomiczne. Pracowałam też jako menagerka i sprzedawałam usługi finansowe. Jest we mnie ta ekonomistka. Ale praca ze świadomością wymaga nowego podejścia do ekonomii. To nie jest zarabianie na tym, że Ty jesteś osobą świadomą i dzielisz się swoimi doświadczeniami. Dla mnie to jest sposób życia. Cały czas mi dzwoni w głowie ten wyraz po angielsku „preacher”. Czyli osoba, która gada właściwie z ambony. Uwierz mi, że jak robię wykład, albo jak teraz z Tobą gadam, ale podłączę się nie do mózgu, nie do ego. i nie do tego jak ja chcę wyglądać w tym wywiadzie i na jaką osobę chcę wyjść. Tylko podłączam się do mądrości, która jest „w powietrzu” i do której każdy może się podłączyć. Wtedy wchodzę w tzw. flow. I to idzie. Nie ma czy to jest za kasę czy to nie jest za kasę. Zawsze wchodzę w wywiady, warsztaty, wykłady, mówiąc sobie (to od pewnego czasu, bo wcześniej wychodziłam z ego) żeby w tym, co powiem, osoba, która tam słucha i siedzi usłyszała właśnie to, co jest jej w danym momencie potrzebne. Nie ważne czy to będzie jedna osoba, dwadzieścia, sześćdziesiąt, czy trzysta osób, nie co Palian jej powie, tylko to, co ta osoba w tym momencie potrzebuje. Czy to będzie wyraz, zdanie, czy to będzie cały wykład, to nie jest moja sprawa. Ja nie jestem nauczycielką, która robi sprawdzian i pod koniec daję ocenę. Moje zadanie to jest „plant the seed” czyli dać ziarenko świadomości. A to kto co z tym zrobi i czy to będzie w tym życiu, czy za pięć, dziesięć, dwadzieścia lat, czy w następnym życiu, to też nie jest dla mnie do ocenienia. To jest bardzo trudny aspekt i tutaj ta ekonomistka we mnie mogłaby mnie bardzo skarcić. Ale w pewnym momencie musiałam usiąść sama ze sobą. Tak samo, jak teraz pracuję z dziewczynami nad „Podróże w głąb siebie” one znają moje podejście. Zresztą, my jesteśmy w tym wszystkie marketingowcami. Ale też zdałyśmy sobie sprawę z tego, że tylko dlatego, że wiemy jak sprzedawać i znamy techniki my ich świadomie nie będziemy wykorzystywać. Bo nie będziemy napędzać sobie kieszeni jakimiś trikami. To jest niezmiernie ważne. I dlatego w nowym systemie ekonomicznym, który ja sobie zaczynam wyobrażać w głowie najważniejsze jest sumienie. A potem istotne jest to, że to co oferuję, czyli serwis (bo tak to nazwijmy ekonomicznie) dla kobiet, z którymi pracuję, a w przyszłości mam nadzieję, że też mężczyzn, ma na celu przede wszystkim ich dobro. I z tego, że im jest lepiej, ja będę mogła się utrzymać. To jest abstrakcja, mogłoby się wydawać. Ale jeśli mogę żyć, podróżując po Europie, a mam nadzieję, że w przyszłości też po świecie i mam z tego utrzymanie, żyję w pięknym miejscu w Londynie i moje dziecko ma co potrzebuje i ja mam co chcę (wiesz, zawsze można chcieć w życiu więcej), ale to docenienie tego jak jest to podstawa. Jedno musi być jasne. Na początku tego roku, musiałam podjąć decyzję, która była dla mnie bardzo trudna. Której nie podjęłam kilka lat temu, kiedy zaczęłam być menagerką sztuki i animatorką kultury. Teraz podjęłam decyzję o odłożeniu mody. To było niezmiernie trudne, pożegnanie się z tak integralną częścią mnie. Musiałam to zrobić, bo wiedziałam, że to czym zajmuję się teraz wymaga mojej pełnej uwagi. Jako świadoma mama, zdaję sobie sprawę z tego, że jak bardzo bym się starała, doba ma tylko 24 godziny. Lubię być w domu z moim synem. Wiedziałam też z doświadczenia tych kilkunastu lat pracy w modzie z jakimi wymaganiami czasowymi to się wiąże. Powiedzmy sobie szczerze, że ekonomicznie moda nie dała mi tego spełnienia. Natomiast to, co mi dała praca z kobietami, to świadomość, że tylko ubierając kobiety nie dam im tego, co chcę im dać. Tej pewności siebie. I dlatego moda była moją nauczycielką i pokazała mi, że muszę zostawić „szmatki” i zająć się tym, co jest w środku, a potem znów możemy pobawić się w „szmatki”. Teraz mówię „szmatki”, ale dla mnie to jest bardzo poważna rzecz. Mam bardzo duży szacunek do tego, bo jesteśmy swoją chodzącą wizytówką. Nie tylko swojego biznesu, ale też tego kim jesteśmy i jakie jesteśmy. Więc bardzo ufam, ale nie modzie takiej jak idziesz do sklepu i kupujesz coś z Zary, tylko kwintesencji tego jak się ubierasz i jak się nosisz. Dla mnie zawsze było ważniejsze, aby poznać kobietę, z którą pracowałam, zanim byłam jej stylistką, personal shopper czy projektantką. Dla mnie to poznanie jest bardzo ważne. Ja nie ściemniam mówiąc POZNAĆ – ZAAKCEPTOWAĆ – POKOCHAĆ SIEBIE, ale też innych. Dobrać komuś stylizację, to nie jest problem. Większość programów telewizyjnych jest oparta na przebieraniu ludzi. Tam nie ma czasu i pracy nad tym, żeby osobę poznać. Dlatego ta osoba wraca do domu i wraca też do swoich starych stylów, fryzury i ciuchów. Dlaczego? Ponieważ to nie jest jej. Więc w tym momencie ja naprawdę odłożyłam to kompletnie. I była kwestia zaufania. Bo to ego determinuje skąd ma przychodzić do nas kasa. Ale to już jest inna sprawa.
Pracowałam w biurach i robiłam inne rzeczy. Zaufać sobie to jest potwierdzenie tego, że dostaniesz nagrodę od wszechświata za to, że wypełniasz swoją misję i że podjęłaś się tego niezmiernie trudnego zadania bycia sobą, taką jaka jesteś. I w tym momencie wszechświat (i to może być abstrakcja, dla osób, które to czytają, ale niech to przeczytają), w tym momencie dostajesz nagrodę za to, że żyjesz. Masz na utrzymanie. Ale jak już te środki przychodzą… To, że nie przychodzą od jednego pracodawcy czy to sprawia, że są mniej wartościowe? To znowu jest kwestia wolności. Mówisz – Wszechświat słuchaj, jak chcę w to iść, a wszechświat mówi – No tak, to jest Twoje powołanie. Proszę. To jest niezmiernie trudne. I to nie zawsze działa. Jak mi topnieją środki na koncie to wtedy jest myśl, że może roześlę gdzieś cv. (śmiech) A potem sobie mówię, nie. Ja tutaj coś tworzę. I nikt mi nie da takich zarobków, jak ja chcę za to, co chcę robić. Praca w pewnym momencie to jest niewolnictwo. Ty wywiązujesz się z czegoś. Ktoś Ci płaci za jakieś ramy, które możesz wypełnić. Powtarzam to, choć to się ludziom nie podoba. Ale mówię dużo rzeczy, które ludziom się nie podobają. Praca nigdy nie spełni Twojego potencjału. A nasz największy obowiązek tu i teraz na tej ziemi, to jest wypełnić swoją misję i swój potencjał. Napisałam na ten temat artykuł, który dzieli robotę, pracę i powołanie.Myślę, że zwłaszcza na emigracji, tak jak napisałam, wpadamy w taką robotę, która będzie nam płacić. A potem z tej roboty jest niezmiernie trudno przejść do pracy. Czegoś, co spełnia nasze kwalifikacje. I możemy tam utkwić w pewnym momencie. To co robię z Babskim Londynem. Wystawy na które zapraszam nawet amatorki, ale zapraszam też dziewczyny, które pracują w innych dziedzinach i odłożyły swoją kreatywność na półkę, czy do szuflady. To jest przypomnienie im o talentach i przypomnienie im o tym, że nieważne, że jest ileś tam milionów innych fotografek czy malarek. Tylko ich spojrzenie jest ich spojrzeniem. To jest dla mnie najważniejsze. Dla mnie kreatywność i wyrażanie siebie jest ważniejsze, niż produkt ich kreatywności.

Poli Palian na Kongresie Kobiet
Wystąpienie Poli Palian podczas Kongresu Kobiet. Fot. Marek Ryćko

 

Arabella:
Mam jeszcze dwa tematy. Pierwszy to Babski Londyn. Dla mnie to jest dowód na to, że zaczęłaś kreować swoją rzeczywistość. Znam wiele emigrantek (i sama mieszkając w Dublinie, byłam taką emigrantką), które „zamykają się” w domach. Nie znając ludzi w nowym miejscu, łatwo jest utknąć i czekać, aż coś się nagle pojawi. Z drugiej strony, sama wiem, że ludzie sami do Ciebie nie przyjdą, jeśli nie wyjdziesz z domu.

Poli:
To było w drugą stronę. Babski Londyn był dla takich osób, o których Ty mówisz. Ja wychodziłam, bo wtedy pracowałam w modzie i byłam bardzo aktywną osobą. Zaczęłam kreować swoją rzeczywistość w momencie, kiedy spakowałam siebie i dziecko i przyjechałam do Londynu. Byłam tutaj sama. Miałam internet. I dzięki internetowi (jestem specjalistką od mediów społecznościowych), facebookowi i innym platformom stworzyłam markę Paulina Palian. Przez to, że stworzyłam swoją markę zaczęłam być rozpoznawana. Wtedy zaczęły odzywać się do mnie kobiety, które siedziały (za przeproszeniem) na d*pie i nie wiedziały co ze sobą zrobić. Babski Londyn było odpowiedzią na wołanie kobiet o inspirację. Powstał jako chęć stworzenia platformy dla kobiet, które będą się nawzajem inspirować. Poznałam dzięki temu wiele fantastycznych, wspierających się kobiet. Bardzo ważnym elementem Babskiego Londynu było to, że Hugo usłyszał kiedyś w szkole, że jest debilem, tak jak każdy Polak. Usłyszał to od chłopca, gdy mieli po 7 czy 8 lat. Ten chłopiec tak nie uważał, przyniósł to z domu. Mój syn miał bardzo dużą identyfikację z tym, że jego mama jest osobą kreatywną, jest ambitna itd. Ale nie miał identyfikacji narodowej. Z tą identyfikacją narodową, wejdę trochę na chwilę w inny temat, bo nie chcę być tutaj takim lewakiem narodowcem. W świadomości ani płeć, ani narodowość nie są ważne. Czasami, jako osoba, która zgłębia tę wiedzę, mam problem, że koncentruję się tylko na kobietach. I mam problem, że koncentruję się tylko na tej narodowości. Ale tak sobie to usprawiedliwiam sama przed sobą, że taka jest potrzeba tego matrixu. Dopóki kobiety, Polki nie będą znały swojej wartości, dopóki będzie taka niesprawiedliwość jeżeli chodzi o płace, o równouprawnienie, o inne rzeczy. Nie tylko Polek, bo działam też z feministycznymi grupami w Wielkiej Brytanii. Dopóty będę robić to co robię dla tej płci i dla tej narodowości przede wszystkim. Chcę, żeby to było jasne, że ani to skąd jestem, ani jaką mam płeć, ani jak mam na imię, ani czym się zajmuję, to wszystko jest nieważne. Z drugiej strony jest to bardzo ważne, bo żyjemy tu i teraz w tym matrixie. Ale bawmy się tym matrixem. To już nie jest kwestia tego, że tworzę swoją rzeczywistość. W tym momencie jestem na etapie bawienia się swoją rzeczywistością. Tworzę siebie w taki sposób, żeby było fajnie, lekko. Te wszystkie walki, które staczam… Często zastanawiam się, czy one muszą być takie smutne? Czemu nie możemy mieć rewolucji, która jest oparta na miłości i radości? Ja chyba mam dużą hippiskę w sobie (śmiech), ale ja to tak szczerze mówię. I może dlatego wybrałam sztukę i kreatywność. Bo one są takie radosne. Widzisz to?

Arabella:
Widzę. Maluje mi się w głowie taki obraz, jak o tym opowiadasz, że z jednej strony bardzo dobrze wiesz, na dzisiaj, kim jesteś i co jest dla Ciebie najważniejsze. Dzięki temu z całego matrixu możesz odrzucić to, co totalnie nie jest Twoje. Ale też bardzo dobrze znasz zasady gry i nie jesteś naiwna.

Poli:
Dziękuję Ci bardzo. Sama lepiej bym tego nie ujęła. (uśmiech)

Arabella:

Na koniec chciałabym poruszyć jeszcze temat, który pojawił się zanim zgodziłaś się na wywiad. Powiedziałaś mi, że nie lubisz udzielać wywiadów, ponieważ pokazują coś na dany moment. A my cały czas się zmieniamy. Czyli dziś podpiszesz się pod jakimiś słowami, które za jakiś czas niekoniecznie mogą być aktualne.

Poli:
To jest jeszcze trochę inaczej. W międzyczasie zaczęłam patrzeć na to, jak na taki pamiętnik. Ale wcześniej, kiedy pracowałam w modzie i zaczęłam pracować w sztuce moje zdania o polskości i o kobietach były wyciągane z kontekstu i to nie było dla mnie OK. Łatwo jest przez media i słowo pisane zrobić z kogoś wariata. Media się tym w jakiś sposób żywią. Jak byłam na Cyprze, dostałam zaproszenie od Newsweek Polska do wywiadu o Polakach którzy odnieśli sukces w Wielkiej Brytanii. Nikt nie mógł zrozumieć dlaczego powiedziałam nie. Zrobiłam to bardzo świadomie. Dlatego, że takie słowo jak sukces bardzo zobowiązuje. Nie zaufałam tamtemu procesowi na tyle, żeby wejść w to. Jeżeli myślimy o sukcesie, jako o sukcesie finansowym to bardzo łatwo jest powiedzieć – no ale Palian, co Ty… Mam tego świadomość. Dla mnie sukcesem jest żyć tak jak chcę, gdzie chcę i z kim chcę. To jest dla mnie sukces.

Arabella:
I chyba tym najbardziej wkurzasz ludzi w Polsce?

Poli:
Chyba tak. Nie tylko w Polsce. W Londynie też. Jestem taką solą w oku. Będąc taką wrażliwą osobą, jaką jestem to nie jest fajne. Każdy lubi być lubiany. Ale właśnie świadomość zobowiązuje mnie do tego żebym była szczera i żebym była sobą. I to jest ważniejsze niż to, żebym była lubiana. Zauważyłam, że nigdy dotąd nie byłam tak akceptowana i w modzie nie doszłam do rzeczy, która mam teraz. A teraz jestem bardziej sobą niż byłam wtedy. Często przypomina mi się „Ferdydukre” i ten fragment: „Poza! Poza! Poza!”. Cały czas zastanawiam się, kiedy pozuję, a kiedy nie pozuję. Na przykład taka jaka jestem teraz – to jestem ja. Ale taka jaka jestem na scenie, to też jestem ja. I jedna od drugiej są tak zależne i tak integralne, że mnie by nie było, gdybym nie mogła być tymi wszystkimi twarzami, które tworzę. Taki kameleon. Papuga. Taka prawdziwa zabawa tym, co jest przede mną.
Arabella:
Sama zauważam myśli, do których przez lata byłam przyzwyczajona, że najważniejsze jest, aby zdefiniować się, kim się jest. Żeby to było w końcu stałe i pewne. Żebym wiedziała, czy ja jestem matką, czy ja jestem pracownicą korporacji. Czy ja jestem posiadaczką mercedesa…

Poli:
Tak. A tu jest kwestia – masz wiele talentów, budzisz się rano i projektujesz (celowo używam tego wyrazu) projektujesz siebie od nowa. Nikt nie jest w stanie determinować tego kim jesteś. Nawet Ty sama. Tylko dlatego, że wczoraj podjęłaś jakąś decyzję. Kim my byłyśmy, jak wybierałyśmy kierunek studiów? Dlaczego mamy odpowiadać za to, co zrobiłyśmy tak dawno temu. Oczywiście są konsekwencje. Natomiast codziennie możesz wybierać. Tak samo, jak codziennie wybierasz i zastanawiasz się jaki będziesz miała dzisiaj dzień. Możesz to robić w każdej minucie. Nawet w momencie, kiedy wchodzisz z kimś w dyskusję i czujesz, że zaczyna się konflikt to świadomie decydujesz, w którą stronę pójdziesz. Natomiast zawsze masz być szczera sama ze sobą. Taka jaka jesteś w tym momencie. Nie taka, jaka byłaś wczoraj, nie taka, jaka byłaś pięć minut temu. Jak Cię coś wkur*ia, to powiedz, że Cię coś wkur*ia. Jak się z czegoś cieszysz, to uśmiechnij się i powiedź, że jest zaje**ście.

Poli Palian Podróże w głąb siebie
Poli Palian podczas zajęć jogi prowadzonych w ramach Holistycznego dnia kobiet w Londynie (Podróże w głąb siebie).

 

Arabella:
Powiedz mi jeszcze, jakie masz kolejne projekty w planach?

Poli:
Chodzi mi po głowie tournee poza Londynem. Babski Londyn musi wyjechać z Londynu. Myślę, że tak jak latam często do Polski, to pojechałabym do Wielkiej Brytanii i popracowała z Polonią w innych miejscach. Na pewno też jeszcze większa działalność internetowa. 11 kwietnia zrobiłam mój pierwszy osobisty webinar dla zamkniętej grupy świadomych kobiet, albo poszukujących świadomości, pod hasłem: „Nie siedź w kącie, bo Cię nie znajdą” .
Piszę książkę, pod takim samym tytułem. To jest też hasło, które wykrzyczałam do dziewczyn na Parlament’s Square 4 października, kiedy robiłyśmy czarny protest w Londynie i to jest coś, co jest bardzo bliskie mojemu sercu. Myślę, że byłyśmy wychowane w tym siedzeniu w kącie, a ja namawiam, żebyśmy przestały i żebyśmy nie wstydziły się być tym, kim jesteśmy, kim mamy obowiązek być. Mocno zastanawiam się nad pracą z mężczyznami. Chciałabym im wyjaśnić nad czym pracuję z kobietami. Żeby nie było tak, że kobiety, z którymi pracuję nagle wracają do tego „piekiełka”, które zostawiły i muszą się z tym wszystkim same borykać. Często one same nie potrafią, bo są nadal w procesie i nie potrafią tego omówić. Mam taki ambitny plan, aby zobaczyć, czy w ogóle są mężczyźni otwarci na taki proces i taką współpracę? A jeżeli są to chciałabym robić dokładnie taki sam proces, ale opowiadając o kobietach i o tym nad czym pracujemy, ucząc ich jak oni mogą sobie z tym radzić
Oprócz tego 7 maja spotykamy się w Danii na kobiecej majówce . Gości nas Katarzyna Brzychcy z Emigracja Jest Kobietą. To robimy jako Podróże W głąb Siebie . Przyjeżdżam ja z Londynu i Joanna Niedźwiedzka z Majorki.
I oczywiście nasze ukochane dziecko czyli Odnajdziesz siebie na Majorce . To będzie 6 dni mega głębokiej pracy. To jest głębszy proces. Zamykamy się w przepięknej willi San Drago na Majorce. Mówię „zamykamy się”, ale tam jest taki sad, że wszystkie będziemy miały bardzo dużo przestrzeni. Mam nadzieję, że w grupie 15 kobiet będziemy pracować na żywiołach, które są w nas i wokół nas. To jest warsztat holistycznej przemiany i nazywa się „Odnajdziesz Siebie na Majorce” od 22 do 28 czerwca. To są plany tak na już.

Arabella:
Czyli takie spa dla ciała i duszy?

Poli:
Jak to mówi Joanna Niedźwiedzka, razem dajemy Ci wszystko. Masz coaching, czyli podejście biznesowe, ale oparte o świadomość. Tym zajmuje się Katarzyna Brzychcy. Masz mentoring, czym zajmuję się ja. Masz jogę i uważność (czyli mindfulness) prowadzone przez Joasię Niedźwiedzką, którą niedawno gościłam w Londynie. Wiedziałam, że ludzie się w niej zakochają. To nie jest joga komercyjna. To jest joga oparta na byciu i życiu jogą. Oddychanie, poruszanie się, to jak jesz. To jest pełna świadomość. Nawet ten coaching, o którym wspomniałam wcześniej, Dlaczego pracuję właśnie z Kasią? To jest tak świadoma kobieta, która bardzo uważnie używa narzędzi coachingowych nie robiąc krzywdy, nie ściemniając, pracując na tym celu, którym jest dobro kobiety. Jest jeszcze Kuba, który jeździ z nami i gotuje. Rano wstajemy i dostajemy śniadanie. Potem ćwiczymy. Wracamy i cała kuchnia już pachnie. Ten wyjazd to jest nasze dziecko. Zapraszamy kobiety do kontaktu jeżeli czują, że bardzo chcą tam z nami być i wziąć udział w tym procesie, a kwestia finansowa mogłaby być wymówką. Jestem bardzo surowa w tym temacie. Uważam, że to jest wymówka, jeśli ktoś mówi – taka cena. Uważam, że zasługujesz na każdą cenę. Jeżeli w tym matrixie czujesz, że Cię na to nie stać, ale chcesz jechać, porozmawiaj z nami. W tym roku postanowiłyśmy dać możliwość rozłożenia płatności na raty, które płaci się nie tylko przed, ale także po wyjeździe. Robimy wszystko co w naszej mocy, aby pokazać dziewczynom, które chcą wziąć w tym udział, że kasa jest w tym wypadku tylko częścią sabotażu i wymówką. Na dobrą sprawę jesteś sobie to winna.

Arabella:
Dziękuję Ci bardzo za tę rozmowę. Jak wiesz, cały mój plan wywiadu, który spisałam jakieś dwa miesiące temu upadł, ale wyszła wspaniała rozmowa.

Poli:
Dziękuję bardzo. To jest właśnie to, o co chodzi. Obie wyszłyśmy ze strefy komfortu. Obie wyszłyśmy też ze schematu, który same sobie nałożyłyśmy. I to jest też sukces, że nie jesteśmy ofiarami tych schematów.

 

MASZ OCHOTĘ NA WIĘCEJ?

Poli Palian znajdziesz na Facebooku lub Twitterze

Informacje o organizacji  Babski Londyn znajdziesz TU.

 

CO TY NA TO?

Jeśli jakiś wątek szczególnie dał Ci do myślenia, albo poruszył napisz w komentarzu lub wyślij do mnie email.